piątek, 13 września 2019

Gdzie spaliśmy w Zakopanym? Czyli Willa Anna i pobliska Karczma Sopa

Kolejny post o Zakopanym zanim całkiem o nich zapomnę, tak jak to było z Krakowem (Jeżeli chcecie spis z wycieczki z Krakowa to dajcie znać :) Jeszcze coś pamiętam :))
Dzisiaj chciałabym pokazać wam, gdzie mieszkaliśmy, ale nie tylko mówić będziemy także o karczmie, która znajdowała się w pobliżu.


Znaleźć domek w Zakopanym niedaleko Krupówek nie jest tak trudno, ani też łatwo. Myśmy trochę zwlekali z tym. Był to nasz pierwszy rodzinny wyjazd na kilka dni więc poruszaliśmy się przy tym po omacku. Chociaż nie do końca bo w podróż poślubną wybraliśmy się do Chorwacji, ale byliśmy sami więc raczej dużo rzeczy stawało się spontanem. Nawet nic wcześniej nie rezerwowaliśmy dopiero na miejscu coś znaleźliśmy (gdybyście chcieli coś więcej o Chorwacji, także piszcie, z tego też coś jeszcze pamiętam:)) Wracając do Zakopanego, domki  czy raczej pokoje szacowały się raczej w cenie od 600 zł z wyż. Było to trochę drogo biorąc pod uwagę to w jakich cenach wynajmowali pokoje nasi znajomi. Prawdą też jest, ze nam zależało na własnym aneksie kuchennym i łazienką. Było nas także czworo więc wiadomo też, że więcej zapłacimy za noc niż dwójka osób bez dzieci. Męczyłam ten booking.com polecany przez znajomych. Już traciłam nadzieje. Stawialiśmy na jeden z pokoi za ponad 600 zł i całe szczęści nie zarezerwowaliśmy go. Przejeżdżaliśmy koło tego yy hotelu? Okazał się być bardzo brzydki z zewnątrz czego nie widać na zdjęciach, a co gorsze był przy głównej ulicy. Wracając do prawie utraconej nadziei. Przeglądając na mapce miejsce wokół Krupówek w końcu pojawiła mi się cena 450 zł, dwadzieścia minut od Krupówek. Tylko jak to wygląda w środku? Nie pewna wcisnęłam niebieski punkt na mapce z drobną informacją 450 zł Willa Anna. Ukazał mi się ładny pokój z poddaszem w drewnianym stylu z zewnątrz jak możecie zobaczyć też wyglądał ładnie no i miał podwórko, a przede wszystkim był znacząco oddalony od głównych ulic. Było tam urokliwie i klimatycznie. Podobał mi się taki swojski styl. Mieliśmy także widok z okna na Giewont. Tak wiem, ze tam prawie wszystkie domki mają widok na góry zwłaszcza na Giewont, ale nie zmienia to faktu, ze było pięknie, przyjemnie i klimatycznie. Drobną trudnością okazało się jednak poddasze, a dokładnie schody. Dzieci plus schody to nie jest dobre równanie. Jednak nie było tak źle. W apartamencie bo tak ładnie nazywał się nasz pokój, nie bywaliśmy zbyt długo. Codziennie rano wychodziliśmy i wracaliśmy samym wieczorem, chłonąc uroki Zakopanego przez cały dzień. Jeżeli jeszcze kiedyś będziemy chcieli wyjechać na weekend, albo i dłużej (na pewno będziemy chcieli) do Zakopanego na pewno zanocujemy w tym domku. Może jedynie wybierzemy w miarę możliwości inny pokój :)















Jakieś 100 metrów dalej znajdowała się bardzo klimatyczna karczma Sopa. Wystrój jak i cały budynek był w klimacie drewna. Goszczących gości zabawiała góralska kapela. Dźwięk skrzypiec, aż zachęcał do poderwania się. Dzieci jak to one ich nic nie powstrzyma chwyciły mamę za ręce i zaczęliśmy hulać przy góralskiej nucie niczym rodzina z familijnego filmu. Jedzenie wręcz rozpływało się w ustach, a ta zupa pieczarkowa wyjadana z talerza męża bezcenna. Jeżeli jesteśmy przy cenach dwadzieścia złotych za dwa dania to wcale nie dużo. Ja jak to ja nie mogłam darować sobie regionalnego przysmaku i mimo, ze było gorące lato zamówiłam grzane wino, którego aktualnie w menu nie mieli. Jedzenie roznosiły kobiety w różnym wieku w góralskich spódnicach. Szło się zainspirować wystrojem i klimatem. Oczarowały mnie serwetniki, które stanowił kawałek drewna z wyciętą szparą na serwetki. Już planuje poświęcić kawałek drewna :) Aż żal była z stamtąd wychodzić no, ale cóż z dziećmi długo nie nasiedzi. I tak dzięki muzyce, skrzypcom, które szczególnie oczarowały moja córkę długo wytrzymaliśmy. Następny dzień po odkryciu karczmy był naszym dniem wyjazdowym, a że karczma otwarta była dopiero popołudniu musieliśmy się obejść smakiem i zaraz po kościele udaliśmy się na Krupówki.






To tyle na dziś podlinkuje wam niżej Domek i Karczmę jeżeli ktoś z was byłby zainteresowany:

Willa Anna- strona główna
Willa Anna Pokój w którym mieszkaliśmy
Karczma Sopa


wtorek, 10 września 2019

Meble od nowa- Małgorzata Budzich











Tytuł: Meble od nowa. Domowe renowacje.
Autor: Małgorzata Budzich
Kategoria: Poradnik
Liczba stron: 368
Data wydania: 4.09.2019r.
Wydawnictwo: ZNAK Literanova



Meble od nowa jest to książka o renowacji starych mebli. Jednak oprócz tematu  jak odnawiać stare meble, dowiesz się także jak wyczyścić trwałe plamy z blatu, nawet te z niewiadomego pochodzenia, jak zrobić domowymi sposobami bejce, mnie najbardziej zaciekawiła herbaciana, jak zniwelować rysy na meblach, jak dokonać małych napraw i wiele, wiele innych rzeczy.

Książka jest bardzo przejrzysta, podzielona na rozdziały, które maja podrozdziały w których z kolei mamy wypisane wszystko w punktach i podpunktach, znajda się także tabele oraz zdjęcia.

W pierwszym rozdziale jak możemy się domyślać autorka pomaga nam się przygotować do "nowej przygody" przedstawiając nam spis potrzebnych narzędzi oraz doradzając najlepsze. I tak rozpoczynamy od oględzin mebla przez całkowite rozłożenie po dekorowanie i zabezpieczanie.
 Wspomniane wyżej zdjęcia są robione przed i po renowacji. Są to raczej małe zdjęcia co można uznać za mały minus książki, ja jednak w takich książkach lubię wiele inspirujących zdjęć, co wcale nie oznacza, że książka mnie nie inspiruje. Mogłyby po prostu  zajmować więcej przestrzeni, ale ja się tylko tak nie potrzebnie czepiam :) Z pewnością plusem jest to, że przy każdym przykładzie jest opis całego odnawiania mebla. Małgorzata Budzich opowiada nam o nich w sposób niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze. Dosłownie tak jakby przyszła do nas na kubek gorącej herbaty i zaczęła prawić o jej najnowszych dziełach, które swoją droga robią wrażenie.
Z pewnością książka inspiruje i zachęca do działania. Odkąd zaczęłam ją przeglądać wszędzie widzę nowe możliwości. Pomysły, które autorka nam przedstawia nie raz bywają banalnie proste, a człowiek o tym nie pomyślał. Przykładem jest użycie markerów olejowych i wykonywanie nimi figur geometrycznych. No ja raczej nie mam talentu malarskiego, ale z chęcią chciałabym w końcu coś stworzyć na łóżku mojego syna, które wymaga jakiegoś ucharakteryzowania, ale nigdy jakoś nie było na to weny, czasu ani pomysłów. Więc może teraz?

Muszę się pochwalić, że jeszcze przed istnieniem na rynku Mebli od nowa, już z mężem zabieraliśmy się za małe przeróbki.( yyyy znaczy ja mówiłam jak chciałabym, aby to wyglądało, a mój kochany mąż starał się urzeczywistnić moje wizje :) ) Nie było to odnowienie mebla, ale przeróbka taboretu na stolik. Co prawda chciałam się wam nim pochwalić jak zbiorę więcej takich perełek w domu, ale przy okazji tej recenzji mogę chyba zamieścić jedno zdjęcie :)




Książka inspiruje, daje wiele pomysłów i to nie tylko takich dotyczących mebli. Przykładem może być umieszczony na jednym ze zdjęć słoik wypełniony korkami po winie. Mi się te korki walają po szufladach bo się przecież przydadzą, mąż je wyrzuca. A tu proszę tak fajnie mogły by się sprawdzić jako dekoracja.

Książka nie tylko dla fanów renowacji, jeżeli ktoś nie miał z tym nic wspólnego, a czuje chociaż małą iskierkę w tym kierunku zdecydowanie mogę polecić tą książkę. Po przeglądnięciu książki w mojej głowie kiełkują pomysły, mam nadzieje, że przez ten okres jesienno- zimowy zasieję ziarenka pomysłów w głowie mojego męża i wiosną zaczną kiełkować :) A tak na ucho wam powiem, że tam w naszej starej szopie stoją stare skrzynie z których można by było stworzyć cuda, a o szafach już nie wspomnę :)
Na razie postaram się stworzyć coś małego, chociażby spróbować rozjaśnić ramki od obrazów, a raczej obrazków w kuchni, bo zdają się być za ciemne. No i to łóżko z markerami hmm można by spróbować. Jest też stolik w kuchni, który nam się nie podoba, ale trzymamy go bo za X lat planujemy remont w kuchni:) Także widzicie pomysłów z każdym sięgnięciem po książkę coraz więcej. A no i w końcu może wyczyszczę pewną plamę ze stołu i spróbuje zniwelować rysy.
Jeżeli zabiorę się kiedykolwiek za któryś z wymienionych pomysłów z miłą chęcią pokaże wam te dzieła na blogu. No chyba, że coś mi nie wyjdzie, ale myślę że nie będzie tak źle :)

Dajcie znać czy macie jakieś ciągi w tym kierunku, a może pasja do dawania nowego  życia starym meblom nie jest wam obca?

poniedziałek, 2 września 2019

Niepokorna Królowa- Meghan March










Tytuł: Niepokorna Królowa
Autor: Meghan March
Seria: Trylogia Mount. Tom 2
Liczba stron: 252
Wydawnictwo: Editiored
Data Wydania: 15.05.2019 r.



Niepokorna królowa jest drugim tomem z serii Mount. Już na samym początku chciałabym przyznać się do mojego błędu. Od pierwszych stron sądziłam, ze jest to pierwszy tom serii, dopiero po kilku strona zorientowała się, że coś jest nie tak. A na okładce jak byk pisze Tom II. No cóż czasem tak bywa, że zaczyna się od środka. Zanim zacznę omawiać książkę chciałabym dodać, że w trylogiach zazwyczaj pierwsza i ostatnia część wypadają najlepiej. Przynajmniej u mnie tak jest :)

Także drugi tom :) opowiada Kierze i Mountanie. On bogaty biznesmen, tworzący własne imperium rozsiewa postrach wszędzie, gdzie się pojawi, na wszystkich ma haka, nie boi się zabić z  zimną krwią. Ona piękna, również bizneswoman, prowadzi własną destylarnię, zadłużona u Mounta musi spłacić jego dług oddając samą siebie.

Jest to bardzo prosta historia, nie skrywająca żadnego drugiego dna. Taka całkowicie luźna przy której nie musisz myśleć. Znacie ten stan na początku związków? Gdzie nic się nie liczy tylko ta druga osoba? Tak to było właśnie to. Nie ważne jest nic  poza tą drugą osobą. Oczywiście występuje ta niepewność czy ta druga osoba chciałaby czegoś więcej. Fajnie było się zatopić w taką historię. Sama pamiętam początki mojego związku i muszę przyznać, że było to coś w rodzaju hmm? Tak jakby czas stanął w miejscu tylko dla nas, mimo, że życie toczyło się wokół nas. Taka samotna wyspa otoczona ludźmi, którzy nie mają do niej dostępu.  Ten stan zakochiwania się w sobie ta książka właśnie tego  wam  dostarczy z pikanternym smaczkiem. Sceny erotyczne nie są zbytnio przesadzone i nie ma ich w nadmiarze, także można ją nazwać lekkim erotykiem.

Od pierwszych stron poznajemy ciemną przeszłość Lachlana Mountiego jest on człowiekiem bardzo wpływowym, bogatym lubiącym kontrolować wszystko, tak wiem, że to coś wam już przypomina. Ale w tym wypadku nie jest on zupełnie czysty, nie posiada jedynie mrocznej przeszłości, teraźniejszość  nie jest opatulona dobrem. Ten człowiek posiadający własne kasyno, tworzące własne imperium, mający całe miasto dla siebie potrafi zabijać z zimną krwią bez mrugnięcia okiem. Jeżeli szukacie w tym namiastki sensacji czy kryminału to tu tego nie znajdziecie. Sceny zabijania są po to, aby pokazać "Wielkość" naszego bohatera. Opis książki zapewnia nas o poznaniu przeszłości bohatera, jeżeli ktoś spodziewa się czegoś głębszego niestety się pomyli. Przeszłość jak już wspomniałam to pierwsze strony książki i choć brzmią one bardzo smutno i tragicznie to niestety nie da się tego poczuć "realnie". A szkoda bo książka z lekkiego czytadełka mogła by być czymś więcej tylko trzeba by było ją dopracować.
Keira prowadzi własną destylarnię whisky odziedziczoną po ojcu. Rozwijając ją musi zmierzyć się ze zdaniem swego ojca. Ale ten wątek nie jest rozwijany w książce. Tak naprawdę skupia się ona na głównym wątku jakim jest znajomość między Keirą,, a Moutanem. Dotyczy on długu jaki główna bohaterka ma wobec Lochlana, nie czytając pierwszego tomu nie wiem dokładnie o jaki dług chodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak w poznaniu tej części ich historii. Jak się możecie domyśleć nasz główny bohater chce w zamian za spłatę długu "zniewolić" swoją dłużniczkę. Mimo płytkości tej historii naprawdę fajnie mi się ją czytało. Była to taka odskocznia, przerywnik od trudniejszych książek. Pochłonęłam ją migiem i jestem ciekawa tego co wydarzyło się w pierwszym i w trzecim Tomie.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Dziewczyna z warkoczami- Anna H. Niemczynow













Tytuł: Dziewczyna z warkoczami
Autor: Anna H. Niemczynow
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 15.02.2018 r.


Paulina, studentka pedagogiki, ma dobry, ciepły dom, wspaniałych rodziców i cudownie zapowiadającą się przyszłość. Nie podejrzewa, że najbliżsi skrywają przed nią tajemnicę. Kiedy poznaje starszego od siebie Mikołaja, jej życie zmienia się diametralnie. Przygoda, która miała być tylko przerwą w życiu, staje się całym jej światem. Dziewczyna nie ma pojęcia, że siłą jej uczucia kieruje ktoś, kogo już dawno nie ma na tym świecie.
Kim jest dziewczyna z warkoczami, którą wspomina Mikołaj, rodzice Pauliny i ona sama? Jak mocno pamięć może wpływać na teraźniejszość? I czy kocha się tylko raz?
Piękna opowieść o pamięci, miłości i losie, który chociaż zależy od nas, to został już raz zapisany w gwiazdach. My musimy tylko właściwie odczytywać znaki. 

Magdalena Witkiewicz napisała o tej książce:

"Ta powieść jest jak uśmiechnięta wiosna. Otwiera serce i daję nadzieję, że wszystko jest możliwe. Polecam."
Muszę się z nią zgodzić. Czegoś tak bardzo pozytywnego nie czytałam od dawna. A nie jest to komedia. Niemal wszyscy  bohaterzy tej książki są zaplątani w szereg tajemnic, które ostatecznie łączą się w jedną całość. Główna bohaterka Paulina, która w zasadzie jest centrum tej książki, stworzonego prze autorkę świata jest niezwykle pozytywną osobą i mimo chwil słabości ostatecznie podnosi głowę do góry. Gdy poznaje Mikołaja mino dzielącej ich sporą różnice wieku coś ją do niego ciągnie. Jak się możecie domyślać i odwrotnie. Mikołaj za to niby stateczny prawnik, ale bardzo zagubiony w życiu prywatnym. Poszukujący utraconej miłości. Bez wątpienia polubiłam ojca Pauliny, który choć surowy dla mężczyzn kręcących się wokół jego córki to mimo wszystko chce dla niej jak najlepiej i gdyby tylko mógł to by jej nieba przychylił. Matka za to jest dobrą przyjaciółką, która zawsze wstawi się za swoim dzieckiem. Tacy rodzice to skarb. Jednak jak każda rodzina miała w sobie rysę. Pisząc o bohaterach tej książki nie powinno się pominąć rodziny Słupskich to u nich Paulina spędzała swój wolny czas. Z Dagmarą były jak siostry, a ich dom mogła traktować jak swój własny. Dagmara była oczywiście przyjaciółką Pauliny, szalona przyjaciółką, ale pod tym szaleństwem kryje się smutne, zagubione dziecko alkoholiczki. Tak Hanna jej matka nią była. Zdawała się być nieco przestraszoną czy też bardzo ostrożną i kruchą osobą uczącą się żyć na nowo. Za to Patryk mąż Hanki bardzo wyluzowany gość, kryje w sobie wielkie poczucie winy.    Pisząc o tej książce od razu się uśmiecham. Porusza ona wiele poważnych problemów takich przy których nie jeden by się załamał między innymi wyżej wymieniony alkoholizm. Jak już wcześniej wspomniałam miłość powstałą pomiędzy bohaterami dzieliła przepaść wiekowa. Jak możecie się domyślać jednym z tematów książki była opinia z jaką muszą zmierzyć się bohaterowie, ale nazwałabym to epizodem. Zycie Pauliny i Mikołaja odkąd się poznali przypominało rolercoster zdarzeń, które powoli odkrywały otaczające ich tajemnice.

Tytuł książki wcale nie jest przypadkowy, to właśnie tytułowe warkocze są winne całemu temu miłosnemu szaleństwu. To właśnie one dały początek tej książce. Ale Ciii jak chcecie się dowiedzieć więcej przeczytajcie także część OD AUTORKI :)

Ta powieść pachnie wiosną, kwiatami, ciepłym wiatrem, zakochaniem... :)

wtorek, 20 sierpnia 2019

Weekend w Zakopanym z Dziećmi

Czy to w ogóle wypali? Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się po usłyszeniu w mojej głowie tegoż pomysłu. Ale nie jedyne. Kolejne brzmiały jakos tak: Czy uda na się coś zobaczyć oprócz naszego "apartamentu"? Czy znajdziemy fajne atrakcje dla dzieci? Czy dzieci w wiek pięć, trzy lat nie są za małe na taką "pierwszą" kilku dniową wyprawę? Czy czas jazdy (około 4-5 godzin) Nie będzie dla nich za długi? Czy się nie pochorują? Czy będą płakać za domem? Najgorsze myśli przyszły jednak, a raczej nasiliły się (bo były od początku) jakos dwa tygodnie przed wyjazdem. No tak wszystko fajnie  wkońcu spędzimy wszyscy wspólnie trochę czasu nie spiesząc się nigdzie, "Odpoczniemy", nazbieramy wspomnień, ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ALE" Tłum ludzi, małe dzieci, małe żywiołowe dzieci, dwoje rodziców, czworo par oczu czy tyle wystarczy, aby ich upilnować, aby nic złego się nie stało i najgorsza myśl. A jak ich ktoś porwie? Drogie mamy jeżeli to czytacie dajcie znać cz wy też tak macie. Moja wyobraźnia co do tego, co może złego się wydarzyć znacząco się zwiększyła po urodzeniu dzieci. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Za to spędziliśmy naprawdę piękny rodzinny czas, oczywiście nie cały czas było kolorowo, zdarzały nam się małe "dramaty", ale było ich bardzo mało. Przejdźmy teraz do kwestii co można zobaczyć z dziećmi w Zakopanym.

1. Skocznia



Można na nią wejść piechotą, albo też wjechać wyciągiem. My wjeżdżaliśmy wyciągiem, ale jak ja zobaczyłam jak ma wyglądać samo wsiadanie na te " Fotele"? "Siedzenia" Od razu pożałowałam wyboru. Jeżeli ktoś z was nie wie ten wyciąg cały czas jest w ruchu więc trzeba wskoczyć wraz z dzieckiem na te siedzenia po czym natychmiast obniżyć te zabezpieczające "rury" mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi. Niestety niewiem jak to profesjonalnie nazwać. W każdym bądź razie mama bała się bardziej od pięcioletniego synka. Moja niespełna trzyletnia córeczka wjeżdżała z tatą i choć chciała do mamy, tata wcale się nie zraził chciał tym czymś wracać, ale mama stanowczo odmówiła :) Pomyślcie co musiałam czuć zastanawiając się jak mam z tego czegos zejść wraz z dzieckiem. Aczkowiek nie jest to tak straszne jak to opisuje przy wsiadaniu i wysiadaniu zawsze są panowie skorzy do pomocy i rady także jest okej. Tylko ta mama taka bojaźliwa :) Ale wiecie co trzymaliście kiedyś telefon będąc na wysokościach? Jak tak bo chciałam jednak utrwalić ten dreszcz emocji... Zastanawiam mnie czy wy też tak macie, że w takich sytuacjach wręcz widzicie swój spadający telefon? Dajcie znać? Jeżeli chodzi o zejście, trzeba się trochę namęczyć, ale z dziećmi spokojnie dacie rade. PArking nie daleko skoczni wyniósł nas jednorazowo 15 zł. Jednak okazało się, że kawałek dalej jest pełno darmowych parkingów więc czasem warto sprawdzić :)

2. Gubałówka





Można tam wejść piechotą, ale z racji obecności dwójki dzieci wybraliśmy kolejkę koszt przejazdu tam i z powrotem około 60 zł, dzieci do trzech lat za darmo. Polecam dodatkowa atrakcja dla dzieciaków i dorosłych :) Na Gubałówce mamy piękny widok na góry, zwłaszcza na Giewont i wiele, wiele małych sklepików ( te sklepiki są niemal wszędzie) Jest też plaża, ale nie chodziliśmy do niej jakoś tak wyszło. Poranek był nie co deszczowy więc nie myśleliśmy o tym, aby poleżeć na plaży. Z Gubałówki można też zjechać zjeżdżalnią grawitacyjną, ale nie korzystaliśmy z niej. Nawet nie podeszliśmy się zorientować w cenie, ani czy tak małe dzieci mogą z niej skorzystać. A to dlatego, że właśnie tam powatał pierwszy mały dramacik, który skończył się zapłakanym dzieckiem i pierwszymi zakupami (Chociaż te zostawiliśmy na sam koniec) Skąd ten płacz? Kojarzycie takie maszyny z łapą do łapania miśków, otóż mój nieco naiwny mąż spróbował tej gry. W kabinie oprócz miśków był tez telefon o ile pamiętam jakiś tam Samsung. Moje biedne dziecko, to starsze zapragnęło, aby tatuś wyciągnął mu telefon. Nijak nie dał sobie wytłumaczyć, że jest to raczej niemożliwe. Koniec, końców na pocieszenie kupiliśmy mu ( teraz fanfary i oklaski) UWAGA, UWAGA) Poduszkę-kupę :) Parking przu Gubałówce to 3 zł za godzine.

3.  Pod Kasprowy Wierch





Na Kasprowy Wierch pewnie też się da :) Ale niestety jest to duży wydatek bo 79 zł za jedną dorosłą osobę i 65 zł za dziecko sprawdzałam na Internecie i jest to cena przejazdy góra i dół, ale jak mymy byli to wydaje mi się, że podobne ceny były za przejazd w jedną stronę. Z tym, że nie skupialiśmy się na tym za bardzo bo i tak nie mieliśmy zamiaru z niej korzystać- za długa kolejka do kasy :/ A przede wszystkim stwierdziliśmy, ze jest to za drogi wydatek. Aczkolwiek miejsce pod kasprowym, Wierchem, czyli nie daleko kas biletowych jest warte zobaczenia. Mamy piękną okolcę, rzeczkę przy wejściu na Nosal, trochę dalej idąc w strone wiazdu na Kasprowy mamy płytką rzekę i piękny wodospad, w miejscu dostępnym dla turystów woda jest naprawdę płytka i gdyby tylko pogoda dopisała to pewnie i nóżki by zamoczył :) No i są tam przepyszne lody gałkowe. Mówiąc przepyszne mam na myśli sto procent intensywnego smaku w mojej okolicy nie udało mi się jeszcze spotkać lodów o tak intensywnym smaku  :) Polecam :) Niedaleko Kasprowego jest parking. Cena parkingu wynosi 30 zł za nieograniczony pobyt?

4. Krupówki


Tu byliśmy na samym początku i w ostatni dzień. Co tu dużo mówić Krupówki to wiele małych sklepików z pamiątkami, restauracji i sklepów typu H&M czy Pepco. Można zrobić sobie zdjęcie z misiem za 20 zł tak nas ta cena też nieco skrzywiła, ale z drugiej strony jak jest tak naprawdę upalnie to pewnie ciężko wytrzymać w stroju misia. Moim zdaniem jednak mogłaby być o połowę tańsza. Podobały mi się też karykatury, aczkolwiek wiedziałam, że dzieci nie wysiedzą, a zdjęcia tez nie miała ze sobą, aby dać malarzowi bo chyba tak można go naswać, aby nas po prostu namalował. żałuje, ze nie mogliśmy przejść się po Krupówkach nocą. Zastanawiam się jak tam to wszystko wygląda w święta... Ale wszystko jeszcze przed nami :) Na Krupówkach jest też ciekawa restauracja o nawie Stwinx oferują tam dania z różnych restauracji w tym też dania dla dzieci. Zamówiliśmy tam zestaw dnia w którym był rosół, a na drugie frytki schabowy tak duży jak moje dwa domowe duże schabowe i surówki. Jeden taki zestaw kosztował 20 zł, a dla dzieci wzięliśmy frytki z paluszkami rybnymi i z ogórkiem pokrojonym w plastry do tego był kleks śmietany, nie jestem do końca pewna, ale wydaje mi się, że kosztował też koło 20 zł. Tym wszystkim najedliśmy się we czwórkę i coli nam jeszcze zostało tak się napchaliśmy. Jest tam miła atmosfera myśmy poszli na górę, gdzie było tak swojsko. Można by to ująć tak, ze jest to taki zbiór restauracji w jednym budynku z ta opcja, ze możesz sobie zamówić co chcesz z każdej z nich.  Parking 3 zł za godzinę.

5. Papugarnia



Byłam jej niezwykle ciekawa te ptaki latające nad tobą, które możesz dotknąć i wiewiórki, które możesz pogłaskać. Niezwykle i egzotycznie. Byliśmy w tej największej papugarni w Zakopanym, bo na Krupówkach tez jest, ale tam nie zachodziliśmy.  Co się jednak okazało, panie które zajmowały się jakby podawanie tych papug na ręce czy też miały pomóc rzy karmieniu, pogłaskaniu itd. w zasadzie to krążyły wokół rozmawiając między sobą. Zero zainteresowania, zagubionymi, może trochę przestraszonymi przez wielkie latające papygi klientami. Jeśli o strach chodzi nie polecam zabierać tam trzyletniego dziecka w zadzia zaraz musiałam z moją córeczką wyjść bo się przestraszyła. domyślałam się, że może się bać, ale nie myślałam, ze tak to wszystko wygląda. Myślałam, ze tam sa wykfalikowani ludzie chociaż trochę pomogą. Nie ma tu na myśli uspokojenie dziecka, tylko możliwość doznania tego co nam oferują w reklamie, czyli pogłaskania papugi, nakarmienia jej i potrzymania. Zanim na dobre moja córka się wystraszyła i musiałam ją wyjść bylimy tam chwile i nikt się nami nie zaiteresował. Mąż został ze starszy i tak naprawdę stwierdził, ze nie wiele się zmieniło dopiero jak poprosił o pomoc to z łaską tą papugę posadzili na ramieni synka. Cieszę się, ze przynajmniej on miał z tego radochę. Jeżeli kogoś to interesuje to dziecko trzech lat wchodzi za darmo, ale tak  jak wspominałam wyżej istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak z takim trzuyletnim dzieckiem będzie trzeba wyjść. Tych latających dużych papug sama się wystraszyłam,  Wspomniałam też o wiewiórkach, taaa było to dużo mniejsze osobne pomieszczenie w zadzie wiewiórki znajdują się w tym holu? W każdym bądź razie tam gdzie znajdują się bilety i jest ich chyba dwie, albo trzy, za wejście do nich płaci się 10 złotych. Ale jak zobaczyłam  samotnego chłopaka, który nie by tam nawet dwóch minut i tyle co zrobił to położył im kawałek jedzenia na jakieś gałęzi po czym wyszedł stwierdziłam, że nie ma sensu tak jak w przypadku papug tu też nie było nikogo do pomocy z tą różnicą, ze tu się nawet nikt nie kręcił. Ja sama odniosłam wrażenie, zę zdjęcia widoczne  w Internecie oferują całkiem co innego. Jestem jednak ciekawa czy ktoś z was tam był i czy macie może inne odczucia. Być może to nam trafił się jakiś pechowy dzień :) Jakby kogoś interesowało to tu jest Cennik

6. Największe w Polsce akwarium w Zakopanym



Wcale tak duże nie było. Ciekawe aczkolwiek my dorośli trochę się nudziliśmy (Bardziej nam się podobało w akwarium w którym byliśmy w Chorwacji w podróży poślubnej). Jeżeli ktoś lubi takie spokonie miejsca to spoko. Mi osobiście nawet się podobało, zwłaszcza te pomarańczowe ryby ze zdjęcia. Ale było to takie MECH, dla dzieciaków po długim spacerze była to fajna sprawa. Jednak jakbym mogła znowu zdecydować wolałaby, ten czas spędzić inaczej. Cennik

Zastanawialiśmy się także nad Myszogrodem, ale ostatecznie tam nie dotarliśmy więc nie jestem w stanie wam powiedzieć czy jest to ciekawe miejsce.

I to wszystko co zwiedziliśmy wydawać by się mogło, że jest tego mało, ale uwierzcie mi te trzy dni były naprawdę intensywne, a w niedziele wyjechaliśmy po 14 plan był, aby spędzić czas na Krupówkach do 16, ale dzieci czuły się już zbyt zmęczone i stwierdziliśmy, że nie ma sensu i lepiej po prostu wrócić do domu :)

Chciałbym wam opowiedzieć jeszcze o domku w którym mieszkaliśmy i o pobliskiej karczmie, ale to może w następnym poście :)

środa, 31 lipca 2019

Milion nowych chwil- Katherine Center











Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Kategoria:Literatura obyczajowa
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 17. 07.2019 r.




Margaret Jacobsen ma przed sobą świetlaną przyszłość. Niedawno skończyła studia i tegoż wieczora miała świętować z ukochanym dobrze przebiegającą rozmowę kwalifikacyjną. Dodatkowo przeczuwała, że Chip chce się jej oświadczyć. To wszystko zrujnował wypadek... Od tej chwili Margaret uczy się jak żyć na nowo przy okazji odkrywając tajemnice rodzinne.

"Jeżeli zamierzasz w tym roku przeczytać tylko jedną książkę wybierz Milion nowych chwil..." Jest to opinia autorki Niny George umieszczona z tyłu książki. Z ręką na sercu przyznaje jej racje. Milion nowych chwil powiedzieć, ze mnie zachwyciło to za mało. Nie jestem nawet wstanie napisać tej recenzji. Zanim sięgnęłam po tą powieść miałam zastój w czytaniu, ona sprawiła że szukałam choć krótkiej chwilki na czytanie. Wciąga bez reszty to jest pewne. Na samym początku akcja toczy się bardzo szybko, udana rozmowa o pracę, randka, lot samolotem, wypadek, szpital. To jest początek książki. Główna bohaterka zostaje sparaliżowana, przez dużą część książki spędzamy w szpitalu. Czytanie o osobie, która przez większość czasu leży na łóżku może zdawać się nudne, ale niech was to nie zmyli. Chociaż akcja trochę się spowalnia i dzieje się głównie w jednym budynku  to zawsze coś się dzieje, co nie pozwala nam oderwać się od książki. Katherine Center ma niebywale lekkie pióro.  Stworzyła bohaterów, których widzimy, czujemy, stajemy się nimi. Margaret to bardzo silna kobieta od której zawsze oczekiwano bycia najlepszą i taką też była nigdy się nie poddawała. Tak też i w sytuacji w której się znalazła starała się być nie pokonana. Jak się możecie domyślać nie zawsze jej to wychodziło. Ta książka pokazuje jak kruche jest nasze życie w jednej sekundzie możemy stracić niemal wszystko co mieliśmy, ale jednocześnie odkrywamy o wiele ważniejsze rzeczy.

Pojawia nam się pewien trójkąt miłosny, ale nie bójcie się nasza bohaterka nie z tych, które nie mogą się zdecydować. Oprócz Margaret mamy Chipa jej chłopaka, który załamuje się po wypadku i choć jemu nic się nie stało to ogarnia go poczucie winy, które z dnia na dzień go zmieniło. Z porządnego, silnego mężczyzny stał się zagubionym chłopcem. Jeżeli jest trójkąt to trzeba przedstawić mężczyznę numer dwa. Ian, Ian, Ian, fizjoterapeuta naszej bohaterki podobno najgorszy na oddziale, bez energii, milczący, a chwilami burkliwy. Pachnący piernikiem, serio czułam jego zapach czytając książkę. Dlatego zapachu warto ją przeczytać :) To nie jedyni ważni bohaterzy mamy także rodziców i siostrę Margaret. Każdy z tych bohaterów jest na swój sposób wyjątkowy i charakterystyczny. Kitty siostra naszej bohaterki ma buntowniczą, ale przyjazną duszę, za to matka jest bardzo poukładana, ojciec był  hmm? bardzo rodzinny, niekonfliktowy. Można by powiedzieć trzymający tą rodzinę w kupie. Dzieje się tu wiele, mamy rodzinne tajemnice, konflikty, tragedie, przemiany. I tak to ostatnie zdecydowanie charakteryzuje książkę bo nie tylko nasza główna bohaterka ją przechodzi, ale także i inni bohaterzy.

Książka pomaga przetrwać ciężka chwile, pokazuje siłę determinacji, siłę miłości, walki o własne życie, pogodzenie się z sytuacją, ale i przekucie ją w sukces. Uczy jak żyć od nowa. Pokazuje, że  nasze tragedie prowadzą do dobra.

Są momenty  można by powiedzieć tragikomiczne przy których zaszkli się oko i pojawi uśmiech na twarzy. Wydaje mi si,ę że nie jest ona przede wszystkim przewidywalna Chociaż niektórych rzeczy czytając można się domyśleć ale znów innymi potrafi autorka nieźle zaskoczyć zrobiła tutaj wielką robotę fabuła została doskonale rozbudowana wszystko gdzieś tam się ze sobą łączy i ożywa z każdą kolejną stroną.
Milion nowych chwil jest książką, którą warto przeczytać jest lekka, a jednocześnie opowiada o bardzo trudnych sprawach jakim jest choćby inwalidztwo. Daje wiarę na inne życie...

poniedziałek, 29 lipca 2019

O czasie, życiu, realizaji i drugim człowieku

Czas to coś co straciliśmy, mamy i będziemy mieć. Nie wiemy ile go mamy, jak długo i kiedy zostanie nam odebrany. Ciągle zostajemy obsypywani hasłami o tym jak nie tracić czasu tylko działać. Gdzie kolwiek  nie spojrzymy, tam mówi nam się, abyśmy ruszyli nasze cztery litery i zaczęli się spełniać. Dlatego też zatracamy się we własnych światach biegnąc do celu zapominając o drugim człowieku. Brakuje nam czasu na zwykłą pogawędkę. Biegniemy ile sił i czasami udaje się dobiec do celu. Tylko wtedy  zadajemy sobie pytanie Czy było warto? Czy wszystko co poświęciliśmy było warte celu który osiągnęliśmy? Czasem zdarza się, że straty są zbyt wielkie zwłaszcza jeżeli dotyczą ludzi. Ale wtedy jest już za późno. Musimy przestać biec, zwolnić obroty, przystanąć. Zastanowić, zaśmiać, odpuścić. Zamiast biec pędem życia ściągnij buty i przejdź się po trawie pokrytą rosą, zatop się w cieple promienistego słońca, doceń ciepło rozgrzanego piasku. Gdy tylko to zrobisz zapytaj siebie czy warto jest nadal biec. Bo czasami szkoda czasu na cel, który przestał być dla nas ważny. Swego czasu  miałam za cel przeczytanie pięćdziesięciu książek rocznie. Chyba każdy w świecie książkowym słyszał o tym, jak go nazwać, challengu ? Chciałam należeć do tej grupy ludzi, którzy potrafią przeczytać ponad cztery książki w miesiącu. Szczerze mówiąc nie udało mi się. Nie jestem wstanie tyle czytać i jednocześnie realizować inne pasję. Ale w tamtym czasie tak się w to wkręciłam, ze czytałam w każdej wolnej chwili usłyszałam wtedy jedno hasło Ty już w ksiązkoholizm popadasz. Nie było, aż tak źle, ale to mnie ocuciło. Rzeczywiście traciłam swój cenny czas na realizacje swojego celu, który w porównaniu z mile spędzonym czasem z mężem tracił swój sens. Porzuciłam więc  swój cel zamieniając gdzieś po drodze na inny. Nie jestem bezbłędna i czasem się gubię w życiu. Ale staram się zatrzymywać i doceniać czas, który mam. Nieraz zadarza mi się narzekać na brak czasu tylko, że w rzeczywistości go mam. Teraz i w tej chwili właśnie na to co muszę zrobić i powinnam wykorzystać go maksymalnie, ale chęć spędzenia go inaczej rozprasza mnie. Później żałujemy, że nie doceniliśmy czasu, który był nam dany i straciliśmy go na mrzonki o czymś innym. A tak naprawdę przecież na wszystko przyjdzie czas. Jestem osobą, która narzeka, nie chcę tego robić, ale w gruncie rzeczy musze przyznać, że jest to moją wadą. Czasem powodem do narzekania staje się właśnie owy brak czasu. W dniu dzisiejszym, mając dwadzieścia siedem lat chce zaufać życiu. Realizować się, ale zobaczyć też co mi przyniesie samo, bez niepotrzebnej spiny, bez stresu, bo przecież nikt nie będzie pamiętał o tym wszystkim za sto lat. Więc dlaczego nie żyć tak, aby każdy dzień przynosił uśmiech? O własnym życiu mogę powiedzieć tyle, że życie chwila teraźniejszą się sprawdza. Myśląc o mojej przeszłości doszłam do stwierdzenia, że właśnie tak cały czas zyłam to co mi życie przynosiło tym się cieszyłam. Nie jest tak, że niczego nie żałuje i wątpię żeby był człowiek na ziem, który niczego nie żałuje. JA żałuje swoje nieśmiałości i niewykorzystanych wielu szans, doświadczeń, przygód. Ale tego czasu już nie odzyskam, straciłam go bezpowrotnie. Pamiętam, że jako nastolatka czułam ten stracony czas, co zniechęcało mnie do dalszych działań.W mojej głowie pojawiło się zdanie Jestem już za stara, aby zacząć coś nowego... Teraz jako dorosła kobieta stwierdzam, ze byłam wtedy głupia. Warto jest próbować, nie zapomnijcie o tym. Pamiętajcie też, ze w życiu nie liczy się tylko realizacja celów, ale też i drugi człowiek. Zauważyła, że teraz nikt nie ma czasu. Każdy zajęty swoim życiem. Rozmowy, spotkania, przekładane sa na kiedyś, ale czy to kiedyś nadejdzie. Przypomniała mi się dzień śmierci mojego dziadka. Tak bardzo pasuje do tematu braku czasu. Mój dziadek robił kosze, musicie wiedzieć, ze ja też coś tam dłubałam. Owego dnia tak jak zawsze mogłam od rana pójść i coś tam zapleść z dziadkiem, ale przełożyłam to na później zajmując się najpierw nauką, której już nie pamiętam ( była to chemia kosmetyczna ble)  Niestety to później nie nadeszło... Moja kuzynka powiedziała, że miei przyjechać rano, ale jakoś tak im to zeszło, że nie przyjechali. Będąc u sąsiadki pożyczyć krzesła usłyszałam od niej, że miała podejść do nas zapytać się dziadka o jakieś lekarstwami przy okazji pogawędzić , ale też przekładała to w nieskończoność, Pamiętam, ze ten dzień właśnie był wypełniony takimi historiami miałem zadzwonić, przyjść, przyjechać.... Właśnie miałem... A dlaczego tego nie zrobiłem? Dlaczego  ie poszłam w tym dniu robuc tych koszy jak zwykle co rano?
Drugi człowiek. On jest w życiu najważniejszy