Nie pozwól by strach przed działaniem wykluczył cię z gry ten cytat pochodzi z filmu Historia kopciuszka z Hilley Duff. Bardzo fajny, przyjemny film. Ale nie o filmie dzisiaj, a o strachu. O uczuciu, które towarzyszy wszystkim w mniejszym lub większym stopniu. Powyższy cytat towarzyszył w okresie gimnazjalnym, a i teraz zdarza się , ze do niego wracam.
Są osoby, które boją się zamówić pizzy. Mimo dwudziestu pięciu lat mama ich rejestruje do lekarza. W dużym towarzystwie stają się milczący wręcz niewidzialni. Ja byłam i poniekąd jestem jedną z nich. Introwertykiem. Tak to się teraz ładnie nazywa. Jednak w czasach przedszkolnych nie znano jeszcze takich ładnych określeń. W przedszkolu byłam nieśmiałą dziewczynką, która wybierała sobie osoby z którymi rozmawia. To brzmi jakbym była bardzo wyniosłą dziewczynką. Ale nie,wręcz odwrotnie. Bałam się nowych osób. Można to nazwać nieśmiałością. Tylko pytanie Skąd ten strach? Dlaczego będąc wśród nieznajomych odczuwamy strach? Bo nas nie zaakceptują? Nie to nie to. To nie ma sensu. Nie odzywając się właśnie stwarzasz brak akceptacji dla swojej osoby. Może boisz się, ze powiesz coś głupiego? Teraz wiem, ze tak mam, ale czy jako mała dziewczynka właśnie tego się obawiałam. Nie jestem przekonana. I nie potrafię wyjaśnić wam skąd się ten strach bierze. Nie ma na to odpowiedzi. Jest i już. Kulminacyjne pytanie brzmi Jak go pokonać? Łatwo nie jest, ale da się zrobić. Krok po kroczku. Uczucie satysfakcji gwarantowane już po pierwszym kroku.
Szkoły podstawowej nie wspominam zbyt przyjemnie. Przez swoją nieśmiałość zostałam czarną owcą. Na ich miejscu sama bym na siebie krzywo patrzyła. To nie tak, że w ogóle całkiem nic nie mówiłam. Ale było to bardzo mało i bardzo cicho zwłaszcza będąc w grupie. Bo, gdy złożyło się tak że wracałam do domu w tym samym kierunku co jedna z dziewczyn ( słowo jedna jest tu kluczowym słowem) z mojej klasy stawało się coś, jakby pstryknięcie palców. Prowadziliśmy pełną rozmowę przez całą drogę powrotną (miałam około kilometra od domu). Tak po prostu. Teraz pisząc to zdałam
sobie sprawę, że prawdopodobnie w tej całej nieśmiałości mogło chodzić o siłę przebicia. Wśród dużej liczbie osób nie umiałam się przebić, byłam zbyt cicha i zbyt zestresowana. A w momencie kiedy miałam możliwość porozmawiania z kimś na osobności może nie zmieniało się to jakoś drastycznie, dalej byłam ta cichą dziewczyną, ale jednak potrafiłam rozmawiać. Mając teraz niespełna trzydzieści lat, jeżdżąc na rodzinne spotkania mam wrażenie, że nadal jest tak samo. W momencie zjazdu całej rodziny z męża strony raczej jestem mało mówna, ale gdy pojedziemy w odwiedziny do teściowej bądź którejś ze szwagierek i jesteśmy sami rozmowa płynie jak rzeka. Może właśnie znaleźliśmy odpowiedź na pierwsze pytanie. Brak siły przebicia? Możliwe. Powrócimy jednak do drugiego pytania. Jak zacząć walczyć ze swoim strachem? Ja zaczęłam w gimnazjum. Pamiętam ten dzień jak dziś. Jedna z koleżanek opowiadała o swoim ulubiony serialu i była to Hanna Montana. Nie musze zaznaczać, ze też go oglądałam? Opowiadała o jednym z odcinków, o którym ? Tego już nie pamiętam:)) W każdym bądź razie cicha Wiktoria powiedziała jedno zdanie - Ja tez go widziałam. Albo cos w tym stylu. Rozmowa potoczyła się sama, dalej. - A widziałaś tamten odcinek. Wracając ze szkoły byłam tak szczęśliwa jakbym wygrała w totka. A powiedziałam tylko jedno zdanie. Muszę tu zaznaczyć, ze w gimnazjum przeciwieństwie do podstawówki miałam koleżankę, która stała się moją przyjaciółką. Nie jestem w stanie opowiedzieć jak to się zaczęło. Ale jestem niemal pewna, ze zacząć się musiało od akceptacji ze strony tej drugiej osoby. Warto więc otworzyć się na tą czarną owce w stadzie, może dzięki tobie nabierze więcej sił, aby walczyć ze strachem? Ale co ty owa czarno owco możesz dla siebie zrobić? Po pierwsze przestać się tak nazywać! Jeżeli ty tak myślisz to dlaczego inni mieli by myśleć inaczej? Ale dziś nie o akceptacji samego siebie , ale o pokonywaniu strachu. Krok po kroczu. Pomalutku, powolutku. Powiedz nieznajomemu dzień dobry, w sklepie życz miłego dnia, uśmiechnij się do mijającej cię osoby, jeżeli czegoś nie rozumiesz zagadaj do osoby obok. Rozmowa potoczy się sama. Łatwo się mówi zagadaj co? Uwierz mi wiem coś o tym. Problem jest w tym, że nikt za ciebie tego nie zrobi. Ale po wszystkim poczujesz radość tak jak ja owego dnia w gimnazjum.
Amy Cuddy napisała książkę pod tytułem Wstań, gdzie twierdziła iż postawa człowieka wpływa na jego emocje, odbiór przez innych rozmówców. Zapamiętałam jedną rzecz z tej książki. A właściwe postawę. Przed ważną rozmową czy egzaminem autorka radziła stać przez( o ile dobrze pamiętam) dwie minuty w pozycji litery X, czyli rozłożone ręce rozstawione nogi. Brzmi śmiesznie? Też mi to przeszło przez myśl. Ale działa. Wypróbowałam na sobie. Co więcej samo wyobrażenie sobie
tej postawy też działa. Człowiek nabiera odwagi i łatwiej pokonać strach. Postawa. Jak wiele może o człowieku powiedzieć. Starajmy się być wyprostowani z głowa uniesioną do góry ( nie za wysoko żebyśmy nie wyszli na pysznych:)) Rozmawiając z kimś zaczynamy coraz bardzie się kulić, stawać się coraz mniejsi, zaplatamy ręce na piersi…. STOP W głowie wyobraźmy sobie postawę X i otwierajmy się na drugiego człowieka. Warto nad tym poćwiczyć.
No cóż, ale ja już sobie wyobrażamy, albo postaliśmy sobie w tej pozycji i nasze ciało staramy się utrzymać w pozycji otwartej to co więcej możemy zrobić? Jak znaleźć temat do rozmowy?
Będąc samemu pomyśl co lubisz robić. Wypisz wszystko na kartce co ci przyjdzie do głowy. Lubisz czytać książki, słuchać muzyki, jakiej najbardziej? Jakie filmy bądź seriale lubisz? Czy wolisz morze, czy góry? Wolne spacery czy bieg? Czy lubisz zwierzęta? Nie planuj tematów na przód. Bo to nic nie da. W padłam na ten pomysł, ale bardzo szybko spalił się na panewce. Jednak dowiedz się co lubisz. Jeżeli (na razie ) nie chce pierwszy zagadać o swojej pasji, sprowokuj sytuacje. Weź swoją ulubioną książkę do szkoły, połóż na ławce w czasie lekcji, a na przerwie poczytaj. Ktoś w końcu się zapyta, zagada, zainteresuje. I tak z każdą inną rzeczą. Ulubioną muzyką czy serialem. Nie bój się krytyki. Jeżeli ktoś powie, ze mu się nie podoba zamiast się speszyć zapytaj jaki serial, książkę, muzykę lubi. Zainteresuj się. Nie twierdze, ze w momencie gdy ujawnicie przed resztą grupy swoje pasje wszyscy was nagle polubią, a wy będziecie swobodnie rozmawiać. Jednak w tym momencie stajecie się bardziej charakterystyczną osobą, ciekawszą. Nie twierdze też, że od razu znajdziecie osobę z którą o swojej pasji będziecie godzinami rozmawiać. Krok po kroczku, słowo po słowie, zdanie po zdaniu. Ani się obejrzycie jak to słowo zamieni się w rzekę słów.
Dostałam kiedyś radę, nie była to rada ani od cioci, mamy czy koleżanki. Była to osoba wykształcona. Kazała mi opowiedzieć o najfajniejszej dziewczynie z mojej klasy. Po czym zaproponowała mi, abym była taka jak ona. Teraz być może wiem o co mniej więcej jej chodziło. Ale wtedy pomyślałam, ze jest głupia. Dlaczego mam udawać kogoś innego? Nigdy tego nie róbcie nie bądźcie jak inni. To prawda fajnie być wiecznie uśmiechniętą, pozytywną i towarzyską osobą jak ta owa dziewczyna z klasy. Ale nie chodzi o to, aby udawać kogoś. Trzeba znaleźć tą radość w sobie i swój własny sposób na wyrażanie siebie.
Pamiętajcie krok po kroczku, słowo po słowie, zdanie po zdaniu, rozmowa po rozmowie...
środa, 17 kwietnia 2019
środa, 10 kwietnia 2019
Ksiązki Kucharskie Anny Starmach
Kilka lat temu kupiłam sobie trzy książki kucharskie Anny Starmach. Większość z was zapewne kojarzy ją z programu Mastercheff, gdzie jest jurorką. Moja przygoda z tą autorką książek kulinarnych zaczęła się od jej programu Pyszne 25 nadawanego na TVN Style. Postanowiłam w końcu zaopatrzyć się w jej książkę, a że złożyło się tak, że bardziej opłacało się kupić pakiet to... Takim sposobem znalazły się u mnie książki kulinarne z serii Pyszne 25. Jeszcze za czasów blogowania na Onecie recenzowałam te trzy książki. Nie pamiętam czy przenosiłam ta recenzję na bloggera. W każdym razie już przepadło bo za długo zwlekałam z kopiowaniem treści bloga przed usunięciem całej blogerskiej strefy. Ale to nie ważne... Na początku zrobiłam kilka przepisów z książek, Naleśniki z pieczarkami i szpinakiem pychota :) Później jednak zaoferowana narodzinami drugiego dziecka książki poszły w kąt. Ostatnio z synkiem przeprosiliśmy książki kucharskie i zaczęliśmy z nich czarować przede wszystkim słodkości. W książkach można także znaleźć dania na słono. Autorka obiecuje nam, ze każde danie nie zajmie nam dłużej niż dwadzieścia pięć minut i nie będzie kosztować więcej niż 25 złotych. Muszę przyznać, że nas nie okłamuje. No chyba, że tworzycie dania z czterolatkiem i dwulatkiem tak jak to trzeba tego czasu doliczyć. Większość przepisów, które udało nam się zrobić sprawdziło się. Ale nie martwcie się nie będziemy tu tylko słodzić. Zacznjimy od omówienia wszystkich książkek. Pyszne 25 i Pyszne 25. Nowa porcja przepisów łączy ten sam spis przepisów podzielony na dwa działy Na słono i Na słodko. Znajdują się tu minaturowe zdęcia wraz z podpisem i numerem strony na której znajduje się konkretny przepis. To bardzo ułatwia zarówno znalezienie konkretnego dania jak i wybór nowego :) Pyszne na każda okazję nie co się różni w tym temacie. Podzielono je na rozdziły typu Święta Bożego Narodzenia, Kolacja we dwoje czy Przyjęcie dla dzieci. Przed każdym rozdziałem mamy spis przepisów niestety w moim egzemplarzu znajduja się tylko miniaturki bez numeracji stron:( Co może nie jest zbyt utrudniające w znalezieniu danego przepisu. Jednak wersja w poprzednich książkach o wiele bardziej mi odpowiada i tak też wolałabym, aby i w tej wszystko znajdowało się na samym początku książki. Co rzeczywiście ułatwiło by znalezienie danego przepisu. No i wykonanie dań z tej książki trwa nie co dłużej, ale nie są trudne w wykonaniu :) Ponad to w książkach Pyszne 25 i Pyszne 25. Nowa Porcja Przepisów znajduje się pod koniec książki Niezbędnik, w którym dowiem się min. Jak wykonać polewę, masło klarowane, albo jak suszyć pomidory. Za to Pyszne Na każdą okazję zawiera Sezonownik, dzięki któremu dowiemy się z jakich świeżych warzyw i owoców możemy korzystać w danym miesiącu. Na kolejnych stronach mamy Poradnik w którym znajduje się wyjaśnienie takich spraw jak przechowywanie sałaty, gotowanie makaronu, czy organizacja kuchni
Wspomniałam już o przepysznych naleśnikach, ale czy było coś co nam nie przypadło do gustu? Oczywiście, ze tak. Raz zrobiliśmy prościutkie w wykonaniu ciastka, ale wyszły bardzo twarde. Były dobre, ale raczej do nich nie wrócimy. Bez szału. Kolejne danie za tekie można uznać zupe czosnkową, która... No dobra ja po prostu nie jestem przekonana do zup tupu krem i już. Dla mnie to wszystko smakuje jak dania dla niemowlaków. Jest jeszcze parę dań typu krem, które raczej sobie je odpuścimy. Nie sądzę, abym się kiedyś przekonała.
Przedstawię wam teraz dania które z danych książek wykonaliśmy oraz dodam linki do przepisów
Prawdopodobnie wszystkie przepisy Anny Starmach możecie znaleźć w Internecie. Ja podałam wam tylko te znalezione na stronie https://aniastarmach.pl/ Można znaleźć niektóre podobne przepisy dań, których wam nie podlinkowałam bo nie były to jednak te same przepisy. Warto więc samemu trochę pogrzebać jeżeli macie ochotę na coś wymienionego przeze mnie, ale nie podlinkowanego. Ponadto w swoim programie pokazuje jak większość z nich zrobić. Także gdyby coś nie wyszło zawsze można podglądnąć samą autorkę przepisu :) My planujemy to zrobić w wolnej chwili.
Na koniec wspomnę, że za czasów oneta dużo publikowałam wykonanych przeze mnie dań. Zastanawiam się czy aby do tego nie wrócić. Co dało by nam motywacji do wypróbowania więcej przepisów z naszych książek kulinarnych :) Nie chciałabym publikować treści przepisów na blogu ze względu na prawa autorskie, ale jeżeli znalazłabym na oficjalnej stronie autorki chętnie podlinkuję :) To by było coś w stylu zdjęć wykonanych przeze mnie dań.
A jeszcze jedno... Pytanie Dlaczego tak naglę wróciliśmy do tych książek? Otóż jest wiele nowych wydanych książek Anny Starmach, które nas kuszą. Ale pojawiła się myśl, która nie chce nas opuścić. Po co nam nowe książki jak jeszcze nie wypróbowaliśmy wszystkiego( Albo większość interesujących nas przepisów) z książek, które już posiadamy? Także motywujemy się i działamy.
PS. Podobna myśl przychodzi, gdy stoję w biedrze przy stoisku z książkami (w promocji) wiedząc, ze mam stos nie przeczytanych książek i ta która mnie kusi będzie musiała sobie na nim poleżeć kilka miesięcy jak nie lat.... Tutaj tez już kroi się pomysł do motywacji, aby sięgnąć po te kupione książki :)
Wspomniałam już o przepysznych naleśnikach, ale czy było coś co nam nie przypadło do gustu? Oczywiście, ze tak. Raz zrobiliśmy prościutkie w wykonaniu ciastka, ale wyszły bardzo twarde. Były dobre, ale raczej do nich nie wrócimy. Bez szału. Kolejne danie za tekie można uznać zupe czosnkową, która... No dobra ja po prostu nie jestem przekonana do zup tupu krem i już. Dla mnie to wszystko smakuje jak dania dla niemowlaków. Jest jeszcze parę dań typu krem, które raczej sobie je odpuścimy. Nie sądzę, abym się kiedyś przekonała.
Przedstawię wam teraz dania które z danych książek wykonaliśmy oraz dodam linki do przepisów
- Zapiekane naleśniki z pieczarkami 5/5 (Przepis )
- Tortilla, czyli omlet hiszpański 5/5
- Risotto pomidorowe 5/5
- Pizza z patelni 3,5/5
- Chilli con carne 5/5
- Mięsne pulpeciki w sosie pomidorowym 4/5
- Piersi z kurczaka w sosie pieczarkowym 5/5
- Pomidory po prowansalsku 1/5
- Placuszki z bananami 4/5
- Jabłka w cieście 3,5/5
- Pancakes z syropem klonowym 4/5 (Przepis )
- Owocowa owsianka śniadaniowa 4,5/5
- Pączki ptysiowe 4/5
- ciasteczka w piegi 5/5
- Tiramisu 4/5 (Przepis)
- Piszinger mojej mamy 5/5 (Przepis )
- Czekoladowe brownie 5/5 (Przepis )
- Mus czekoladowy 5/5 (Przepis )
- Trufle czekoladowe 4/5
- Krem bananowy 1/5
- Czekolada na gorącą z wanilią 5/5
- Pasta jajeczna z tuńczykiem 4/5
- Krem czosnkowy 3/5
- Kluski leniwe 5/5 (Przepis)
- Ruloniki z pora zapiekane pod beszamelem 2/5
- Klopsiki w stylu indyjskim 2,5/5
- Omlet na słodko 5/5
- Racuchy z serem 5/5
- Deserowe naleśniki z owocami i sosem waniliowym 5/5
- Gofry z bitą śmietaną 5/5
- Babeczki z czekoladą i chili (my nie daliśmy chili, ale nam nie wyszły, dlatego nie daje oceny. Będzie druga próba )
- Ciasteczka maślane 2/5 (Przepis )
- Masło orzechowe 5/5 (Przepis )
- Barszcz czerwony 5/5 (Przepis)
- Kotleciki z polędwiczek wieprzowych 4/5 (Przepis )
- Kurczak w czerwonym winie 4/5 (Przepis )
- Malinowe tiramisu 4/5
- Kurczak z pieczarkami i groszkiem 4/5
- Pomarańczowe galaretki 5/5
- Kakao 5/5
- Ciasteczka z kakao 5/5
- Czekoladowe naleśniki z bananami 5/5
Prawdopodobnie wszystkie przepisy Anny Starmach możecie znaleźć w Internecie. Ja podałam wam tylko te znalezione na stronie https://aniastarmach.pl/ Można znaleźć niektóre podobne przepisy dań, których wam nie podlinkowałam bo nie były to jednak te same przepisy. Warto więc samemu trochę pogrzebać jeżeli macie ochotę na coś wymienionego przeze mnie, ale nie podlinkowanego. Ponadto w swoim programie pokazuje jak większość z nich zrobić. Także gdyby coś nie wyszło zawsze można podglądnąć samą autorkę przepisu :) My planujemy to zrobić w wolnej chwili.
Na koniec wspomnę, że za czasów oneta dużo publikowałam wykonanych przeze mnie dań. Zastanawiam się czy aby do tego nie wrócić. Co dało by nam motywacji do wypróbowania więcej przepisów z naszych książek kulinarnych :) Nie chciałabym publikować treści przepisów na blogu ze względu na prawa autorskie, ale jeżeli znalazłabym na oficjalnej stronie autorki chętnie podlinkuję :) To by było coś w stylu zdjęć wykonanych przeze mnie dań.
A jeszcze jedno... Pytanie Dlaczego tak naglę wróciliśmy do tych książek? Otóż jest wiele nowych wydanych książek Anny Starmach, które nas kuszą. Ale pojawiła się myśl, która nie chce nas opuścić. Po co nam nowe książki jak jeszcze nie wypróbowaliśmy wszystkiego( Albo większość interesujących nas przepisów) z książek, które już posiadamy? Także motywujemy się i działamy.
PS. Podobna myśl przychodzi, gdy stoję w biedrze przy stoisku z książkami (w promocji) wiedząc, ze mam stos nie przeczytanych książek i ta która mnie kusi będzie musiała sobie na nim poleżeć kilka miesięcy jak nie lat.... Tutaj tez już kroi się pomysł do motywacji, aby sięgnąć po te kupione książki :)
piątek, 29 marca 2019
Uśpione marzenia
Ja też miałam takie marzenia. Mała Wiktoria chciała być aktorką, ale się bała. Bała się wszystkiego, wiec może to zostawmy na razie. Kolejnym jej niespełnionym marzeniem było zostanie weterynarzem bo kochała zwierzęta, ale nigdy nie pokusiła się aby zagłębić się w tym temacie. Nie każde morzenie jednak pozostawało cały czas w łóżku. Udało się zagrać w dwóch przedstawieniach małe nie znaczące role. :Pokochała taniec więc nauczyła się z płyty DVD tańca brzucha. No może nie perfekcyjnie i idealnie, ale jednak spróbowała. Nie jest w tym mistrzynią, Ale uwielbia tańczyć i dzięki temu na weselach jest jedną z pierwszych tańczących osób. Korzystając z życia. Jedno z marzeń zaczęło się spełniać. Start był pozytywny i wszystko było na dobrej drodze do osiągniecia wymarzonego ideału. A była to gra na gitarze. Miała nauczyciela, w wolnych chwilach brzękoliła sobie na strunach gitary. Jednak pewnego dnia straciła nauczyciela . Ta drobna przeszkoda nie zniechęciła jej całkowicie. W końcu gitara nadal stała w koncie. Kupiła sobie płyty. wyszukała porad w Internecie. Jednak sobie nie radziła sama i powolutku marzenie zasypiało, aż przykryło się poduchą z pierzu i ani myśli na razie wychodzić. A czy tak trudno było napisać w Internecie Hey szukam kogoś kto ze chciałby nauczyć mnie gry na gitarze? Ale tu znowu pojawił się strach. Strach często wyklucza nasze marzenia z życia...
Miała wiele marzeń małych i dużych. Jedne się spełniły inne nie. Jednym z największym marzeniem była dla niej rodzina. Kochający mąż, dzieci. To marzenie się spełnia. Nie jest łatwo. Jest trudno. Na pewno nie jest perfekcyjnie i doskonale. I nigdy nie będzie. Ale jest zabawnie, wesoło, czasem nudno, a czasem męcząco. Ale jest. Marzenie nie jest perfekcyjne, ale jest i żyje. Żyje sobie po swojemu popełniając błędy, czasem bywa lepsze, czasem przeciętne, ale jest. W każdej z tych Wiktorii istniało marzenie pisarstwa. Bardzo często się budziło i równie szybko zasypiało. Nigdy nie nazwała się pisarką. Chociaż pisała co nie co. Nie wiedziała wówczas, że to marzenie już spełniło się. W małym stopniu, ale jednak. Dziś ta sama Wiktoria pisze sobie w wolnych chwilach. I choć zdaje jej się, że pisze przeciętnie, ale pisze. Może to co teraz się tworzy jest przeciętne. Ale za kilka lat marzenie rozwinie skrzydła i żadne z napisanych słów nie będzie słowem straconym...
Obudźmy swoje marzenia choćby miały być przeciętne. Może nawet takie nie do końca spełnione marzenie. Zbyt słabe, aby chciało się ujawnić. Może ono przyda ci się kiedyś przy innym doświadczeniu twojego życia. Nie straszmy ich. Niech się nie boją. Niech się ujawniają...
wtorek, 26 marca 2019
Jak podrywają szejkowie- Marcin Margielewski
Tytuł: Jak podrywając szejkowie
Autor: Marcin Margielewski
Kategoria: Literatura Faktu
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 12.03.2019 r.
Zanim siadałam do książki Jak podrywają szejkowie, myślałam że przeczytam o sprawach o których już w tego typu książkach czytałam. Czyli władza, seks, orgie, pieniądze, dziewczyny sprzedające się za pieniądze, dziewczyny zmuszane do seksu, brak szacunku itd. Od pierwszych stron spotkało mnie miłe zaskoczenie. Poznałam Abeda nastoletniego księcia. Niezwykle skromnego, który kompletnie nic nie wie o stosunkach miedzy kobietą, a mężczyzną. Za to całym sercem kocha konie. Popada w depresje po śmierci jego ukochanego konia. To dzięki tej tragedii znalazł się w Polsce i jak miał zwyczaju mawiać w kraju pięknych kobiet i koni. Jego ojciec zabrał go do Polski na aukcje koni. Tutaj miał odkryć swoją nową miłość, i towarzysza wspólnych przejażdżek. Jednak coś poszło nie tak. Jego tata wyjechał zostawiając Abeda samego z jego sługą, który jednocześnie jest jego najlepszym przyjacielem oraz z kuzynem Wasimem. Zostawiając mu tylko, krótką wiadomość. Od tego momentu zaczynamy powoli poznawać drugiego księcia Wasima. Zdecydowanie różniącego się od skromnego Abeda. Wasim jest osobą wesołą, imprezową, lubiącą się bawić. Mającą wiele stron medalu. Można go znienawidzić, ale i pokochać. Jego życie mocno go zmienia, a jednocześnie pozostawia go takiego samego. To on wprowadza Abeda w życie seksualne pełne imprez. Ale nie! To nie jest książka o nieprzerywalnych imprezach ociekających seksem. Chociaż one także w niej występują. Nie są one jednak opisane w wulgarny sposób. Więc proszę was nie zniechęcajcie się.
Marcin Margielewski jest dziennikarzem jakimś szczęściem to właśnie jemu szejk powierzył zadanie napisania o nim książki. Z całego serca mam nadzieje, że nikt nie próbuje wcisnąć nam kitu i rzeczywiście książę Abed istnieje. Bo jeżeli jesteś prawdziwy możesz wiele zmienić w swym kraju i ja mocno trzymam za to kciuki. Abed to pseudonim nadany przez szejka na potrzeby książki. Chciał być całkowicie anonimowy. Z pozoru ta książka miała być o nim, ale ostatecznie jest ona o obu księciach. A głownie chodzi tu o Wasima
Mamy wiele dramatów bardzo osobistych, sprawy kryminalne, miłość, spełniona, miłość niespełniona. Jest przede wszystkim szczera. Nic nie zostaje przed nami zatajone. Pokazane nam są dobre jak i złe oblicza życia szejka.
Wracając do Abeda chłopiec, który przez całe życie żyje w bańce. Chroniony przed złem tego świata. Nagle musi nauczyć się w nim żyć. Poznaje co to jest strata, rozpacz i ból. A także nie powtarzalne pierwsze głupawe zauroczenia, a zbiegiem lat i prawdziwą miłość. Razem z nim próbujemy nauczyć się jak zamawia się kawę w kawiarni robiąc z siebie głupka. Gdy próbowałam sobie to wyobrazić zdawało mi się to bardzo urocze.
Jeden z wątków tej historii bardzo kluczowy i dramatyczny sprawił, że ciągle o nim myślałam. Jego głównym bohaterem jest Wasim. Staje się tragedia niewątpliwie jego winy było w niej najwięcej. Osoba która najbardziej ucierpiała w tej historii także nie jest bez winy. Książka staje się przestrogą przed żądzą pieniądza, przed ale nie tylko przestroga obejmuje także knucie. Robienie czegoś wbrew woli zainteresowanego, może skończyć się tragicznie. Jest też kolejna nauka brania odpowiedzialności za swe czyny. Gdy za wszelką cenę próbujesz jej uniknąć... Cena może okazać się za wysoka.
Książka tak prawdziwa tak szczera, że czasami wydaje się nierealna. Czy ta historia rzeczywiście jest prawdziwa. Tego nie wiemy, ale na pewno jest wyjątkowa. Uczy nie ulegać stereotypom, pokazuje, że pieniądze nie są najważniejsze. Nie warto robić wszystkiego, aby się zbogacić. Bogactwo wcale nie sprawi, że będziemy szczęśliwy. Co więcej! Może być całkowicie odwrotnie może nas zniszczyć. Sprawić, że staniemy się biedniejsi...
wtorek, 19 marca 2019
Misja Tality- Asia Olejarczyk
Tytuł: Misja Tality
Autor: Asia Olejarczyk
Ilustracje: Beata Konopka-Kruć
Liczba stron: 48
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: Marzec 2019 r.
Do Tality przychodzi Bóg, który ma do niej prośbę. Nie opodal w ciemnym i strasznym lesie ktoś potrzebuje niezwłocznie pomocy. Talita ma go odnaleźć. Po drodze spotyka wiele stworzeń i za każdym razem ma nadzieje, że trafiła na tą osobę, która potrzebuje jej pomocy. Stworzenia, które spotyka to miedzy innymi Pycha, Niewdzięczność, Obojętność, lęk. Jaki wpływ wywiera na nich niespodziewana obecność dziewczynki? Tego musicie się dowiedzieć Czytając. Ale gwarantuje wam nie będziecie zawiedzeni, ani wykreowanymi postaciami, ani światem w jakim znajdziemy się wczytując się w książkę. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej , krótkiej, a jakże wartościowej książki dla dzieci. Poznajemy "złe cechy" charakteru jednocześnie uczymy się przekuwać je w te dobre. To w jaki sposób autorka przedstawia nam postaci wielkie WOW. Przytoczę wam opis pychy:
"Istota, którą zobaczyła przed sobą, wyglądała jak żywe lustro... Nad polaną, na której się znajdowała, latało mnóstwo świetlików, a ich światełka odbijały się od jej lustrzanego ciała"
"Ja jestem Pycha. I jestem wspaniała. Zobacz tylko jak błyszczę. Rozsiewam wokół taki jasny blask"
W książce pojawia się, także temat śmierci. I to nie śmierci naturalnej czy spowodowanej chorą albo wypadkiem. Autorka przekazując wiedze w tym temacie poszła o krok dalej i poruszyła tak delikatny temat jak samobójstwo. Może to brzmieć strasznie. Jednak niezwykłe pióro autorki powoduje, że wszystko to jest zrozumiane dla dzieci, a nie jeden dorosły z ciekawością będzie przekręcał każdą kolejna stronę.
Książka zaczyna się od tego jak dziewczynka siedzi na łące. Dlaczego o tym wspominam? Aby pochwalić szate graficzną (chyba tak to mogę nazwać) książki Pierwsze strony książki są białe póki nasza bohaterka nie wejdzie do lasu. Od tego momentu strony są czarne. Dzięki czemu tym bardziej wczuwamy się w role Tality i wraz z nią znajdujemy się w ciemnym lesie póki ona sama się z niej nie wydostanie. W książce pojawiają się, także niezwykłe ilustracje. Mam wrażenie, że przy tworzeniu tej historii zadbano o każdy choćby najmniejszy szczegół.
Nie wiem czy udało mi się przekazać to co chciałam nie zdradzając zbyt wiele z treści książki. Ona jest niesamowita, niezwykła. Znajduje się na pierwszym miejscu moich ulubionych książek dla dzieci. BA! To mało powiedziane. Wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, że długo o niej nie zapomnę.
Zwiastun Książki:
Zwiastun Książki:
Jeśli mielibyście ochotę tutaj możecie przeczytać: Fragment książki
środa, 13 marca 2019
Pierwszy dzień po śmierci- Joao Cesar das Neves
Tytuł: Pierwszy dzień po śmierci
Autor: Joao Cesar das Neves
Kategoria: Literatura Religijna
Liczba stron: 344
Data wydania: Październik 2016 r.
Wydawnictwo: WAM
Okładka książki pobrana z www.lubimyczytac.pl
Pierwsze co przychodzi mi do głowy jak można opisać sytuację bohatera tej książki to zawieszenie między życiem na ziemi, a niebem . Nasz bohater ma bardzo trudny wybór między niebem a piekłem. Wydaje się że jest to bardzo łatwy wybór. Ale czy na pewno. W tym zawieszeniu towarzyszą nam zarówno anioły jak i demony. ale rozpoznać Tego drugiego nie jest wcale tak prosto ukazuje nam się jako człowiek, rzecz, bądź upragnione pragnienie. Bardzo łatwo jest mu ulec zostawiając naszego Anioła Stróża w cieniu który niestety nie może wtrącać się do naszych decyzji. Ta książka ukazuje to, że każdy człowiek, każda dusza ma wolną wolę i to my sami decydujemy gdzie chcemy się znaleźć. Każdy nasz wybór jest wyborem właściwym. Nie możemy się pomylić tam nie ma takiej opcji.
Świat tej przestrzeni bardzo ciekawie jest ukazany otacza nas światło do którego musimy się przyzwyczaić. Głównym miejscem akcji jest stacja kolejowa możemy tam zauważyć, że żadne z ziemskich zasad czasu i przestrzeni, geografii tam nie panuje. Siedem dni może trwać bardzo krótko jak i bardzo długo coś co wydaje się bardzo blisko rzeczywistości może być bardzo daleko i odwrotnie. Autor przedstawił nam ten świat bardzo realnie. Czytelnik rzeczywiście może czuć się w tą postać jak i w ten świat. Główny bohater chociaż dość szybko orientuję się do którego pociągu powinien wsiąść nie robi tego przez zwykłą ciekawość dzięki czemu ukazuje nam świat i zasady działające na stacji. Poznajemy wiele miejsc jak na przykład kasy biletowe, gdzie zostaje nam wytłumaczone jak autor widzi piekło. Pokazuje nam tak straszną rzecz jak przyjemność która zamienia się w tortury, Wieczną torturę. Ukazane zostają nam także historię różnych dusz dzięki czemu wyjaśnia nam wiele rzeczy jak nam przykład to co dzieje się z ludźmi, którzy nie zostali ochrzczeni podczas życia, w jakiej sytuacji są ateiści czy ludzie innej wiary. Odkrywamy że bardzo dobry człowiek wierzący nawet bardzo wierzący może mimo wszystko wybrać piekło, a najgorszy grzesznik nawrócić się i wsiądzie do pociągu skierowanego do nieba. Książka zawiera wiele cytatów z Biblii przez to bardzo często wymaga skupienia. Napisane jest bardzo ciekawy i interesujący oraz wciągający sposób. Cierpliwe tłumaczenia anioła przerywane są wieloma sytuacjami na stacji jak na przykład zachowanie się grupy ludzi, którzy sprzeciwiają się temu systemowi i nie chcą wybrać żadnego z pociągu próbując uciec z tego miejsca. Są także grupy ludzi protestujących, którzy nadal żyją życiem ziemskim i chcą sprawiedliwości na ziemi, nie skupiając się na sobie na własnej duszy a to w tym momencie ich życia wiecznego jest najważniejsze. Im bliżej końca książka zawiera więcej fragmentów z Biblii i wymaga większego skupienia. I coraz trudniej się ją czyta mimo wszystko do końca trzyma w ciekawości
Autor ciekawie wykreował świat po naszej śmierci. Jestem w stanie uwierzyć, że to właśnie tak wygląda. Pióro autora jest lekkie, jednak liczne fragmenty z Biblii dodają książce ciężkości. Mimo to myślę, że warto po nią sięgnąć.
środa, 6 marca 2019
Nasze ulubione Bajeczki dla dzieci
W dniu dzisiejszym przychodzę do was z zestawieniem książek dla dzieci. Są to książki w stu procentach przez nas przetestowane :) Wszystkie wymienione poniżej pozycje z ręką na sercu mogę polecić. A zaczniemy od naszych najnowszych zdobyczy
1. Książki obrazkowe- Znajdywanki
- Wiosna na ulicy Czereśniowej
W tej książce nie znajdziecie nic do czytania jest ona całkowicie obrazkowa. Przedstawia różne sytuacje, z każdą stroną możemy śledzić losy naszych zilustrowanych bohaterów i sami opowiadać ich historię. Zbiegiem czasu są one coraz bardziej rozbudowane :) (Wyobraźnia dzieci nie zna granic:)). Można także pobawić się w wyszukiwanie różnych postaci znajdujących się na obrazku. Na pewno dokupimy inne książeczki tej serii. Kosztowała 23,11 zł Zamawiałam ją na czytam.pl Tu kupisz
- Gdzie jest Wally?
Kojarzycie? Ja pamiętam go z dzieciństwa. Moi kuzyni mieli gazety o Wallym i za każdym razem jak u nich bywaliśmy przeglądałam je. Więc jak tylko zobaczyłam, że na światło dzienne wychodzi książka to kusiła, kusiła... Na samym początku nie chciałam jej zamawiać ze względu iż przeznaczona jest dla dzieci od szóstego roku życia. A ja w domu mam dwu i czterolatka. Ale jednak wspomnienie z dzieciństwa wygrało. Stwierdziłam, ze my z mężem będziemy mieć przy tym świetną zabawę. Rzeczywiście kiedy doszła do mnie ta książka trochę się wystraszyłam. Porównując ta książkę z ulica Czereśniową widać większy próg. Obrazki są przepełnione malutkimi postaciami. Mimo wszystko moje dzieci pokochały tą książkę, uwielbiają ja przeglądać zarówno starszy jak i młodsza. Opisują to co widzą na obrazku. Próbują znaleźć Wallyego. Moje początkowe obawy okazały się nie słuszne. Kosztowała 24,47 zł. Tu kupisz
2. Bajeczki 2,3 i4-latka
Przygoda z tymi bajkami zaczęła się od Bajeczek 3-latka, które kupiłam w biedronce z okazji promocji 3za2. Są to idealne książki przed snem. Mają łagodne, ale i interesujące ilustracje. Do tego bajki są przystosowane do wieku. W Bajeczkach 2-latka są one o wiele prostsze niż w 3 i 4- latkach. Jest mniej tekstu. Najwięcej oczywiście znajduje w Bajeczkach 4-latka. Dwu i czterolatka dokupiliśmy przy okazji zamawiania Wiosny na ulicy Czereśniowej i Gdzie jest Wally Tu kupisz
O tych książkach już kiedyś wam wspominałam nie pamiętam czy na blogu czy na którymś z social media. Dla mnie to mega sprawa
- Niespodzianka Figara
Jest to książeczka z historyjką. W środku zostały wykorzystane różne materiały, takie jak tekturka, materiał filcowy, gąbczasty itp. Kupiłam ją w empiku. kosztowała 25 złotych. Dodatkowe elementy w postaci przeróżnych materiałów bardzo ja urozmaiciły dzieciaki spędziły przy niej wiele godzin. Nawet teraz po kilku miesiącach od zakupienia z miła chęcią do niej powracają. Dodam jeszcze, że na różnych księgarniach internetowych można ja zdobyć za nie całe 20 zł. Tu kupisz
- Leśne zwierzęta, Egzotyczne zwierzęta
Książeczki dotykowe, które zawierają materiał filcowy. Są to bajeczki przeznaczona dla najmłodszych, ale i nieco starsze dzieci z pewnością ją polubią. W tych książeczka przeciwieństwie do wymienionej wyżej nie mamy opowiedzianej historyjki tylko pojedyncze nazwy zwierząt. Ja tego typu książeczki wykorzystuje ze starszym do nauki czytania. Musze przyznać szczerze, że ostatnio to zaniedbaliśmy. Musimy jakoś na nowo się zorganizować. Teraz gdy chodzi do przedszkola nie jest to wcale takie łatwe, zwłaszcza przy naszej dwulatce :) Wracając do książeczek Leśne zwierzęta kupiłam kilka miesięcy temu w biedronce zapłaciłam za nią 4.99 zł. A w drodze powrotnej do domu sama głaskałam zwierzątka znajdujące się w książeczce i bardzo żałowałam, ze nie wzięłam jeszcze czegoś z tej serii. Ale przy zamówieniu na czytam.pl dorzuciłam sobie Egzotyczne zwierzęta. W serii ukazały się także: Wiejskie zwierzęta, Polarne zwierzęta Tu kupisz
- Bawimy się z kotkiem
Książka do nauki czytania z National Geographic. Kupiłam poziom 0 oczywiście w biedronce. I jak zawsze żałowałam, ze nie kupiłam z tej serii Poziom 1 albo 2 (nie pamiętam jaki był poziom) ale była jeszcze książeczka o planetach. Zwłaszcza, ze w Internecie nie mogę tego znaleźć :( Ale książki z tej serii warto mieć. Zwłaszcza, gdy wasze dziecko zaczyna przygodę z czytaniem
4. Seria Gabryś
Robiłam o nich osobny post tu: Recenzja Są to nietypowe bajki ponieważ zamiast ilustracji umieszczone są w niej zdjęcia. Mimo, że nie którym dorosłym nie za bardzo przypadają do gustu (np. mojemu mężowi) Zarzut jest taki, że są zbyt ponure. Ale dzieciaki je pokochały. Mój czterolatek w przeszłości bardzo się ociągał jeżeli chodziło o czytanie bajeczek. Jednak te mu się spodobały i tak coraz częściej i coraz więcej. Teraz praktycznie nie ma dnia, aby niemiał jakieś książki w rękach. Jedna taka książeczka kosztuje 14.99 zł, ale można ją znaleźć nawet po 9 zł np. tu Tu Kupisz
Warto się w nie zaopatrzyć, jeżeli wasze dziecko niechętnie sięga po książeczki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















