piątek, 7 czerwca 2019

Byłbym Zapomniał- Cezary Pazura





Tytuł: Byłbym Zapomniał...
Autor: Cezary Pazura
Kategoria: Autobiografia
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: editio
Data Wydania: 25.10.2017r.



Cezary Pazura któż go nie zna. Aktor głównie komediowy, kabareciarz, reżyser, prezenter, a także youtuber od 2015 roku. Ale o samym kanale może kiedy indziej. Dzisiaj będzie o książce Byłbym zapomniał Cezarego Pazury. Autobiografia, pamiętnik, spis wspomnień i anegdot z życia aktora.
Znajdziemy w niej zarówno zabawne jak i bardzo smutne i tragiczne historie. Czasami tez abstrakcyjne i niedorzeczne. Cóż takie czasy- PRLu. Książka, która zawiera dużą dawkę historii społeczeństwa w latach powojennych, z niej możemy dowiedzieć się jakie życie mieli nasi dziadkowie i rodzice. Jakie dzieciństwo... Czy beztroskie? Chwilami. Na pewno głodne. Życie Cezarego Pazury było pełne absurdów- Znaleźć się w Ameryce jeździć limuzyną, a nie mieć co do garnka włożyć. Tylko te 1000 dolarów. Których ruszyć nie wolno...
 Książka mocno mnie wciągnęła, rozśmieszyła, wzruszyła i ścisnęła za serce wywołując szklące się oczy. Dała mi wiele emocji. Prawdziwych bo opisywane są z całkowitą szczerością, prawdziwe wspomnienia.
Nauczyła mnie, że bycie aktorem to nie zawsze znaczy mieć wygodnie pościelone łóżko i pełny brzuch. Że bogactwo nie zawsze idzie w parze z popularnością. Kazała mi spojrzeć na swoich rodziców przez pryzmat lat powojennych. Zastanowić się jak na nich wpłynęło dzieciństwo. Popatrzeć na wszystkie ich wybory, zachowania, pomyłki. Przez pryzmat ich lat młodzieńczych. Uważam, ze lata dziewięćdziesiąte w trakcie których przyszłam na świat są to najlepsze czasy dzieciństwa. Myśmy nie odczuli już strachu przed wojną, ludzie byli dla siebie bardzo życzliwi. W ogóle to w bloku w którym mieszkałam tworzyliśmy wielką rodzinę. Pod każdym numerem same ciotki i wujki. No może trafiła się nam nie jedna zrzędliwa staruszka, ale z nimi także człowiek się zżył. A teraz...  Cezary napisał w swojej książce, ze kiedyś wchodziło się do sąsiada jak do siebie bez pukania. Ja liznęłam jeszcze tych lat. A teraz pasuje wcześniej zadzwonić, napisać... Ach już nie istnieją furtki między podwórkami sąsiadów. Jak to ujął mój mąż każdy teraz chroni swoją prywatność. No cóż nie jest to złe, ale jakoś ta życzliwość, sąsiedzka pomoc powoli odchodzą w dal. Chociaż zachowały się jeszcze gdzie nie gdzie unikaty :) Jak widzicie Byłbym zapomniał... Nie tylko pozwala nam poznać życie którego nie znaliśmy, ale i własne powspominać. Wracając do tytułu genialny jest Byłbym zapomniał... - od razu widzę Cezarego Pazurę z wyciągniętą ręką do góry wołającego do nas A Byłbym zapomniał... Chciałem jeszcze coś powiedzieć, zanim... Przestaną mnie słuchać. Tak to sobie wyobraziłam.
Książce odkrywamy także świat teatru, filmu, reżyserii, szkół filmowych to jest nie zła gratka dla osób lubujących się w historii Polskiego kina. Napotkamy tam wiele znanych nazwisk jak Laskowik, Gajos, Linda... Książka idealna dla osób które myślą o aktorstwie czy reżyserce. Możemy dowiedzieć się co nie co o życiu aktora w tamtych czasach, a nie było ono proste. Osoby, które myślą pójść w tym kierunku powinni zainteresować się historią teatru, kina. Ta autobiografia jest dobrym początkiem... Ponadto motywuje do rozmów. Dzięki tej książce dowiedziałam się co nie co o  życiu swoich rodziców przez co mogę  zagadnąć o jakiś temat. Dowiedzieć się czegoś więcej od nich. Wujku Czarku jeśli to kiedykolwiek przeczytasz Dziękuje ci za tą książkę.


W książce znajdują się także ilustracje. Od zdjęć prywatnych z dzieciństwa przez te z kolegami kończąc na tych z planów zdjęciowych. Co bardzo urozmaica czytanie i czyni książkę bogatszą. Dużo jest o relacjach rodzinnych Cezarego Pazury z pełną szczerością bez ukrywania niewygodnych prawd.

Zaciekawia jak nie jedna powieść. Czytając miałam wrażenie, że rzeczywiście siedzę przed Cezarym Pazura i słucham jego wspomnień i anegdot. Pełna emocji od śmiechu po łzy. Do bólu szczera...
Chcecie czegoś prawdziwego sięgnijcie po Byłbym Zapomniał

wtorek, 28 maja 2019

Pokój w Dolinie- Ruth Logan Herne










Tytuł: Pokój w dolinie
Autor: Ruth Logan Herne
Seria: Ranczo Staffordów (Tom3)
Kategoria: Literatura Obyczajowa
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 16.04.2019 r.




Trey Walker Stafford jako małe dziecko został przygarnięty przez swojego wuja Sama Stafforda. Jego rodzice zmarli przedawkowując narkotyki. Trey chcąc udowodnić, że można w wielkim mieście odnosić sukces w muzyce, przy tym nie wciągnąć się w żaden nałóg wbrew swojemu przybranemu ojcu wyjechał spełniać swoje marzenia. Teraz wracał, aby móc odwdzięczyć się choremu ojcu oddając mu część wątroby. 

Sam Stafford był dobrym ojcem, ale jako człowiek popełniał błędy. Był bardzo zawzięty, samolubny i chciwy. Wszystkim swoim sąsiadom potrafił bez mrugnięcia okiem niszczyć życie. Przyszedł jednak czas kiedy chciał wszystko naprawić. Niestety niedługo po tym dowiedział się, ze jest poważnie chory.

Lucy  Carton samotna matka, próbująca sama przezwyciężyć trudy codzienności. Sąsiadka Staffordów jedna z osób która mocno podpadła Samowi i mocno tego pożałowała. Nie ufa do końca sąsiadom i kiedy na jej posesji pojawia się Trey, aby naprawić błędy swojego ojca nie do końca potrafi w to uwierzyć.

 Jest to trzeci tom serii Ranczo Staffordów. Nie miałam okazji przeczytać pierwszych dwóch tomów, ale to nie robiło problemów. Chociaż jestem bardzo ciekawa w jaki sposób została ukazana przeszłość Trey i Lucy w poprzednich częściach. Musze zaznaczyć, ze każda z tych części opowiada o jednym z trzech braci Staffordów. Więc nie sądzę, aby wątek z konfliktem między Samem, a Lucy był bardzo rozpisany. Pokój w dolinie  zaczyna się w zasadzie, gdy Sam chce wszystko naprawić. Z powodu ciężkiej choroby musi wszystko zrzucić na barki Treya. Mówiąc wszystko mam na myśli podupadającą farmę sąsiadki. Nie żebym się czepiała, ale wspomniane jest, że najstarszy z Staffordów dokuczał wielu sąsiadom, a pomaga w zasadzie tylko Lucy. 
Książka jest miła i przewidywalna. Łatwo było mi się przy niej odprężyć. Wszystko płynęła wolno, bez żadnych niespodziewanych zwrotów akcji, bez chwil niepewności, bez napięcia. Wszystko toczyło się po prostu swoim powolnym rytmem.
Główni bohaterowie mają swoją trudną, ciemną, przeszłość w której towarzyszyły narkotyki. Chociaż ewidentnie widać, ze z książki wychodzi przekaz o tym, że narkotyki to jedno z najgorszy rzeczy jakie człowiek sam sobie może zrobić, to było to takie... hmm… Spokojne? Ogólnie książkę można byłoby podsumować dwoma słowami Miła i spokojna.
Bohaterowie nie byli za bardzo wykreowani, nie dało się z nimi niestety tak zżyć. Szkoda, że autorka nie wyciągnęła z tej książki więcej bo ewidentnie ma zadatki do książki, która mogłaby wbić w fotel. Niestało się jednak tak. Jest bardzo prostą książką przy której musze przyznać, ze miło spędziłam czas. I  wyniosłam z niej taki wewnętrzny spokój. Jesteśmy otoczeni życiem, które pędzi. Wszyscy każą nam się śpieszyć, gonić za czymś? Tylko za czym? Wszystko ma przecież swój czas. Nie musimy się tak spieszyć. Czasami warto jest sięgnąć i po takie książki. Proste, przewidywalne w której wszystko ma swój czas, aby zatrzymać się, rozkoszować promieniami słońca, popatrzeć w chmury, powąchać kwiaty, docenić spokój, docenić życie.
      

środa, 15 maja 2019

Arabski Raj- Tanya Valko










Tytuł: Arabski Raj
Autor: Tanya Valko
Kategoria: Literatura piękna
Liczba stron: 704
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data Wydania: 23.04.2019 r.







Arabski Raj to kontynuacja Sagi Arabska żona. Nasi bohaterowie powracają już bodajże dziesiąty raz. Hamid ma się znaleźć w niebezpieczeństwie bo planowany jest na niego zamach. Marysia za to postanowi zrobić studia na medycynie, aby zostać ratownikiem medycznym. Daria wraz ze swym już nie lubym dzichadystą wyląduje w Libii, która próbuje pozabierać się po wojnie.

Tym razem robi się strasznie nostalgicznie i nudno. Na pewno też politycznie.  Duża część książki to po prostu wspomnienia naszych bohaterek i polityka. W sumie książkę można podzielić na trzy części: Wspomnienia, Daria w Libii i Marysia w Polsce. I tym razem na pierwszy plan wychodzą dwie siostry.Przy czym chyba najwięcej jest o życiu samej Darii, którą mąż całkowicie odizolował od siebie marząc, aby pozbyć się jej na zawsze. W tej części robi się naprawdę nudno, a bohaterowie pojawiają się nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego wpatrzeni w nasze bohaterki bo oczywiście one są najładniejsze i najmądrzejsze. Na przykład taka Daria poznaje staruszkę obie się niemal natychmiast polubiły z tego względu owa staruszka postanawia podzielić się z nią klejnotami, a w zasadzie grotą pełną klejnotów. Nawiasem mówiąc to nic ciekawego się nie dzieje, a wątki są opisane bardzo pobieżnie. Jedynie dwa poboczne wątki mnie wciągnęły. Pierwszy z nich  łączy się z Darią. W którym młoda dziewczyna zachodzi w ciąże ze swym ukochanym. Jej ojciec nie zgadza się na ślub. Aby jego córka nie została ukamieniowana znajduje jej o wiele gorszego kandydata. Drugi wątek dzieje się w Polsce bohaterką jest młoda lekarka zakochana w Polaku przez co może mieć poważne kłopoty. I jak jesteśmy przy Polsce, nie podobało mi się to jak  autorka ukazała nasz kraj w książce. Powiedziałabym o dziwo bardzo stereotypowo. Przy czym jednocześnie stara się złamać stereotypy wśród Arabskiego społeczeństwa. Marysi od początku w Polsce są kładzione kłody pod nogi. Nawet podczas wypadu na zakupy. Gdzie w zasadzie w każdym sklepie zwracają się do niej w trzeciej osobie. Nie wiem jak jest w Warszawie, bo właśnie tam zamieszkuje nasza bohaterka, ale w mojej okolicy to raczej ekspedienci zwracają się w pierwszej osobie do kupujących i z reguły są mili. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale nasza bohaterka spotkała same wyjątki. Ogólnie wyszło na to, że w Polsce wszyscy jesteśmy obojętni, chamscy, albo jesteśmy alkoholikami. A osoby życzliwe naszej bohaterce z reguły są Arabami. Nie uważam też, że powinny być tu same ochy i achy. Znam realia i wiem, ze wszędzie, ale to wszędzie jest pełno ludzi obojętnych, chamskich i pijących alkohol. Autorka mocno jednak podkreśliła to, że tylko w Polsce tak się dzieje. Wracając jednak do Marysi i jej pobytu w Polsce. Zaczyna studia w formie przyspieszonego nauczania. Jest jedną z najlepszych studentek. Co jest o tyle dziwne, ponieważ na pierwszych kartach książki wspomniane jest, że dość szybko zakończyła swoją pierwszą przygodę na studiach. Oczywiście musiał się także pojawić przeprzystojny Polak zakochany po uszy w młodej Arabce. Muszę was jednak rozczarować tych którzy liczą na coś bardzo konkretnego w tym wątku. Niestety jak większość wątków tej części jest on przelotnie nam przedstawiony. A w zasadzie mam wrażenie, że zanim dobrze zaczęła się przygoda z Polską to nasza bohaterka wróciła już jako wykwalifikowany ratownik medycyny do swojego kraju.
Chociaż bardzo bym chciała nie potrafię oprócz tych dwóch wątków, które mnie zaciekawiły wychwycić coś więcej z tej książki. Oczywiście autorka zwróciła uwagę na problemy polityczno-społeczne w krajach Arabskich. W tym przypadku szczególnie w Libii. Doceniam fakt, że mamy tu nawiązania do prawdziwych zdarzeń i osób. Dodając na do tego przypisy. Poruszyła problemy z terrorystami i zaściankowością w krajach Arabskich. Przy czym też starła się pokazać naszą Polską zaściankowość. Nie ma w tym nic złego, aby pokazać problemy z jakimi trzeba mierzyć się w danym kraju. Ale mam wrażenie, że nie potrafiła znaleźć niczego dobrego Polsce. Wiedziałam, że w tym wątku mogę  spotkać się z rasizmem, ale o dziwo ten temat choć poruszony nie był tak bardzo widoczny.

Arabski Raj okazał się bardzo dłużącą się i niestety nudną książką. Liczyłam jednak na większa dawkę Arabskiego klimatu, pełnego intryg jak to w naszej Arabskiej sadze bywało. Tym razem nieco się zawiodłam.

wtorek, 7 maja 2019

Kociarz- Kristen Roupenian












Tytuł: Kociarz
Autor: Kristen Roupenian
Kategoria: Literatura Współczesna, Opowiadania
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 24.04.2019 r.



Kociarz, czyli zbiór dwunastu opowiadań o relacjach międzyludzkich. Dziwna, to słowo towarzyszyło mi podczas czytania książki jak i po jej zakończeniu. W opisie książki zawarte są słowa:  fascynują i odstręczają, oburzają i podniecają, przerażają i zachwycają, nie pozostawiając miejsca na obojętność.
Czy rzeczywiście tak jest? Opowiadania wciągają, czyta się je bardzo szybko. Obojętność? tego na pewno nie odczułam. Ale czy mnie tu coś zafascynowało albo przeraziło. Wszystkie te uczucia przyznaje można odczuć czytając te opowiadania. Mnie nie zaskoczyły, ani nie zafascynowały bardziej zaciekawiły przynajmniej niektóre z nich . Reszta opowiadań można powiedzieć, ze wzbudziły we mnie odstręczenie ? Są one bardzo dziwne na pewno nie dla każdego, zmuszające do myślenia, do zastanowienia się i jeszcze raz powtórzę  niesamowicie dziwne (to słowo będzie się tu przewijało non stop). Zacznijmy od opowiadań, które mnie zaciekawiły. 


Tytułowy Kociarz nie wziął się znikąd. Taki sam tytuł nosi pierwsze opowiadanie Kristen Roupenian. Dało ono początek kolejnym dziwnym niewątpliwie tez intrygującym opowiadaniom. Zanim otrzymałam egzemplarz z opowiadaniami na samym początku przyszedł do mnie folder  z opowiadaniem Kociarz. Jest to historia dziewczyny sprzedającej bilety w kinie. Pewnego dnia zagadał do niej mężczyzna mało atrakcyjny, ale ich znajomość rozwinęła się na głębsze etapy znajomości. Nie zdradzając za wiele w pewnym momencie nasza bohaterka chciała zerwać znajomość, ale to wcale nie jest takie proste. Zakończenie było zaskakujące i dziwne zarazem odczułam w tym niedosyt, ale w tym niedosycie i prawdę. Bo przecież takie jest życie. Ono cały czas się toczy, nie kończy się i nigdy nie wiemy co jest na niezapisanych kartkach. Dlatego tez zaciekawiłam się tą autorką i chciałam poznać inne jej opowiadania. 

Przeskoczymy od razu do drugiego opowiadania zawartego w książce Look at Your Game, Gril jest to opowieść o dwunastoletniej dziewczynce do której zagadał dużo starszy mężczyzna. To opowiadanie chyba najbardziej mi się spodobało ze wszystkich. Autorka nawiązała w niej do porwania Polly Klaas, za pewne bardzo głośnej sprawy w Kalifornii. Pokazała przez to, że takie rzeczy dzieją się naprawdę, non stop. Wszędzie się może taki... pokazać w tym samym czasie, wcześniej czy później. Niestety zgadują, wykorzystują, porywają...

Lustro, wiadro i stara kość to było dziwne, ale zarazem fantastycznie ciekawe. Gdzieś tam istniała sobie księżniczka, która sama miała sobie wybrać męża. Ale była bardzo  przy tym kapryśna. W końcu odkryła miłość swojego życia. Nie zdradzę wam co do tego miało Lustro, wiadro i stara kość, ale powiem tylko, że opowiadanie mówiło o samo zachwycie, wpatrzeniu się w siebie samego. To było dziwne, ale był w tym intrygujący rodzaj fantastyki połączony z psychologicznymi aspektami co nie daje o sobie zapomnieć. 

Co mogłabym powiedzieć o Chłopaku w basenie na pewno ocierać się to może pod erotyk. Jest grupa nastoletnich dziewczyn, które nie wiedzieć czemu mają w swoich rękach film erotyczny. Całe opowiadanie kręci się wokół jednej sceny z tegoż filmu.  W której to chłopak pływa w basenie. Dziewczyny są bardzo zafascynowane tą sceną i tym chłopakiem. Odtwarzają to scenę tak często dopóki mama jednej z nich nie rekwiruje kasety. Po wielu latach jedna z przyjaciółek postanawia odnaleźć aktora grającego chłopaka w basenie i zaprosić go na wieczór panieński. 

Możemy teraz przejść do opowiadań, które mniej, albo i wcale mnie nie zachwyciły. Nie będę wam opowiadać o każdym z nich. Ale muszę wspomnieć, że nie które mniej, nie które bardziej są dla mnie niezrozumiałe. Powracając do pierwszego opowiadania z książki Niedobry chłopiec na pewno pokazuje, że człowiek próbując wyciągnąć kogoś z toksycznej relacji sam może w taką popaść. A także niewinna zabawa może spowodować taką relację i doprowadzić do szaleństwa jednak dla mnie opowiadanie to było bardziej odstręczające niż ciekawe to samo miałam ze Skłonnościami samobójczymi. Za to Sardynki były ciekawe tylko to zakończenie było dość dziwne. Chociaż przekaz był intrygujący bo Sardynki mówią o tym do czego może doprowadzić chęć zemsty. Nie ukrywam jest to dość intrygujące opowiadanie, które na pewno zapadnie w pamięć. Równie dziwne zakończenie miał Nocny biegacz, albo i nawet bardziej, wręcz mogę powiedzieć, ze głupsze. I o ile doceniam zawarty w nim przekaz, który mówi  jaki wpływ na człowieka ma nieustanne dręczenie tak   nie mogę zachwycać się samym zakończeniem. Dziwne bardzo dziwne. 

Szramy ogólnie mogłabym zaliczyć do tych ciekawszych opowiadań jest tam element fantastyki, opowiadają o tym do czego doprowadza Chciwość i tak jak teraz sobie przypominam to w sumie jest to jedno z lepszych, ale wcale nie mniej dziwnych opowiadań zawartych w tej książce. Zdradzę, ze pojawiają się tam magiczna księga i mężczyzna, który nic nie pamięta. 

Miły Chłopak najdłuższe opowiadanie dość ciekawe i dziwne jak zresztą wszystkie z nich. Młody chłopak, który skrycie podkochuje się w swojej przyjaciółce. Oczywiście przy tym ją wyidealizując.  Tutaj autorka wysuwa na plan taką cechę jak niska samoocena. Na pewno mowa tu jest o zbyt dużym przejmowaniu się wszystkim  no i wyidealizowanie sobie "niedostępnych" dla nas ludzi.

Pudełko od zapałek i Fatalny nawyk są dla mnie najbardziej  niezrozumiałe. Kompletnie nie wiem jaki miały przekaz te historie.

Podsumowując Opowiadania Kristen są ciekawe, intrygujące, ale i dziwne. Dla mnie zbyt dziwne...  

środa, 1 maja 2019

Podsumowanie ostatnich miesięcy

Święta, święta i po... A u was jak tam po świętach? Ja na razie nie mogę się otrząsnąć. Jeżeli chodzi o te blogowe, czytelnicze, pisarskie sprawy. Nie mogę znaleźć na to czasu ani chęci czy też pomysłu. Teraz jeszcze przed nami weekend majowy a w zasadzie już on trwa. U nas weekend majowy niewiele będzie się różnił od zwykłej naszej codzienności. Mąż musi jechać do szwagra ogrodzenie zakładać także nie będzie go jutro cały dzień. Dzisiaj pracował. Jedynie trzeciego poświętujemy i to tez na rozjazdach pomiędzy moim bratem, a bratem męża:) Żadnych wycieczek. Chociaż... Był pomysł na wypad do papugarni, ale to też wisi na włosku.
A jeżeli chodzi o wieczory znając życie będziemy je spędzać na oglądaniu filmów. Przed świętami troszeczkę gdzieś uciekło  nam to spędzanie czasu przy  konkretnych filmach.  Nie oznacza to, że nie oglądaliśmy w ogóle telewizji bo między innymi śledziliśmy losy uczestników Dance Dance Dance, ale to tak pi razy oko. A teraz przez ten poświąteczny czas mam wrażenie że nadrabiamy wręcz oglądanie naszych filmowych planów. Jesteśmy już po najnowszych Avengersach, a przy okazji oglądaliśmy też Aquaman. A mój mąż zapowiedział, że chcę oglądnąć Ant-man i osa. Ja sama nie za bardzo bym się skusiła na taki film. Oglądam je jedynie dzięki mężowi, towarzysząc mu i szczerze mówiąc podobają mi się :) Wcześniej bym nie zwróciła nawet na nie uwagi, a teraz sama byłam ciekawa co wydarzy się w najnowszych Avengersach. Napomknąć mogę, że swoją przygodę z tymi filmami  zaczęłam od Iron Mana, którego chyba najbardziej lubię z tej całej marvelowskiej serii. Ale tak szczerze z chęcią bym oglądneła komedię romantyczną. W końcu. Ostatnio też oglądaliśmy film, który oboje chcieliśmy zobaczyć. Nie otwieraj oczu z Sandrą Bullock i szczerze mówiąc trochę się na nim zawiodłam. Nie był najgorszy. Tyle, że był bardzo promowany w telewizji i liczyłam na coś... hmm? Więcej... No cóż... nie miałam pisać tutaj moich recenzji filmowych, których na blogu można znaleźć niewiele i być może powinnam się za to wziąć jeżeli mamy zamiar tak często oglądać filmy bo brakuje mi przez to czasu na książkę.

 W marcu udało nam się w końcu kupić szafę do naszej sypialni tak tej którą remontowaliśmy na wakacjach trochę nam zeszło, ale mamy i się będę chwalić :) Przy okazji wzięliśmy  komodę.  No i najważniejsze (poproszę o odgłos bębnów)  w kuchni stoi mój wyczekiwany, wymarzony od pięciu lat regał na książki :D Yeah .


Szafa Colin  z Black Red White. Jest to średni rozmiar. Niestety nie mieliśmy możliwości wstawić po obu stronach szuflad i półek (musielibyśmy wziąć większą szafę, a to nie wchodziło w grę).  Oczywiście mądra Wiktoria pogrzebała na stronie tej meblowej firmy i znalazła możliwość dokupienia   kontynerka z szufladami tylko od innego producenta. Na szczęście wymiarowo nam się wszystko zmieściło.   Nie będę wam pokazywać jak wygląda w środku, ponieważ mam  tam niezły bajzel.  Ale polecam to rozwiązanie :) Długo szukaliśmy wymarzonej szafy, która by zadowoliła zarówno mnie i męża. Na szczęście po wielu dyskusjach, przeglądania stron internetowych, wizyt w różnych salonach meblowych udało nam się dojść do kompromisów :)



Przejdźmy do komody, która także jest Black Red White z serii Possi. Naszą uwagę zwróciła komoda, która znajdowała się w salonie meblowym. tyle, że była za wąska. Zakochałam się w kolorach szuflad, które przechodziły od szarości do brązów. Wręcz takiego czekoladowego brązu :) Niestety producent tych mebli wycofał akurat te  kolory i nie mogliśmy ich wybrać do naszej komody. Ostatecznie postawiliśmy na kolorowe szuflady. Opierając się na ty, ze ma być to komoda dla dzieciaków.



Mój ukochany Regał. Jak to się stało, ze w końcu go mam ? W cale nie mieliśmy go kupować, ale jeżdżąc w lutym oglądać szafy. Zobaczyliśmy je...

W sumie są to dwa regały połączone ze sobą i kupione w Agata Meble. Nas zachwyciły szare i białe wstawki. Widząc te dwa regały stojące obok siebie byliśmy praktycznie zdecydowani... Ale przecież szafa... Miała być szafa... Pojechaliśmy  na galerię. Zastanowić się :) Były to walentynki i mieliśmy także jechać do kina. tuż przed seansem wróciliśmy do Agata Meble i po ptakach...Na szafę musieliśmy poczekać do następnego miesiąca :)


Teraz wielkie wow  mamy w końcu kwiatka w domu o którym rozmawialiśmy już gdy Szymek był malutki,ale baliśmy się że to nie jest dobry pomysł przy małym dziecku. A bo ja jeszcze nie powiedziałam o jakiego kwiatka chodzi :) Oczywiście kwiatki na oknach mamy od początku. Storczyki. Jedyne, których nie uśmiercam :) Wracając do kwiatka, marzył nam się duży kwiatek stojący na ziemi. Nie znam się na kwiatkach i nie pamiętam jego nazwy. Ale dorwaliśmy go w biedronce za trzydzieści parę złotych. Podobno ma jeszcze urosnąć... No chyba, że wcześniej umrze, ale mam nadzieje, ze nie :) Jak na razie nasza relacja idzie w dobrą stronę...



Przed świętami zdecydowałam się także na metamorfozę i ściąć po roku moje włosy. Niestety zabrakło około dziesięciu centymetrów, aby oddać je na fundacje. Ale nic straconego, zapuszczam na wesela :) Następnym razem mam nadzieje, ze tych włosów będę miała więcej :)

 Kończąc pisać chciałabym powiedzieć co nie co o książkach :P W ostatnim czasie czytałam Sparksa nadrabiam jego książki jeszcze w 2018 roku. A  przed świętami czytałam jego kolejną książkę i muszę wam szczerze powiedzieć, że ja ze Sparksem  mam dziwną relację. Początek super, środek wlecze się jak flaki z olejem, a końcówka powala na kolana. I tak chyba z każdą książką tego autora, którą czytałam. Sama nie wiem czy jego książki  mi się podobają czy nie. I w sumie o moich odczuciach na temat książek tego autora mogłabym zrobić osobny post.
Jeżeli miałaby wskazać jakąś jedną książkę z tego roku, która jak na razie kwalifikuje się jako numer jeden to... Sama nie wiem Voxem byłam zachwycona, a jednak po upływie czasu za nią nie tęsknie. Po za tym czytając inne opinie na temat tej książki odkryłam pewne kwestie, które mi umknęły. Nie ,dawno duże pozytywne wrażenie zrobiła na mnie książka Jak podrywają Szejkowie. Ale tak naprawdę myślami bardzo często wracam do książki Gra w kłamstwa imam poczucie, że z chęcią powróciłabym na mokradła. Jak na razie  wygląda na to, że to właśnie ta książka najbardziej zapadła mi w pamięć:)

środa, 17 kwietnia 2019

Nie pozwól by strach przed działaniem wykluczył cię z gry

Nie pozwól by strach przed działaniem wykluczył cię z gry ten cytat pochodzi z filmu Historia kopciuszka z Hilley Duff. Bardzo fajny, przyjemny film. Ale nie o filmie dzisiaj, a o strachu. O uczuciu, które towarzyszy wszystkim w mniejszym lub większym stopniu. Powyższy cytat towarzyszył w okresie gimnazjalnym, a i teraz zdarza się , ze do niego wracam.

Są osoby, które boją się zamówić pizzy. Mimo dwudziestu pięciu lat mama ich rejestruje do lekarza. W dużym towarzystwie stają się milczący wręcz niewidzialni. Ja byłam i poniekąd jestem jedną z nich. Introwertykiem. Tak to się teraz ładnie nazywa. Jednak w czasach przedszkolnych nie znano jeszcze takich ładnych określeń. W przedszkolu byłam nieśmiałą dziewczynką, która wybierała sobie osoby z którymi rozmawia. To brzmi jakbym była bardzo wyniosłą dziewczynką. Ale nie,wręcz odwrotnie. Bałam się nowych osób. Można to nazwać nieśmiałością. Tylko pytanie Skąd ten strach? Dlaczego będąc wśród nieznajomych odczuwamy strach? Bo nas nie zaakceptują? Nie to nie to. To nie ma sensu. Nie odzywając się właśnie stwarzasz brak akceptacji dla swojej osoby. Może boisz się, ze powiesz coś głupiego? Teraz wiem, ze tak mam, ale czy jako mała dziewczynka właśnie tego się obawiałam. Nie jestem przekonana. I nie potrafię wyjaśnić wam skąd się ten strach bierze. Nie ma na to odpowiedzi. Jest i już. Kulminacyjne pytanie brzmi Jak go pokonać? Łatwo nie jest, ale da się zrobić. Krok po kroczku. Uczucie satysfakcji gwarantowane już po pierwszym kroku.

Szkoły podstawowej nie wspominam zbyt przyjemnie. Przez swoją nieśmiałość zostałam czarną owcą. Na ich miejscu sama bym na siebie krzywo patrzyła. To nie tak, że w ogóle całkiem nic nie mówiłam. Ale było to bardzo mało i bardzo cicho zwłaszcza będąc w grupie. Bo, gdy złożyło się tak że wracałam do domu w tym samym kierunku co jedna z dziewczyn ( słowo jedna jest tu kluczowym słowem) z mojej klasy stawało się coś, jakby pstryknięcie palców. Prowadziliśmy pełną rozmowę przez całą drogę powrotną (miałam około kilometra od domu). Tak po prostu. Teraz pisząc to zdałam
sobie sprawę, że prawdopodobnie w tej całej nieśmiałości mogło chodzić o siłę przebicia. Wśród dużej liczbie osób nie umiałam się przebić, byłam zbyt cicha i zbyt zestresowana. A w momencie kiedy miałam możliwość porozmawiania z kimś na osobności może nie zmieniało się to jakoś drastycznie, dalej byłam ta cichą dziewczyną, ale jednak potrafiłam rozmawiać. Mając teraz niespełna trzydzieści lat, jeżdżąc na rodzinne spotkania mam wrażenie, że nadal jest tak samo. W momencie zjazdu całej rodziny z męża strony raczej jestem mało mówna, ale gdy pojedziemy w odwiedziny do teściowej bądź którejś ze szwagierek i jesteśmy sami rozmowa płynie jak rzeka. Może właśnie znaleźliśmy odpowiedź na pierwsze pytanie. Brak siły przebicia? Możliwe. Powrócimy jednak do drugiego pytania. Jak zacząć walczyć ze swoim strachem? Ja zaczęłam w gimnazjum. Pamiętam ten dzień jak dziś. Jedna z koleżanek opowiadała o swoim ulubiony serialu i była to Hanna Montana. Nie musze zaznaczać, ze też go oglądałam? Opowiadała o jednym z odcinków, o którym ? Tego już nie pamiętam:)) W każdym bądź razie cicha Wiktoria powiedziała jedno zdanie - Ja tez go widziałam. Albo cos w tym stylu. Rozmowa potoczyła się sama, dalej.  - A widziałaś tamten odcinek. Wracając ze szkoły byłam tak szczęśliwa jakbym wygrała w totka. A powiedziałam tylko jedno zdanie. Muszę tu zaznaczyć, ze w gimnazjum przeciwieństwie do podstawówki miałam koleżankę, która stała się moją przyjaciółką. Nie jestem w stanie opowiedzieć jak to się zaczęło. Ale jestem niemal pewna, ze zacząć się musiało od akceptacji ze strony tej drugiej osoby. Warto więc otworzyć się na tą czarną owce w stadzie, może dzięki tobie nabierze więcej sił, aby walczyć ze strachem? Ale co ty owa czarno owco możesz dla siebie zrobić? Po pierwsze przestać się tak nazywać! Jeżeli ty tak myślisz to dlaczego inni mieli by myśleć inaczej? Ale dziś nie o akceptacji samego siebie , ale o pokonywaniu strachu. Krok po kroczu. Pomalutku, powolutku. Powiedz nieznajomemu dzień dobry, w sklepie życz miłego dnia, uśmiechnij się do mijającej cię osoby,  jeżeli czegoś nie rozumiesz zagadaj do osoby obok. Rozmowa potoczy się sama. Łatwo się mówi zagadaj co? Uwierz mi wiem coś o tym. Problem jest w tym, że nikt za ciebie tego nie zrobi. Ale po wszystkim poczujesz radość tak jak ja owego dnia w gimnazjum.
Amy Cuddy napisała książkę pod tytułem Wstań, gdzie twierdziła iż postawa człowieka wpływa na jego emocje, odbiór przez innych rozmówców. Zapamiętałam jedną rzecz z tej książki. A właściwe postawę. Przed ważną rozmową czy egzaminem autorka radziła stać przez( o ile dobrze pamiętam)  dwie minuty w pozycji litery X, czyli rozłożone ręce rozstawione nogi. Brzmi śmiesznie? Też mi to przeszło przez myśl. Ale działa. Wypróbowałam na sobie. Co więcej samo wyobrażenie sobie
tej postawy też działa. Człowiek nabiera odwagi i łatwiej pokonać strach. Postawa. Jak wiele może o człowieku powiedzieć. Starajmy się być wyprostowani z głowa uniesioną do góry ( nie za wysoko żebyśmy nie wyszli na pysznych:)) Rozmawiając z kimś zaczynamy coraz bardzie się kulić, stawać się coraz mniejsi, zaplatamy ręce na piersi…. STOP W głowie wyobraźmy sobie postawę X i otwierajmy się na drugiego człowieka. Warto nad tym poćwiczyć.
No cóż, ale ja już sobie wyobrażamy, albo postaliśmy sobie w tej pozycji i nasze ciało staramy się utrzymać w pozycji otwartej to co więcej możemy zrobić? Jak znaleźć temat do rozmowy?
Będąc samemu pomyśl co lubisz robić. Wypisz wszystko na kartce co ci przyjdzie do głowy. Lubisz czytać książki, słuchać muzyki, jakiej najbardziej? Jakie filmy bądź seriale lubisz? Czy wolisz morze, czy góry?  Wolne spacery czy bieg? Czy lubisz zwierzęta?  Nie planuj tematów na przód. Bo to nic nie da. W padłam na ten  pomysł, ale bardzo szybko spalił się na panewce. Jednak dowiedz się co lubisz. Jeżeli (na razie ) nie chce pierwszy zagadać o swojej pasji, sprowokuj sytuacje. Weź swoją ulubioną książkę do szkoły, połóż na ławce w czasie lekcji, a na przerwie poczytaj. Ktoś w końcu się zapyta, zagada, zainteresuje. I tak z każdą inną rzeczą. Ulubioną muzyką czy serialem. Nie bój się krytyki. Jeżeli ktoś powie, ze mu się nie podoba zamiast się speszyć zapytaj jaki serial, książkę, muzykę lubi. Zainteresuj się. Nie twierdze, ze w momencie gdy ujawnicie przed resztą grupy swoje pasje wszyscy was nagle polubią, a wy będziecie swobodnie rozmawiać. Jednak w tym momencie stajecie się bardziej charakterystyczną osobą, ciekawszą. Nie twierdze też, że  od razu znajdziecie osobę z którą o swojej pasji będziecie godzinami rozmawiać. Krok po kroczku, słowo po słowie, zdanie po zdaniu. Ani się obejrzycie jak to słowo zamieni się w rzekę słów.

Dostałam kiedyś radę, nie była to rada ani od cioci, mamy czy koleżanki. Była to osoba wykształcona. Kazała mi opowiedzieć o najfajniejszej dziewczynie z mojej klasy. Po czym zaproponowała mi, abym była taka jak ona. Teraz być może wiem o co mniej więcej jej chodziło. Ale wtedy pomyślałam, ze jest głupia. Dlaczego mam udawać kogoś innego? Nigdy tego nie róbcie nie bądźcie jak inni. To prawda fajnie być wiecznie uśmiechniętą, pozytywną i towarzyską osobą jak ta owa dziewczyna z klasy. Ale nie chodzi o to, aby udawać kogoś. Trzeba znaleźć  tą radość w sobie i swój własny sposób na wyrażanie siebie.
Pamiętajcie krok po kroczku, słowo po słowie, zdanie po zdaniu, rozmowa po rozmowie...

środa, 10 kwietnia 2019

Ksiązki Kucharskie Anny Starmach

Kilka lat temu kupiłam sobie trzy książki kucharskie Anny Starmach. Większość z was zapewne kojarzy ją z programu Mastercheff, gdzie jest jurorką. Moja przygoda z tą autorką książek kulinarnych zaczęła się od jej programu Pyszne 25 nadawanego na TVN Style. Postanowiłam w końcu zaopatrzyć się w jej książkę, a że złożyło się tak, że bardziej opłacało się kupić pakiet to... Takim sposobem znalazły się u mnie książki kulinarne z serii Pyszne 25. Jeszcze za czasów blogowania na Onecie recenzowałam te trzy książki. Nie pamiętam czy przenosiłam ta recenzję na bloggera. W każdym razie już przepadło bo za długo zwlekałam z kopiowaniem treści bloga przed usunięciem całej blogerskiej strefy. Ale to nie ważne... Na początku zrobiłam kilka przepisów z książek, Naleśniki z pieczarkami i szpinakiem pychota :) Później jednak zaoferowana narodzinami drugiego dziecka książki poszły w kąt. Ostatnio z synkiem przeprosiliśmy książki kucharskie i zaczęliśmy z nich czarować przede wszystkim  słodkości. W książkach można także znaleźć dania na słono. Autorka obiecuje nam, ze każde danie nie zajmie nam dłużej niż dwadzieścia pięć minut i nie będzie kosztować więcej niż 25 złotych. Muszę przyznać, że nas nie okłamuje. No chyba, że tworzycie dania z czterolatkiem i dwulatkiem tak jak to trzeba tego czasu doliczyć. Większość przepisów, które udało nam się zrobić sprawdziło się. Ale nie martwcie się nie będziemy tu tylko słodzić. Zacznjimy od omówienia wszystkich książkek. Pyszne 25 i Pyszne 25. Nowa porcja przepisów łączy ten sam spis przepisów podzielony na dwa działy Na słono i Na słodko. Znajdują się tu minaturowe zdęcia wraz z podpisem i numerem strony na której znajduje się konkretny przepis. To bardzo ułatwia zarówno znalezienie konkretnego dania jak i wybór nowego :) Pyszne na każda okazję nie co się różni w tym temacie. Podzielono je na rozdziły typu Święta Bożego Narodzenia, Kolacja we dwoje czy Przyjęcie dla dzieci. Przed każdym rozdziałem mamy spis przepisów niestety w moim egzemplarzu znajduja się tylko miniaturki bez numeracji stron:( Co może nie jest zbyt utrudniające w znalezieniu danego przepisu. Jednak wersja w poprzednich książkach o wiele bardziej mi odpowiada i tak też wolałabym, aby i w tej wszystko znajdowało się na samym początku książki. Co rzeczywiście ułatwiło by znalezienie danego przepisu. No i wykonanie dań z tej książki trwa nie co dłużej, ale nie są trudne w wykonaniu :) Ponad to w książkach Pyszne 25 i Pyszne 25. Nowa Porcja Przepisów znajduje się pod koniec książki Niezbędnik, w którym dowiem się min. Jak wykonać polewę, masło klarowane, albo jak suszyć pomidory. Za to Pyszne Na każdą okazję zawiera Sezonownik, dzięki któremu dowiemy się z jakich świeżych warzyw i owoców możemy korzystać w danym miesiącu. Na kolejnych stronach mamy Poradnik w którym znajduje się wyjaśnienie takich spraw jak przechowywanie sałaty, gotowanie makaronu, czy organizacja kuchni

Wspomniałam już o przepysznych naleśnikach, ale czy było coś co nam nie przypadło do gustu? Oczywiście, ze tak. Raz zrobiliśmy prościutkie  w wykonaniu ciastka, ale wyszły bardzo twarde. Były dobre, ale raczej do nich nie wrócimy. Bez szału. Kolejne danie za tekie można uznać zupe czosnkową, która... No dobra ja po prostu nie jestem przekonana do zup tupu krem i już. Dla mnie to wszystko smakuje jak dania dla niemowlaków. Jest jeszcze parę dań typu krem, które raczej sobie je odpuścimy. Nie sądzę, abym się kiedyś przekonała.

Przedstawię wam teraz dania które z danych książek wykonaliśmy oraz dodam linki do przepisów

  • Zapiekane naleśniki z pieczarkami 5/5 (Przepis )
  • Tortilla, czyli omlet hiszpański 5/5 
  • Risotto pomidorowe 5/5
  • Pizza z patelni 3,5/5
  • Chilli con carne 5/5
  • Mięsne pulpeciki w sosie pomidorowym 4/5
  • Piersi z kurczaka w sosie pieczarkowym 5/5
  • Pomidory po prowansalsku 1/5
  • Placuszki z bananami 4/5
  • Jabłka w cieście  3,5/5
  • Pancakes z syropem klonowym 4/5 (Przepis )
  • Owocowa owsianka śniadaniowa 4,5/5 
  • Pączki ptysiowe 4/5
  • ciasteczka w piegi 5/5
  • Tiramisu 4/5 (Przepis)
  • Piszinger mojej mamy 5/5 (Przepis )
  • Czekoladowe brownie  5/5 (Przepis )
  • Mus czekoladowy 5/5 (Przepis )
  • Trufle czekoladowe 4/5
  • Krem bananowy 1/5
  • Czekolada na gorącą z wanilią 5/5


  • Pasta jajeczna z tuńczykiem 4/5
  • Krem czosnkowy 3/5
  • Kluski leniwe 5/5 (Przepis)
  • Ruloniki z pora zapiekane pod beszamelem 2/5
  • Klopsiki w stylu indyjskim 2,5/5
  • Omlet na słodko 5/5
  • Racuchy z serem 5/5
  • Deserowe naleśniki z owocami i sosem waniliowym 5/5
  • Gofry z bitą śmietaną 5/5
  • Babeczki z czekoladą i chili (my nie daliśmy chili, ale nam nie wyszły, dlatego nie daje oceny. Będzie druga próba )
  • Ciasteczka maślane 2/5 (Przepis )
  • Masło orzechowe 5/5 (Przepis )


  • Barszcz czerwony 5/5 (Przepis)
  • Kotleciki z polędwiczek wieprzowych 4/5 (Przepis )
  • Kurczak w czerwonym winie 4/5 (Przepis )
  • Malinowe tiramisu 4/5
  • Kurczak z pieczarkami i groszkiem 4/5
  • Pomarańczowe galaretki 5/5
  • Kakao 5/5
  • Ciasteczka z kakao 5/5
  • Czekoladowe naleśniki z bananami 5/5




Prawdopodobnie wszystkie przepisy Anny Starmach możecie znaleźć w Internecie. Ja podałam wam tylko te znalezione na stronie https://aniastarmach.pl/  Można znaleźć niektóre podobne przepisy dań, których  wam nie podlinkowałam bo nie były to jednak te same przepisy. Warto więc samemu trochę pogrzebać jeżeli macie ochotę na coś wymienionego przeze mnie, ale nie podlinkowanego. Ponadto w swoim programie pokazuje jak większość z nich zrobić. Także gdyby coś nie wyszło zawsze można podglądnąć samą autorkę przepisu :) My planujemy to zrobić w wolnej chwili.
Na koniec wspomnę, że za czasów oneta dużo publikowałam wykonanych przeze mnie dań. Zastanawiam się czy aby do tego nie wrócić. Co dało by nam motywacji do wypróbowania więcej przepisów z naszych książek kulinarnych :) Nie chciałabym publikować treści przepisów na blogu ze względu na prawa autorskie, ale jeżeli znalazłabym na oficjalnej stronie autorki chętnie podlinkuję :) To by było coś w stylu zdjęć wykonanych przeze mnie dań.












A jeszcze jedno... Pytanie Dlaczego tak naglę wróciliśmy do tych książek? Otóż jest wiele nowych wydanych książek Anny Starmach, które nas kuszą. Ale pojawiła się myśl, która nie chce nas opuścić. Po co nam nowe książki jak jeszcze nie wypróbowaliśmy wszystkiego( Albo większość interesujących nas przepisów) z książek, które już posiadamy? Także motywujemy się i działamy.

PS. Podobna myśl przychodzi, gdy stoję w biedrze przy stoisku z książkami (w promocji) wiedząc, ze mam stos nie przeczytanych książek i ta która mnie kusi będzie musiała sobie na nim poleżeć kilka miesięcy jak nie lat.... Tutaj tez już kroi się pomysł do motywacji, aby sięgnąć po te kupione książki :)