wtorek, 22 września 2020

Czwarta władza szóstej B- Adam Studziński

 


Uwielbiam książki Adama Studzińskiego, niewątpliwie ma talent do przekazywania w prosty sposób ważnej wiedzy dzieciakom. Chciejosztuczki, Wiewiórczy zakątek, a teraz Czwarta władza szóstej B. Jak tylko zauważyłam kto jest autorem tejże książki wiedziałam, że wyląduje u mnie na półce i z pewnością nie będzie się kurzyć. Muszę przyznać, że sama wciągnęłam się w historie bohaterów i to tak bardzo, że czytałam ją nagłos jeszcze przez dłuższy czas po tym jak dzieciaki zasnęły.

W Chciejosztuczkach o manipulacji w sklepach, w Wiewiórczym zakątku o mediach społecznościowych jakie niosą nam zagrożenie i jak można je wykorzystać w pozytywny sposób, a teraz manipulacja w mediach, w dziennikarstwie, jak bardzo łatwo można zostać człowiekiem skorumpowanym, chociaż wcale się tego nie chce. Naciąganie prawdy, niewinne kłamstwa... Do czego to może doprowadzić?Czy powinniśmy wierzyć we wszystko, co przeczytamy albo usłyszymy w telewizji ? 

Książka o przyjaźni jak i o jej stracie, o uczuciach, tęsknocie i rodzinie. Manipulacja w mediach to jak widać nie jeden, choć główny wątek. Autor poruszył także takie kwestie jak tesknota za rodziną, wywyrzszanie  się "lepszych" uczniów i dokuczanie  słabszym, pokazał jaką wielką mają moc słowa  i jak całkiem inaczej odbiera je dziecko, czując się zranione, pokazał, że człowiek nie jest tak po prostu "wredny", że czasem stoi za tym jakieś nieszczęście. 

Nękania, Smutny i Nowy to oni muszą poprowadzić portal informacyjny niby nuda, ale Nowy okazuje się genialnym redaktorem naczelnym i... Smutny dzięki niemu ma darmowe jedzenie w sklepiku, super nie, ale czy na pewno? W co takiego Nowy wciągnie Melkę i jak bardzo będzie to niebezpieczne? W jaki sposób redaktor naczelny chciał pomóc swojej przyjaciółce i czy jej się to spodobało? I co z tym wszystkim ma wspólnego piernikowa  trucikielka? Historia wciągająca, ciekawa, tajemnicza i z morałem.

Zakończenie pozostawia niedosyt. Chciałabym więcej, zwłaszcza rozwinięcia wątków pobocznych bo były to ciekawe zagadnienia, ale jednocześnie rozumiem, że jest to książka skierowana dla młodszych czytelników, dlatego autor skupił się na przekazaniu w prosty sposób wiedzy o mediach i dziennikarstwie i jak zwykle pokazał pozytywną jak i negatywną stronę. Do tego porusza prawdziwe problemy dzieci, dzięki czemu łatwiej jest się utorzsamić z bohaterem, także nam dorosłym. Dzięki temu, że zostały tu poruszone pewne problemy my jako rodzice możemy dostrzec to w relacjach z naszymi dziećmi, dlatego  zachęcam was do sięgnięcia po Czwartą władzę szóstej B, a ja pomimo niedosytu  w zakończeniu mam nadzieje na inne przygody Nowego, Smutnego i Melani.


poniedziałek, 7 września 2020

Książka kucharska dla miłośników serialu Przyjaciele. Ten, w którym są wszystkie przepisy- Teresa Finney



Gdy zobaczyłam, że zostanie wydana książka kucharska dla miłośników serialu Przyjaciele, nie mogłam przejść koło niej obojętnie po pierwsze uwielbiam mieć książki kucharskie i przeglądać przepisy oraz zdjęcia znajdujące się w książce, a czasem nawet wypróbować jakiś przepis :P (Co roku obiecuje sobie, że będę częściej z nich korzystać i próbować nowych rzeczy), a drugą rzeczą dlaczego akurat tak książka kucharska przykuła moje oko jest fakt, że uwielbiam Przyjaciół, może nie jestem takim fanem jak ci co znają każdy odcinek na pamięć i nie miałabym żadnych szans w słynnych grach opartych na Przyjaciołach, ale lubiłam zasiadać przed Przyjaciółmi i z miłą chęcią do nich wracam. Jestem też ciekawa przepisów, które inspirowane są serialem.

 


Przeglądnęłam już książkę i udało mi się wypróbować jeden przepis na Czosnkowe grzanki, które ja zawsze robiłam w czasie grillowania, ale innym sposobem, a ten z książki musze przyznać lepiej mi się wykonywało i szybciej bo trwa to zaledwie 10-15 minut. Niestety nie mam zdjęcia mojego dania, bo grzanki zbyt szybko rozpłynęły się w brzuchach moich znajomych, ale na moim instagramie pokazuje nieraz co gotuje, więc zapraszam bo na pewno za jakiś czas będę próbować kolejnych przepisów. 



No, ale może więcej teraz o samej książce. Nikogo chyba nie zdziwi fakt, że są tam pyszne zdjęcia, jak pewnie w każdej książce kucharskiej, aż człowiek na ich widok robi się głodny. Ponadto przepisy wydają się proste i szybkie do przyrządzenia. Są oczywiście przepisy, które robi się tak jak wymienione wyżej grzanki 10- 15 min, ale i takie do godziny i nieco dłuższe. Najdłużej trwa raczej schładzanie czy pieczenie, niż samo przyrządzanie dania. Książka jest pięknie i estetycznie wydana, przepisy są napisane przejrzyście i przede wszystkim zrozumiałe, a co nie jest takie oczywiste, nie raz trafiałam na książki w których nie do końca wiedziałam o co autorowi chodzi i musiała przeinaczać przepis, albo z niego zrezygnować. 

Myślałam, że znajdziemy w środku jakieś fajne anegdotki na temat serialu, ale niestety tylko na wstępie mamy parę słów od autorki dotyczące serialu i jej inspiracji do stworzenia książki. Podzielona jest ona na pięć rozdziałów: Coś na ząb, Na lunch z Przyjaciółmi, Na obiad i kolację z Przyjaciółmi, Na deser z przyjaciółmi, Drinki i Napoje. 

Bardzo się cieszę, że mogę mieć kolejną piękną i smaczną książkę z przepisami na swojej półce i już nie mogę się doczekać, aż będę próbować swoich sił w kuchni korzystając z pomocy Przyjaciół :P 


PS. Dodam tylko, że tytuł książki jest nieoficjalny, co macie zaznaczone na dole okładki, więc być może w przyszłości, może się on zmienić. 


To kupisz książkę: Książka kucharska dla miłośników serialu Przyjaciele. Ten, w którym są wszystkie przepisy

środa, 26 sierpnia 2020

Domowe dekoracje własną ręką

 Dzisiaj już dawno obiecane domowe dekoracje własną ręką, raczej ręką mojego męża :) Zapraszam do zdjęć:

1.Stolik



Stolik, który wykorzystujemy na dwa sposoby przedstawione na zdjęciach (znalazł się też sposób trzeci i czwarty, trzeci opierał się wykorzystaniu tego cudeńka jako taboret, a czwarty aby stanąć na nim podczas próby dosięgnięcia czegoś z najwyższej półki, ale przeważnie z nich nie korzystamy). Płat drewna początkowo wykorzystywałam jako podstawkę pod kwiatka, leżącą na ziemi, albo na stole. Aktualnie używam nie co mniejszego płata, co zobaczycie w kolejnej propozycji. Nogi wykorzystaliśmy ze starego "brzydkiego" taboretu. "Przemalowaliśmy je z jasnego szarego na ciemny szary i moim zdaniem wygląda to rewelacyjnie. 

2. Płat drewna jako podstawka pod...







Większe płaty drewna wykorzystuje jako podkładki pod wazon z kwiatami, albo ścieczkę, a nawet lampkę nocną. Mniejsze oczywiście służą mi jako podkładki pod kubki, a czasem i wykorzystujemy je pod podgrzewacze


3. Serwetnik.


Do drewnianego serwetnika zainspirowała mnie zeszłoroczna wycieczka do Zakopanego, to tam w jeden z restauracji, zobaczyłam włożone serwetki w kawałek drewna, oczywiście mniejszy. Mąż odtworzył inspiracje z mojej głowy w sposób widniejący na zdjęcie, ale mówił, że ma jeszcze kilka pomysłów, jak zrobić serwetnik z drewna. Zobaczymy, zobaczymy...


4. Koszyki




W mojej rodzinie odkąd pamiętam robiło się kosze, mój dziadek wykonywał to zajęcie, a nadal zajmuje się tym moja babcia i mama. Ja też z swego czasu się w to można powiedzieć "bawiłam. Niestety nie doszłam do takiej perfekcji jak starsze pokolenie i niestety w dzisiejszych czasach ten zarobek staje się nieopłacalny zwłaszcza, gdy nie masz swojego materiału. Koszyki można wykorzystać na wiele sposobów, jeżeli chodzi o dekorowanie domu. Choć, akurat tek na zdjęciu służą jako koszyk na zakupy. Jak wykorzystałam je do przechowywania zabawek i książeczek, moich dzieci. MAm też pomysł, aby wykorzystać je jako osłonki- doniczki na kwiatki, ale muszę poprosić mamę, aby zrobiła mi taki tylko bez rączki.


Na dziś to chyba już tyle, w następnym poście o tematyce domowej, mogę napisać kupionych dekoracjach oraz w jakim kierunku w urządzaniu domu.

środa, 22 lipca 2020

To tylko przyjaciel- Abby Jimenez




Kristen Peterson ceni w życiu niezależność i przyjaźń. Nie ma czasu dla facetów, którzy nie rozumieją jej poczucia humoru, ma go za to zawsze dla przyjaciół, ukochanego psa i własnej firmy, którą prężnie rozwija. Chciałaby mieć czas także dla swojego chłopaka Tylera, niestety on wiecznie nieobecny robi karierę w armii na zagranicznych kontraktach. Czas na macierzyństwo nigdy dla Kristen nie nadejdzie, niedługo przejdzie operacje, po której nie będzie mogła mieć dzieci. Wcześniej jednak odbędzie się ślub jej najlepszej przyjaciółki, Sloan. Kristen pomaga w przygotowaniach do wesela. Kiedy poznaje drużbę pana młodego, czuje że pojawia się między nimi niewytłumaczalnie silna chemia. Josh Copeland jest zabawny, seksowny, świetnie reaguje na jej sarkastyczne komentarze i wie, że kiedy Kristen robi się zła, trzeba po prostu dać jej dobrze zjeść. Jest jednak coś, co sprawia, że Josh może być dla Kristen jedynie przyjacielem, nigdy kimś więcej. Josh marzy o dużej rodzinie, a Kristen przecież nie mogłaby mu jej dać. Decyduje się więc na ryzykowny status relacji: friends with benefits. Choć taki układ teoretycznie wydaje się prosty, w praktyce jednak będzie bardzo skomplikowany…

To tylko przyjaciel początkowo wydaje się być luźną powieścią o dwójce ludzi zakochujących się w sobie, ale nie mogących być razem z mniej lub bardziej błahych powodów. Im jednak głębiej wchodzimy w książkę tym bardziej zauważamy wplecione miedzy wierszami poważne tematy. Jednym z nich jest, a raczej są problemy z miesiączkowaniem. Muszę przyznać, że pierwszy raz spotkałam się w literaturze z opisem tego typu problemów. Bardzo mnie to cieszy bo temat bolącego okresu został tu bez skrępowania, otwarcie, ale i też z powagą przedstawiony. Książka pokazuje, że miesiączkowanie to naturalna sprawa i nie ma czego się wstydzić, ale nie bójcie się nie jest to zbyt nachalne, ale kluczowe dla naszych bohaterów, bo akurat problemy z miesiączkowaniem naszej bohaterki stoją im na przeszkodzie.
Co więcej książka nie tylko jest zabawna, ale zawiera też tragiczne momenty, które sprawią, że nie jednemu zaszklą się oczy. Jest to opowieść o przyjaźni, miłości, problemach osobistych jak i zdrowotnych. Autorka bardzo zaskakująco poprowadziła nas przez życie bohaterów, przyznam się szczerze, że inaczej wyobrażałam sobie  końcówkę książki.

Kristen jest przeciwieństwem romantyczki, lubi pomarudzić, ma sarkastyczny humor, bardzo łatwo ją zezłościć zwłaszcza, gdy jest głodna ( mam ten sam problem :P) jest też uparta i lubi jeść i nie ma idealnego ciała, ale jest pewna siebie, a jednocześnie skryta. Zdaje się być niemal rzeczywistą, normalną dziewczyną. O niej wiele się w książce dowiadujemy, także o jej przeszłości i problemach rodzinnych.

A jak się ma sprawa z Joshem?  On wydaje się być zbyt idealny. Strażak z pięknym ciałem, wolny, chce założyć rodzinę i mieć dużo dzieci. Do tego ma dużo cierpliwości, nie jest go łatwo zirytować w przeciwieństwie do Kristen. Wie kiedy nakarmić kobietę :) Zabawny i zdeterminowany. Facet ideał. Jego przeszłość to dziewczyna, która oskubała go z pieniędzy po tym jak z nią zerwał. Tu niestety muszę się delikatnie przyczepić Josh nie ma pieniędzy, ma długi, a w swojej nowej pracy nie zarabia zbyt wiele. Wydawało mi się, że jego problem będzie się ciągnął przez kartki historii, jednak autorka bardzo szybko go rozwiązała skupiając się bardziej na problemach głównej bohaterki.

Jest to powieść debiutancka i daje się to wyczuć w niektórych dialogach, jednak nie chce żebyście brali to za krytykę. Dla mnie to plus bo wiem, że Abby Jimenez stać na więcej i im częściej będzie doszkalała swój warsztat, im więcej będzie pisała tym lepsze perełki dostaniemy w swoje ręce.

Możemy przeczytać, że Publisher Weekly napisał:

Błyskotliwy, szczery, kipiący od seksu debiut. Wywołuje salwy śmiechu i wyciska morze łez 

Nie wątpliwie można się z tym zgodzić, ale osoby które nie za bardzo lubią, gdy w książkach zawarte są sceny erotyczne nie muszą się martwić, bo przypominają one raczej scenę z filmy, gdy wiemy o co chodzi, ale zaraz ekran się ściemnia. Muszę przyznać, że autorka zrobiła to po mistrzowsku.

Podsumowując, książka jest lekka, ale porusza poważne tematy, powoduje śmiech, ale i sprawia że łza popłynie po policzku. Pokazuje, że życie nie jest idealne i nigdy nie będzie idealne, ale możemy sami strać się oto, aby mimo złych chwil dawało nam szczęście.

poniedziałek, 22 czerwca 2020

Gra w nigdy- Jeffrey Deaver






















Ryzykujesz czy uciekasz? Nigdy nie uciekniesz. Nigdy nie przetrwasz. Nigdy nie wygrasz.

W Mountain View w Dolinie Krzemowej zaginęła dziewiętnastoletnia Sophie Mulliner. Jej ojciec, podejrzewając, że została porwana, wobec bierności policji wyznacza nagrodę za odnalezienie córki. Zgłasza się do niego Colter Shaw, zawodowy „łowca nagród”, specjalizujący się w poszukiwaniu osób zaginionych, uciekinierów i przestępców. Na pozór prosta sprawa komplikuje się, gdy znikają kolejne osoby, a okoliczności wskazują, że porywa je ten sam sprawca, prawdopodobnie wzorujący się na grze komputerowej, w której uwięziony w potrzasku gracz musi odnaleźć drogę ucieczki, posługując się pięcioma przypadkowymi przedmiotami. Jeśli nie wyjdzie z opresji, czeka go śmierć z ręki „Szeptacza”, okrutną postać, która dyktuje warunki w grze. Szukając rozwiązania zagadki, Shaw wkracza do nieznanego mu świata przemysłu gier wideo, poznaje jego bezwzględnych potentatów, toczących ze sobą bezpardonową walkę o pozycję na wartym miliardy dolarów rynku. Niebawem przekonuje się, że tropiąc tajemniczego porywacza, sam jest śledzony przez kogoś, komu bardzo zależy na utrudnieniu mu zadania.
Opis "Gry w nigdy" bardzo mnie zaintrygował. Miałam wrażenie, że książka przeniesie mnie w grę toczącą się między głównym bohaterem, a porywaczem, przyprawioną dreszczykiem. Niestety nie do końca tak było i tego dreszczyku mi także zabrakło, a to właśnie dla niego sięgnełam po tą książkę.

Gra w nigdy jest lekkim kryminałem i fanom tego gatunku z pewnością przypadnie do gustu, zwłaszcza jeżeli jesteście fanami gier komputerowych to już w ogóle książka dla was. Chociaż nie sięgam po kryminały były chwile, kiedy nie mogłam oderwać się od książki, chcąc jak najszybciej rozwikłać zagadkę. Jednak książka chwilami mi się ciągła zwłaszcza początek, później już akcja toczyła się dosyć szybko, spowalniały ją wspomnienia z życia bohatera, dzięki którym poznajemy go bliżej. Coś za coś jak to się mówi. Osobiście wolałabym, aby akcja toczyła się o wiele szybciej, ale trzeba też pamiętać że jest to pierwszy tom serii, więc trzeba go odbierać jako wstęp do całej serii. Dlatego też dobrze, że dowiadujemy się właśnie w tej pierwszej części bardzo dużo o głównym bohaterze, ponadto wspomnienia bohatera mają związek z pewną nie rozwiązaną zagadką na której z pewnością będzie się opierać cała seria, także te fragmenty są bardzo kluczowe dla całej fabuły.

W książce poruszany jest temat gier oraz ich wpływu na garjących. Pokazuje jak łatwo można się uzależnić i jak wielu ludzi nałogowo gra poświęcając im swoje życie. A także do czego może doprowadzić zbyt długie spędzanie czasu w świecie gier. Ludzie tracą kontakt z rzeczywistością, niewiedzą już co jest prawdą, a co nie. Tak bardzo są wsiąknięci w grę, że czasem wydaje im się, że mogą wprowadzić ją w życie. Jednak książka nie mówi tylko negatywnie o tej rozrywce, poznajemy całe środowisko graczy, a także producentów, którzy jak najbardziej starają się unowocześnić gry komputerowe, zmuszając tych którzy lubią tą rozrywkę  choćby do ruchu, kreatywnego myślenia, poznawania świata, historii itd. Jest też zbawiennym ruchem dla osób niepełnosprawnych, gry wykorzystywane są w przeróżnych zajęciach terapeutycznych.  Dlatego jeżeli ktoś obawia się, że książka przedstawia świat gier komputerowych w złym świetle, niech wie że tak nie jest. Autor pokazał zarówno dobrą stronę jak i tą złą gier komputerowych. Wniosek nasuwa się jeden wszystko jest dla ludzi, ale w przyzwoitych ilościach.
Wszystko to było doskonałym tłem dla rozwoju akcji i tego nie można odebrać autorowi. Potrafił przemycić wiele ciekawych informacji, nie czyniąc ich zbyt nachalnymi .

Pisząc na początku o braku dreszczyku, nie miałam wcale na myśli, że książka mi się nie podobała. Był to jedynie mój błąd, że uznałam ją za kryminał thrillerowy. Była ona interesująca, ale mnie samą jednak lekkie kryminały, za bardzo nie pociągają. Ciekawiej byłoby dla mnie obsadzić akcje w bardziej mrocznym świecie.
Jest to początek przygód Cotera Shaw, więc jeżeli was ciekawią takie klimaty, oczekujcie serii. A czy ja sięgnę po kolejny tom? Nie wiem, co prawda jestem ciekawa czy nadal autor będzie obsadzał bohatera w świecie gier czy też w każdej kolejnej części tłem stanie się inny temat do omówienia i też czy uda mu się w ten sposób go przemycić jak w Grze w nigdy? Na razie to pytanie pozostawię bez odpowiedzi czekając, aż pojawi się kolejna część. Dopiero wtedy odpowiem sobie na nie, a wam drodzy czytelnicy dam znać o ponownej możliwości wsiąknięcia w świat Coltera Shaw.

wtorek, 9 czerwca 2020

Klasycznie pokochałam klasyki, czyli Dziwne losy Jane Eyre.


Znacie to uczucie, gdy kończycie czytać książkę i czujecie, że wcale nie chcielibyście jej skończyć, a jednocześnie chcecie dowiedzieć się jak najszybciej co jest dalej. Dziwne losy Jane Eyre to właśnie ta książka wywołała we mnie te odczucia. Czy mówiąc, że mogłabym czytać tylko klasyki, przesadziłabym? Pewnie trochę tak bo różnorodność jest ważna, ale to nie jest moje ani pierwsze, ani tym bardziej ostatnie spotkanie z klasyką. Myślę, że takową świadomą bez szkolnego "przymusu" była Rozważna i Romantyczna i także po niej wiedziałam, że chce uzbierać całą serię Angielskiego Ogrodu. Jednak zdarzyło się tak, że porzuciłam... Nie! Nie porzuciłam, odłożyłam moje plany na czas nie określony. Dzięki niedawno odkrytej booktuberce Doktor book, udało mi się powrócić do mojego pomysłu i sięgnąć po ( już zbyt długo leżące na półce) Dziwne losy Jane Eyre. W tej chwili zadaje sobie pytanie jak mam żyć dalej nie zagłębiając się w tą historię? Uczucie wspaniale okropne, dowodzące że przeczytało się świetną książkę. Ale o czym jest historia Jane Eyre? Główna bohaterka od maleńkości,  była wychowywana przez swoją ciotkę, po śmierci wuja owa ciotka postanowiła pozbyć się narzuconego ciężaru jakim była dziesięcio czy dziewięcio letnia dziewczynka. Wysyłając ją do szkoły w której spędziła swoje młodzieńcze lata. Warunki w szkole były okropne, dziewczynki kształcące się w niej głodowano, ubierane nie tyle skromnie, co nie odpowiednio do pogody i bardzo surowo traktowane. Główna akcja toczy się jednak już po tych trudnych dla Jane latach. W końcu zatrudnia się jako nauczycielka małej Adelki w Thornfield Hall., tam poznaje pana Rochestera. Jednak i ten okres w życiu będzie dla niej pełen trudności, zmagań i próby dla jej zasad i duszy.
Książka zdecydowanie o niebanalnej miłości pełnej oddania, zrozumienia i wiary. Nie jest to historia wyjęta z rodem z telenoweli. Choć dzieje się w niej dużo nie jest przerysowana. Opowiada o prostym życiu i głębokiej wierze w Boga i w samych siebie, we własne zasady. Porusza struny utraconych przyjaźni, węzłów rodzinnych o tym jak bardzo ważne są w życiu człowieka. Miłość jest w niej prawdziwa niemal czytelnik jest wstanie się w niej zatracić. Jest ona skromna, niepopadająca w skrajności, ale i wzniosła, wielka, a przede wszystkim oddana. Mimo przeciwności trwa niezłomna.
Jane jest skromna, godnie przyjmuje to co jej los zsyła, a jednocześnie ma swoje zdanie którego nie boi się mówić głośno. Zawsze robi to co uważa za słuszne, żyje tak jak jej podpowiada serce, jest godna naśladowania i zagościła w moim sercu na zawsze. O panu Rochesterze można powiedzieć, ze choć nie atrakcyjny swoim charakterem przyciąga do siebie ludzi zwłaszcza Jane. Jest nie co gburowaty i skrywa wiele tajemnic. Nie lubi być zależny i prosić o pomoc, jest silnym i nieco władczym mężczyzną jednak przechodzi w pewien sposób przemianę. Nie jest to jednak takowa przemiana wywołana uczuciami to tragiczny los spowodował sytuację w jakiej bohater musiał się znaleźć. Leżę właśnie w rozsypce i nie potrafię się pozbierać. Książka, którą chce się jak najszybciej skończyć, nie chcąc jej skończyć. Na pewno czujesz, że musisz do niej powrócić. Uczy prostego życia, docenienia tej każdej chwili oraz pogodzenia się ze swoim losem jednoczenie biorąc przy tym jak najwięcej. Uczy nas prostej miłości, szczerej i też poświęcającej się. Odsłaniając jak jeszcze dużo brakuje nam, aby być ponad potrzeby tego świata.

wtorek, 19 maja 2020

Zmień myślenie- Zmień życie


Nasze myśli tworzą nasze życie. Wszystko o czym myślimy do siebie przyciągamy. Tworzymy błędne koło naszych nieszczęść. Nie chcemy, aby nasze życie było złe. Nikt tego nie chce. A jednak ciągle nasze myśli krążą wokół złych wydarzeń. Wielu ludzi częściej wspomina te przykre dla niego rzeczy. Skupiamy się na tym co w naszym życiu było złe. Zamiast na tym co dobrego z tego złego wynikło. Wszystko w naszym życiu jest po coś, gdybyśmy zaczęli te nasze złe zdarzenia traktować jako podróż do tych miły dobrych wspomnień? To zmienia ich znaczenie.. Nagle mamy ochotę podziękować byłemu chłopakowi, za to że nas rzucił bo gdyby nie to być może nigdy nie mogłabym być z tym kochanym mężczyzną, który ma serce na dłoni. Docenimy fakt, że kiedyś doświadczyliśmy braku akceptacji wśród rówieśników, możemy teraz pomóc osobie znajdującej się w podobnej sytuacji, wychować dzieci na bardziej pewnych siebie i wrażliwszych na krzywdę innych... Co chce przez to powiedzieć? Każde doświadczenie uczy nas czegoś i ma wpływ na nasze dalsze życie i postrzeganie świata i z każdego możemy wyciągną coś dobrego, a nawet powinniśmy.


Nie tylko nasze wspomnienia, ale też to o czym myślimy na codzień ma wpływ na nasze życie. Rozpoczynając dzień z nastawieniem na zły od razu taki się staje. Widzimy w nim to co najgorsze, pada jest ponuro i nic się nie chce, a może pada ziemia się nawodni roślinki zaczną rosnąć, warzywa i owoce. No i jest świeże powietrze. Jak ja kocham to powietrze podczas deszczu, ma piękny zapach, serio. :) Zycie cię kocha.... Jedno zdanie, a  napawa wielkim optymizmem. Rozpoczynając nim dzień co by się w nim nie wydarzyło staje się on jaśniejszy bo z tyłu głowy wiesz o tym, że miłość istnieje. Zdanie to pochodzi z książki Anny Niemczynow Zycie cię kocha Lili.  (Kto by pomyślał:P) Jest to pełna optymizmu książka.  W życiu Lili dzieją się różne rzeczy zaczynając od zerwania z chłopakiem, utratę jednej, pracy problemy w kolejnej, a to co dzieje się z jej mieszkaniem.... Och szkoda gadać. A jednak nasza bochaterka we wszystkim stara się zobaczyć dobre strony.
W książce nie ma zbyt wielu zwrotów akcji, a co więcej na plan wychodzą problemy bohaterów drugo planowych na których Lili ma wpływ. Co jest dla mnie bardzo ciekawe i intrygujące. Lilii stała się w pewnym momencie tłem dla życia Brygidy-jej szefowej. Ukazuje ona więzły między rodzinne i konflikty, które wzięły się niedomówień i przykrych przeżyć. Wystarczy rozmowa, szczera rozmowa. Ja kieruje się tą myślą od lat i jest ona podstawą mojego małżeństwa. Mam szczerą nadzieje, że nauczę tej prawdy także i moje dzieci.

 Pieniądze są energią, która przypływa do mnie gdy ich potrzebuje, jedno z wielu afirmacji znajdujące się w książce. Powtarzając je przyciągniesz do siebie pieniądze . Nie mówie ci tu, ze pieniądze spadną ci z nieba czy tez wygrasz w totolotku. Może się i tak zdarzyć kto wie... :)) Ale gdy zmienisz swoje myślenie na bardziej pozytywne może pojawić się okazja do zarobienia tych że pieniędzy. Zawsze warto spróbować co nie ;)
To tylko taki mały przykład tych afirmacji w książce  jest o wiele więcej. Niektórych  może to drażnić, ale jedno trzeba przyznać zawierają w sobie wiele prawdy.

 Dzięki książce Anny Niemczynów oraz jej wpisom na stronie, zaczęłam wierzyć, że zmiana naszego myślenia zmienia nasze życie i staram się każdego dnia kierować swoje myśli na bardziej pozytywne i doceniać każdy dzień i każdą chwile, uśmiech, promień słońca czy krople deszczu. Dziękuje każdego dnia.
Książka jak wspomniałem powyżej  jest pełna afirmacji i pozytywnych myśli. Liliana jest taką pozytywną osobą, czasem wydaje się to dziwne, a Rózia babcia głównej bohaterki to już w ogóle dziwna osoba. Pytanie brzmi Czy być normalnym i nieszczęśliwym, czy też dziwnym, ale za to szczęśliwym?

Codziennie ( no dobra czasem zapominam) staje przed lustrem i mówię życie cię kocha, towarzyszy mi przy tym dziwne uczucie. Nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Na początku przechodziły mnie myśli to głupie jest. Zwłaszcza jeżeli zdarzyło się, ze ktoś to usłyszał... Zycie cię kocha, mamo... to usłyszałam od mojej córki i synka.  Wtedy poczułam moc tych słów, moje dzieci przez jedno krótkie zdanie uczą się miłości i szacunku do rodziców... Do drugiego człowieka. Tacie też to mówią :) A gdy ja im to mówię słyszę odpowiedź, tak wiem, wiem, ale po chwili odbijają piłeczkę i mówią to samo do mnie. Jest to cudowne uczucie, jakby w powietrzu unosiło się szczęście.
Zacznijmy myśleć pozytywnie, przyciągać tym dobre rzeczy. Nauczmy się mówić do siebie i innych z miłością, a ona do nas wróci. Tak samo jak moje dzieci odpowiedziały mi na moje życie was kocha, słowami życie cię kocha mamo.