poniedziałek, 2 września 2019

Niepokorna Królowa- Meghan March










Tytuł: Niepokorna Królowa
Autor: Meghan March
Seria: Trylogia Mount. Tom 2
Liczba stron: 252
Wydawnictwo: Editiored
Data Wydania: 15.05.2019 r.



Niepokorna królowa jest drugim tomem z serii Mount. Już na samym początku chciałabym przyznać się do mojego błędu. Od pierwszych stron sądziłam, ze jest to pierwszy tom serii, dopiero po kilku strona zorientowała się, że coś jest nie tak. A na okładce jak byk pisze Tom II. No cóż czasem tak bywa, że zaczyna się od środka. Zanim zacznę omawiać książkę chciałabym dodać, że w trylogiach zazwyczaj pierwsza i ostatnia część wypadają najlepiej. Przynajmniej u mnie tak jest :)

Także drugi tom :) opowiada Kierze i Mountanie. On bogaty biznesmen, tworzący własne imperium rozsiewa postrach wszędzie, gdzie się pojawi, na wszystkich ma haka, nie boi się zabić z  zimną krwią. Ona piękna, również bizneswoman, prowadzi własną destylarnię, zadłużona u Mounta musi spłacić jego dług oddając samą siebie.

Jest to bardzo prosta historia, nie skrywająca żadnego drugiego dna. Taka całkowicie luźna przy której nie musisz myśleć. Znacie ten stan na początku związków? Gdzie nic się nie liczy tylko ta druga osoba? Tak to było właśnie to. Nie ważne jest nic  poza tą drugą osobą. Oczywiście występuje ta niepewność czy ta druga osoba chciałaby czegoś więcej. Fajnie było się zatopić w taką historię. Sama pamiętam początki mojego związku i muszę przyznać, że było to coś w rodzaju hmm? Tak jakby czas stanął w miejscu tylko dla nas, mimo, że życie toczyło się wokół nas. Taka samotna wyspa otoczona ludźmi, którzy nie mają do niej dostępu.  Ten stan zakochiwania się w sobie ta książka właśnie tego  wam  dostarczy z pikanternym smaczkiem. Sceny erotyczne nie są zbytnio przesadzone i nie ma ich w nadmiarze, także można ją nazwać lekkim erotykiem.

Od pierwszych stron poznajemy ciemną przeszłość Lachlana Mountiego jest on człowiekiem bardzo wpływowym, bogatym lubiącym kontrolować wszystko, tak wiem, że to coś wam już przypomina. Ale w tym wypadku nie jest on zupełnie czysty, nie posiada jedynie mrocznej przeszłości, teraźniejszość  nie jest opatulona dobrem. Ten człowiek posiadający własne kasyno, tworzące własne imperium, mający całe miasto dla siebie potrafi zabijać z zimną krwią bez mrugnięcia okiem. Jeżeli szukacie w tym namiastki sensacji czy kryminału to tu tego nie znajdziecie. Sceny zabijania są po to, aby pokazać "Wielkość" naszego bohatera. Opis książki zapewnia nas o poznaniu przeszłości bohatera, jeżeli ktoś spodziewa się czegoś głębszego niestety się pomyli. Przeszłość jak już wspomniałam to pierwsze strony książki i choć brzmią one bardzo smutno i tragicznie to niestety nie da się tego poczuć "realnie". A szkoda bo książka z lekkiego czytadełka mogła by być czymś więcej tylko trzeba by było ją dopracować.
Keira prowadzi własną destylarnię whisky odziedziczoną po ojcu. Rozwijając ją musi zmierzyć się ze zdaniem swego ojca. Ale ten wątek nie jest rozwijany w książce. Tak naprawdę skupia się ona na głównym wątku jakim jest znajomość między Keirą,, a Moutanem. Dotyczy on długu jaki główna bohaterka ma wobec Lochlana, nie czytając pierwszego tomu nie wiem dokładnie o jaki dług chodzi. Nie przeszkadzało mi to jednak w poznaniu tej części ich historii. Jak się możecie domyśleć nasz główny bohater chce w zamian za spłatę długu "zniewolić" swoją dłużniczkę. Mimo płytkości tej historii naprawdę fajnie mi się ją czytało. Była to taka odskocznia, przerywnik od trudniejszych książek. Pochłonęłam ją migiem i jestem ciekawa tego co wydarzyło się w pierwszym i w trzecim Tomie.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Dziewczyna z warkoczami- Anna H. Niemczynow













Tytuł: Dziewczyna z warkoczami
Autor: Anna H. Niemczynow
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 15.02.2018 r.


Paulina, studentka pedagogiki, ma dobry, ciepły dom, wspaniałych rodziców i cudownie zapowiadającą się przyszłość. Nie podejrzewa, że najbliżsi skrywają przed nią tajemnicę. Kiedy poznaje starszego od siebie Mikołaja, jej życie zmienia się diametralnie. Przygoda, która miała być tylko przerwą w życiu, staje się całym jej światem. Dziewczyna nie ma pojęcia, że siłą jej uczucia kieruje ktoś, kogo już dawno nie ma na tym świecie.
Kim jest dziewczyna z warkoczami, którą wspomina Mikołaj, rodzice Pauliny i ona sama? Jak mocno pamięć może wpływać na teraźniejszość? I czy kocha się tylko raz?
Piękna opowieść o pamięci, miłości i losie, który chociaż zależy od nas, to został już raz zapisany w gwiazdach. My musimy tylko właściwie odczytywać znaki. 

Magdalena Witkiewicz napisała o tej książce:

"Ta powieść jest jak uśmiechnięta wiosna. Otwiera serce i daję nadzieję, że wszystko jest możliwe. Polecam."
Muszę się z nią zgodzić. Czegoś tak bardzo pozytywnego nie czytałam od dawna. A nie jest to komedia. Niemal wszyscy  bohaterzy tej książki są zaplątani w szereg tajemnic, które ostatecznie łączą się w jedną całość. Główna bohaterka Paulina, która w zasadzie jest centrum tej książki, stworzonego prze autorkę świata jest niezwykle pozytywną osobą i mimo chwil słabości ostatecznie podnosi głowę do góry. Gdy poznaje Mikołaja mino dzielącej ich sporą różnice wieku coś ją do niego ciągnie. Jak się możecie domyślać i odwrotnie. Mikołaj za to niby stateczny prawnik, ale bardzo zagubiony w życiu prywatnym. Poszukujący utraconej miłości. Bez wątpienia polubiłam ojca Pauliny, który choć surowy dla mężczyzn kręcących się wokół jego córki to mimo wszystko chce dla niej jak najlepiej i gdyby tylko mógł to by jej nieba przychylił. Matka za to jest dobrą przyjaciółką, która zawsze wstawi się za swoim dzieckiem. Tacy rodzice to skarb. Jednak jak każda rodzina miała w sobie rysę. Pisząc o bohaterach tej książki nie powinno się pominąć rodziny Słupskich to u nich Paulina spędzała swój wolny czas. Z Dagmarą były jak siostry, a ich dom mogła traktować jak swój własny. Dagmara była oczywiście przyjaciółką Pauliny, szalona przyjaciółką, ale pod tym szaleństwem kryje się smutne, zagubione dziecko alkoholiczki. Tak Hanna jej matka nią była. Zdawała się być nieco przestraszoną czy też bardzo ostrożną i kruchą osobą uczącą się żyć na nowo. Za to Patryk mąż Hanki bardzo wyluzowany gość, kryje w sobie wielkie poczucie winy.    Pisząc o tej książce od razu się uśmiecham. Porusza ona wiele poważnych problemów takich przy których nie jeden by się załamał między innymi wyżej wymieniony alkoholizm. Jak już wcześniej wspomniałam miłość powstałą pomiędzy bohaterami dzieliła przepaść wiekowa. Jak możecie się domyślać jednym z tematów książki była opinia z jaką muszą zmierzyć się bohaterowie, ale nazwałabym to epizodem. Zycie Pauliny i Mikołaja odkąd się poznali przypominało rolercoster zdarzeń, które powoli odkrywały otaczające ich tajemnice.

Tytuł książki wcale nie jest przypadkowy, to właśnie tytułowe warkocze są winne całemu temu miłosnemu szaleństwu. To właśnie one dały początek tej książce. Ale Ciii jak chcecie się dowiedzieć więcej przeczytajcie także część OD AUTORKI :)

Ta powieść pachnie wiosną, kwiatami, ciepłym wiatrem, zakochaniem... :)

wtorek, 20 sierpnia 2019

Weekend w Zakopanym z Dziećmi

Czy to w ogóle wypali? Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się po usłyszeniu w mojej głowie tegoż pomysłu. Ale nie jedyne. Kolejne brzmiały jakos tak: Czy uda na się coś zobaczyć oprócz naszego "apartamentu"? Czy znajdziemy fajne atrakcje dla dzieci? Czy dzieci w wiek pięć, trzy lat nie są za małe na taką "pierwszą" kilku dniową wyprawę? Czy czas jazdy (około 4-5 godzin) Nie będzie dla nich za długi? Czy się nie pochorują? Czy będą płakać za domem? Najgorsze myśli przyszły jednak, a raczej nasiliły się (bo były od początku) jakos dwa tygodnie przed wyjazdem. No tak wszystko fajnie  wkońcu spędzimy wszyscy wspólnie trochę czasu nie spiesząc się nigdzie, "Odpoczniemy", nazbieramy wspomnień, ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ALE" Tłum ludzi, małe dzieci, małe żywiołowe dzieci, dwoje rodziców, czworo par oczu czy tyle wystarczy, aby ich upilnować, aby nic złego się nie stało i najgorsza myśl. A jak ich ktoś porwie? Drogie mamy jeżeli to czytacie dajcie znać cz wy też tak macie. Moja wyobraźnia co do tego, co może złego się wydarzyć znacząco się zwiększyła po urodzeniu dzieci. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Za to spędziliśmy naprawdę piękny rodzinny czas, oczywiście nie cały czas było kolorowo, zdarzały nam się małe "dramaty", ale było ich bardzo mało. Przejdźmy teraz do kwestii co można zobaczyć z dziećmi w Zakopanym.

1. Skocznia



Można na nią wejść piechotą, albo też wjechać wyciągiem. My wjeżdżaliśmy wyciągiem, ale jak ja zobaczyłam jak ma wyglądać samo wsiadanie na te " Fotele"? "Siedzenia" Od razu pożałowałam wyboru. Jeżeli ktoś z was nie wie ten wyciąg cały czas jest w ruchu więc trzeba wskoczyć wraz z dzieckiem na te siedzenia po czym natychmiast obniżyć te zabezpieczające "rury" mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi. Niestety niewiem jak to profesjonalnie nazwać. W każdym bądź razie mama bała się bardziej od pięcioletniego synka. Moja niespełna trzyletnia córeczka wjeżdżała z tatą i choć chciała do mamy, tata wcale się nie zraził chciał tym czymś wracać, ale mama stanowczo odmówiła :) Pomyślcie co musiałam czuć zastanawiając się jak mam z tego czegos zejść wraz z dzieckiem. Aczkowiek nie jest to tak straszne jak to opisuje przy wsiadaniu i wysiadaniu zawsze są panowie skorzy do pomocy i rady także jest okej. Tylko ta mama taka bojaźliwa :) Ale wiecie co trzymaliście kiedyś telefon będąc na wysokościach? Jak tak bo chciałam jednak utrwalić ten dreszcz emocji... Zastanawiam mnie czy wy też tak macie, że w takich sytuacjach wręcz widzicie swój spadający telefon? Dajcie znać? Jeżeli chodzi o zejście, trzeba się trochę namęczyć, ale z dziećmi spokojnie dacie rade. PArking nie daleko skoczni wyniósł nas jednorazowo 15 zł. Jednak okazało się, że kawałek dalej jest pełno darmowych parkingów więc czasem warto sprawdzić :)

2. Gubałówka





Można tam wejść piechotą, ale z racji obecności dwójki dzieci wybraliśmy kolejkę koszt przejazdu tam i z powrotem około 60 zł, dzieci do trzech lat za darmo. Polecam dodatkowa atrakcja dla dzieciaków i dorosłych :) Na Gubałówce mamy piękny widok na góry, zwłaszcza na Giewont i wiele, wiele małych sklepików ( te sklepiki są niemal wszędzie) Jest też plaża, ale nie chodziliśmy do niej jakoś tak wyszło. Poranek był nie co deszczowy więc nie myśleliśmy o tym, aby poleżeć na plaży. Z Gubałówki można też zjechać zjeżdżalnią grawitacyjną, ale nie korzystaliśmy z niej. Nawet nie podeszliśmy się zorientować w cenie, ani czy tak małe dzieci mogą z niej skorzystać. A to dlatego, że właśnie tam powatał pierwszy mały dramacik, który skończył się zapłakanym dzieckiem i pierwszymi zakupami (Chociaż te zostawiliśmy na sam koniec) Skąd ten płacz? Kojarzycie takie maszyny z łapą do łapania miśków, otóż mój nieco naiwny mąż spróbował tej gry. W kabinie oprócz miśków był tez telefon o ile pamiętam jakiś tam Samsung. Moje biedne dziecko, to starsze zapragnęło, aby tatuś wyciągnął mu telefon. Nijak nie dał sobie wytłumaczyć, że jest to raczej niemożliwe. Koniec, końców na pocieszenie kupiliśmy mu ( teraz fanfary i oklaski) UWAGA, UWAGA) Poduszkę-kupę :) Parking przu Gubałówce to 3 zł za godzine.

3.  Pod Kasprowy Wierch





Na Kasprowy Wierch pewnie też się da :) Ale niestety jest to duży wydatek bo 79 zł za jedną dorosłą osobę i 65 zł za dziecko sprawdzałam na Internecie i jest to cena przejazdy góra i dół, ale jak mymy byli to wydaje mi się, że podobne ceny były za przejazd w jedną stronę. Z tym, że nie skupialiśmy się na tym za bardzo bo i tak nie mieliśmy zamiaru z niej korzystać- za długa kolejka do kasy :/ A przede wszystkim stwierdziliśmy, ze jest to za drogi wydatek. Aczkolwiek miejsce pod kasprowym, Wierchem, czyli nie daleko kas biletowych jest warte zobaczenia. Mamy piękną okolcę, rzeczkę przy wejściu na Nosal, trochę dalej idąc w strone wiazdu na Kasprowy mamy płytką rzekę i piękny wodospad, w miejscu dostępnym dla turystów woda jest naprawdę płytka i gdyby tylko pogoda dopisała to pewnie i nóżki by zamoczył :) No i są tam przepyszne lody gałkowe. Mówiąc przepyszne mam na myśli sto procent intensywnego smaku w mojej okolicy nie udało mi się jeszcze spotkać lodów o tak intensywnym smaku  :) Polecam :) Niedaleko Kasprowego jest parking. Cena parkingu wynosi 30 zł za nieograniczony pobyt?

4. Krupówki


Tu byliśmy na samym początku i w ostatni dzień. Co tu dużo mówić Krupówki to wiele małych sklepików z pamiątkami, restauracji i sklepów typu H&M czy Pepco. Można zrobić sobie zdjęcie z misiem za 20 zł tak nas ta cena też nieco skrzywiła, ale z drugiej strony jak jest tak naprawdę upalnie to pewnie ciężko wytrzymać w stroju misia. Moim zdaniem jednak mogłaby być o połowę tańsza. Podobały mi się też karykatury, aczkolwiek wiedziałam, że dzieci nie wysiedzą, a zdjęcia tez nie miała ze sobą, aby dać malarzowi bo chyba tak można go naswać, aby nas po prostu namalował. żałuje, ze nie mogliśmy przejść się po Krupówkach nocą. Zastanawiam się jak tam to wszystko wygląda w święta... Ale wszystko jeszcze przed nami :) Na Krupówkach jest też ciekawa restauracja o nawie Stwinx oferują tam dania z różnych restauracji w tym też dania dla dzieci. Zamówiliśmy tam zestaw dnia w którym był rosół, a na drugie frytki schabowy tak duży jak moje dwa domowe duże schabowe i surówki. Jeden taki zestaw kosztował 20 zł, a dla dzieci wzięliśmy frytki z paluszkami rybnymi i z ogórkiem pokrojonym w plastry do tego był kleks śmietany, nie jestem do końca pewna, ale wydaje mi się, że kosztował też koło 20 zł. Tym wszystkim najedliśmy się we czwórkę i coli nam jeszcze zostało tak się napchaliśmy. Jest tam miła atmosfera myśmy poszli na górę, gdzie było tak swojsko. Można by to ująć tak, ze jest to taki zbiór restauracji w jednym budynku z ta opcja, ze możesz sobie zamówić co chcesz z każdej z nich.  Parking 3 zł za godzinę.

5. Papugarnia



Byłam jej niezwykle ciekawa te ptaki latające nad tobą, które możesz dotknąć i wiewiórki, które możesz pogłaskać. Niezwykle i egzotycznie. Byliśmy w tej największej papugarni w Zakopanym, bo na Krupówkach tez jest, ale tam nie zachodziliśmy.  Co się jednak okazało, panie które zajmowały się jakby podawanie tych papug na ręce czy też miały pomóc rzy karmieniu, pogłaskaniu itd. w zasadzie to krążyły wokół rozmawiając między sobą. Zero zainteresowania, zagubionymi, może trochę przestraszonymi przez wielkie latające papygi klientami. Jeśli o strach chodzi nie polecam zabierać tam trzyletniego dziecka w zadzia zaraz musiałam z moją córeczką wyjść bo się przestraszyła. domyślałam się, że może się bać, ale nie myślałam, ze tak to wszystko wygląda. Myślałam, ze tam sa wykfalikowani ludzie chociaż trochę pomogą. Nie ma tu na myśli uspokojenie dziecka, tylko możliwość doznania tego co nam oferują w reklamie, czyli pogłaskania papugi, nakarmienia jej i potrzymania. Zanim na dobre moja córka się wystraszyła i musiałam ją wyjść bylimy tam chwile i nikt się nami nie zaiteresował. Mąż został ze starszy i tak naprawdę stwierdził, ze nie wiele się zmieniło dopiero jak poprosił o pomoc to z łaską tą papugę posadzili na ramieni synka. Cieszę się, ze przynajmniej on miał z tego radochę. Jeżeli kogoś to interesuje to dziecko trzech lat wchodzi za darmo, ale tak  jak wspominałam wyżej istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak z takim trzuyletnim dzieckiem będzie trzeba wyjść. Tych latających dużych papug sama się wystraszyłam,  Wspomniałam też o wiewiórkach, taaa było to dużo mniejsze osobne pomieszczenie w zadzie wiewiórki znajdują się w tym holu? W każdym bądź razie tam gdzie znajdują się bilety i jest ich chyba dwie, albo trzy, za wejście do nich płaci się 10 złotych. Ale jak zobaczyłam  samotnego chłopaka, który nie by tam nawet dwóch minut i tyle co zrobił to położył im kawałek jedzenia na jakieś gałęzi po czym wyszedł stwierdziłam, że nie ma sensu tak jak w przypadku papug tu też nie było nikogo do pomocy z tą różnicą, ze tu się nawet nikt nie kręcił. Ja sama odniosłam wrażenie, zę zdjęcia widoczne  w Internecie oferują całkiem co innego. Jestem jednak ciekawa czy ktoś z was tam był i czy macie może inne odczucia. Być może to nam trafił się jakiś pechowy dzień :) Jakby kogoś interesowało to tu jest Cennik

6. Największe w Polsce akwarium w Zakopanym



Wcale tak duże nie było. Ciekawe aczkolwiek my dorośli trochę się nudziliśmy (Bardziej nam się podobało w akwarium w którym byliśmy w Chorwacji w podróży poślubnej). Jeżeli ktoś lubi takie spokonie miejsca to spoko. Mi osobiście nawet się podobało, zwłaszcza te pomarańczowe ryby ze zdjęcia. Ale było to takie MECH, dla dzieciaków po długim spacerze była to fajna sprawa. Jednak jakbym mogła znowu zdecydować wolałaby, ten czas spędzić inaczej. Cennik

Zastanawialiśmy się także nad Myszogrodem, ale ostatecznie tam nie dotarliśmy więc nie jestem w stanie wam powiedzieć czy jest to ciekawe miejsce.

I to wszystko co zwiedziliśmy wydawać by się mogło, że jest tego mało, ale uwierzcie mi te trzy dni były naprawdę intensywne, a w niedziele wyjechaliśmy po 14 plan był, aby spędzić czas na Krupówkach do 16, ale dzieci czuły się już zbyt zmęczone i stwierdziliśmy, że nie ma sensu i lepiej po prostu wrócić do domu :)

Chciałbym wam opowiedzieć jeszcze o domku w którym mieszkaliśmy i o pobliskiej karczmie, ale to może w następnym poście :)

środa, 31 lipca 2019

Milion nowych chwil- Katherine Center











Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Kategoria:Literatura obyczajowa
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 17. 07.2019 r.




Margaret Jacobsen ma przed sobą świetlaną przyszłość. Niedawno skończyła studia i tegoż wieczora miała świętować z ukochanym dobrze przebiegającą rozmowę kwalifikacyjną. Dodatkowo przeczuwała, że Chip chce się jej oświadczyć. To wszystko zrujnował wypadek... Od tej chwili Margaret uczy się jak żyć na nowo przy okazji odkrywając tajemnice rodzinne.

"Jeżeli zamierzasz w tym roku przeczytać tylko jedną książkę wybierz Milion nowych chwil..." Jest to opinia autorki Niny George umieszczona z tyłu książki. Z ręką na sercu przyznaje jej racje. Milion nowych chwil powiedzieć, ze mnie zachwyciło to za mało. Nie jestem nawet wstanie napisać tej recenzji. Zanim sięgnęłam po tą powieść miałam zastój w czytaniu, ona sprawiła że szukałam choć krótkiej chwilki na czytanie. Wciąga bez reszty to jest pewne. Na samym początku akcja toczy się bardzo szybko, udana rozmowa o pracę, randka, lot samolotem, wypadek, szpital. To jest początek książki. Główna bohaterka zostaje sparaliżowana, przez dużą część książki spędzamy w szpitalu. Czytanie o osobie, która przez większość czasu leży na łóżku może zdawać się nudne, ale niech was to nie zmyli. Chociaż akcja trochę się spowalnia i dzieje się głównie w jednym budynku  to zawsze coś się dzieje, co nie pozwala nam oderwać się od książki. Katherine Center ma niebywale lekkie pióro.  Stworzyła bohaterów, których widzimy, czujemy, stajemy się nimi. Margaret to bardzo silna kobieta od której zawsze oczekiwano bycia najlepszą i taką też była nigdy się nie poddawała. Tak też i w sytuacji w której się znalazła starała się być nie pokonana. Jak się możecie domyślać nie zawsze jej to wychodziło. Ta książka pokazuje jak kruche jest nasze życie w jednej sekundzie możemy stracić niemal wszystko co mieliśmy, ale jednocześnie odkrywamy o wiele ważniejsze rzeczy.

Pojawia nam się pewien trójkąt miłosny, ale nie bójcie się nasza bohaterka nie z tych, które nie mogą się zdecydować. Oprócz Margaret mamy Chipa jej chłopaka, który załamuje się po wypadku i choć jemu nic się nie stało to ogarnia go poczucie winy, które z dnia na dzień go zmieniło. Z porządnego, silnego mężczyzny stał się zagubionym chłopcem. Jeżeli jest trójkąt to trzeba przedstawić mężczyznę numer dwa. Ian, Ian, Ian, fizjoterapeuta naszej bohaterki podobno najgorszy na oddziale, bez energii, milczący, a chwilami burkliwy. Pachnący piernikiem, serio czułam jego zapach czytając książkę. Dlatego zapachu warto ją przeczytać :) To nie jedyni ważni bohaterzy mamy także rodziców i siostrę Margaret. Każdy z tych bohaterów jest na swój sposób wyjątkowy i charakterystyczny. Kitty siostra naszej bohaterki ma buntowniczą, ale przyjazną duszę, za to matka jest bardzo poukładana, ojciec był  hmm? bardzo rodzinny, niekonfliktowy. Można by powiedzieć trzymający tą rodzinę w kupie. Dzieje się tu wiele, mamy rodzinne tajemnice, konflikty, tragedie, przemiany. I tak to ostatnie zdecydowanie charakteryzuje książkę bo nie tylko nasza główna bohaterka ją przechodzi, ale także i inni bohaterzy.

Książka pomaga przetrwać ciężka chwile, pokazuje siłę determinacji, siłę miłości, walki o własne życie, pogodzenie się z sytuacją, ale i przekucie ją w sukces. Uczy jak żyć od nowa. Pokazuje, że  nasze tragedie prowadzą do dobra.

Są momenty  można by powiedzieć tragikomiczne przy których zaszkli się oko i pojawi uśmiech na twarzy. Wydaje mi si,ę że nie jest ona przede wszystkim przewidywalna Chociaż niektórych rzeczy czytając można się domyśleć ale znów innymi potrafi autorka nieźle zaskoczyć zrobiła tutaj wielką robotę fabuła została doskonale rozbudowana wszystko gdzieś tam się ze sobą łączy i ożywa z każdą kolejną stroną.
Milion nowych chwil jest książką, którą warto przeczytać jest lekka, a jednocześnie opowiada o bardzo trudnych sprawach jakim jest choćby inwalidztwo. Daje wiarę na inne życie...

poniedziałek, 29 lipca 2019

O czasie, życiu, realizaji i drugim człowieku

Czas to coś co straciliśmy, mamy i będziemy mieć. Nie wiemy ile go mamy, jak długo i kiedy zostanie nam odebrany. Ciągle zostajemy obsypywani hasłami o tym jak nie tracić czasu tylko działać. Gdzie kolwiek  nie spojrzymy, tam mówi nam się, abyśmy ruszyli nasze cztery litery i zaczęli się spełniać. Dlatego też zatracamy się we własnych światach biegnąc do celu zapominając o drugim człowieku. Brakuje nam czasu na zwykłą pogawędkę. Biegniemy ile sił i czasami udaje się dobiec do celu. Tylko wtedy  zadajemy sobie pytanie Czy było warto? Czy wszystko co poświęciliśmy było warte celu który osiągnęliśmy? Czasem zdarza się, że straty są zbyt wielkie zwłaszcza jeżeli dotyczą ludzi. Ale wtedy jest już za późno. Musimy przestać biec, zwolnić obroty, przystanąć. Zastanowić, zaśmiać, odpuścić. Zamiast biec pędem życia ściągnij buty i przejdź się po trawie pokrytą rosą, zatop się w cieple promienistego słońca, doceń ciepło rozgrzanego piasku. Gdy tylko to zrobisz zapytaj siebie czy warto jest nadal biec. Bo czasami szkoda czasu na cel, który przestał być dla nas ważny. Swego czasu  miałam za cel przeczytanie pięćdziesięciu książek rocznie. Chyba każdy w świecie książkowym słyszał o tym, jak go nazwać, challengu ? Chciałam należeć do tej grupy ludzi, którzy potrafią przeczytać ponad cztery książki w miesiącu. Szczerze mówiąc nie udało mi się. Nie jestem wstanie tyle czytać i jednocześnie realizować inne pasję. Ale w tamtym czasie tak się w to wkręciłam, ze czytałam w każdej wolnej chwili usłyszałam wtedy jedno hasło Ty już w ksiązkoholizm popadasz. Nie było, aż tak źle, ale to mnie ocuciło. Rzeczywiście traciłam swój cenny czas na realizacje swojego celu, który w porównaniu z mile spędzonym czasem z mężem tracił swój sens. Porzuciłam więc  swój cel zamieniając gdzieś po drodze na inny. Nie jestem bezbłędna i czasem się gubię w życiu. Ale staram się zatrzymywać i doceniać czas, który mam. Nieraz zadarza mi się narzekać na brak czasu tylko, że w rzeczywistości go mam. Teraz i w tej chwili właśnie na to co muszę zrobić i powinnam wykorzystać go maksymalnie, ale chęć spędzenia go inaczej rozprasza mnie. Później żałujemy, że nie doceniliśmy czasu, który był nam dany i straciliśmy go na mrzonki o czymś innym. A tak naprawdę przecież na wszystko przyjdzie czas. Jestem osobą, która narzeka, nie chcę tego robić, ale w gruncie rzeczy musze przyznać, że jest to moją wadą. Czasem powodem do narzekania staje się właśnie owy brak czasu. W dniu dzisiejszym, mając dwadzieścia siedem lat chce zaufać życiu. Realizować się, ale zobaczyć też co mi przyniesie samo, bez niepotrzebnej spiny, bez stresu, bo przecież nikt nie będzie pamiętał o tym wszystkim za sto lat. Więc dlaczego nie żyć tak, aby każdy dzień przynosił uśmiech? O własnym życiu mogę powiedzieć tyle, że życie chwila teraźniejszą się sprawdza. Myśląc o mojej przeszłości doszłam do stwierdzenia, że właśnie tak cały czas zyłam to co mi życie przynosiło tym się cieszyłam. Nie jest tak, że niczego nie żałuje i wątpię żeby był człowiek na ziem, który niczego nie żałuje. JA żałuje swoje nieśmiałości i niewykorzystanych wielu szans, doświadczeń, przygód. Ale tego czasu już nie odzyskam, straciłam go bezpowrotnie. Pamiętam, że jako nastolatka czułam ten stracony czas, co zniechęcało mnie do dalszych działań.W mojej głowie pojawiło się zdanie Jestem już za stara, aby zacząć coś nowego... Teraz jako dorosła kobieta stwierdzam, ze byłam wtedy głupia. Warto jest próbować, nie zapomnijcie o tym. Pamiętajcie też, ze w życiu nie liczy się tylko realizacja celów, ale też i drugi człowiek. Zauważyła, że teraz nikt nie ma czasu. Każdy zajęty swoim życiem. Rozmowy, spotkania, przekładane sa na kiedyś, ale czy to kiedyś nadejdzie. Przypomniała mi się dzień śmierci mojego dziadka. Tak bardzo pasuje do tematu braku czasu. Mój dziadek robił kosze, musicie wiedzieć, ze ja też coś tam dłubałam. Owego dnia tak jak zawsze mogłam od rana pójść i coś tam zapleść z dziadkiem, ale przełożyłam to na później zajmując się najpierw nauką, której już nie pamiętam ( była to chemia kosmetyczna ble)  Niestety to później nie nadeszło... Moja kuzynka powiedziała, że miei przyjechać rano, ale jakoś tak im to zeszło, że nie przyjechali. Będąc u sąsiadki pożyczyć krzesła usłyszałam od niej, że miała podejść do nas zapytać się dziadka o jakieś lekarstwami przy okazji pogawędzić , ale też przekładała to w nieskończoność, Pamiętam, ze ten dzień właśnie był wypełniony takimi historiami miałem zadzwonić, przyjść, przyjechać.... Właśnie miałem... A dlaczego tego nie zrobiłem? Dlaczego  ie poszłam w tym dniu robuc tych koszy jak zwykle co rano?
Drugi człowiek. On jest w życiu najważniejszy

środa, 10 lipca 2019

Historia Anioła...

Opowiem wam historię aniola, który nie wie, że jest aniołem. Spotkałam go, gdy kierowałam się w kierunku dna, nieskończonej ciemności. Wydawało mi się, że pojawił się nagle jak grom z jasnego nieba, ale tak nie było. Już od kilku miesięcy czaił się szepcząc niepostrzeżenie
 -Przyjdę do ciebie... Nie martw się ... Wytrzymaj jeszcze troszkę... -Przyszedł, wziął mnie za rękę i powiedział -Aniele. 
Spojrzałam na niego zdziwiona, a z moich ust wyleciały krótkie dwa słowa pełne zdziwienia
 -Kto ja?...-Przecież ja nie jestem aniołem... Ja jestem... No właśnie kim ja jestem... ( Nikim?) Nie powiedziałam mu tego,  a on i tak wiedział co myślę ścisnął mocno moją dłoń i powiedział
 -Zaufaj mi, a wszystko będzie dobrze... -Zaufałam. Ufam po dziś dzień. Zamienił smutek w radość, cierpienie w szczęście,  ciemność w jasność... A on nadal nie wie, że jest aniołem. Moim aniołem...

poniedziałek, 8 lipca 2019

Podsumowanie: Maj, Czerwiec

Skończyła się wiosna, zaczęło się lato od ciekawostek z mojego życia minęły dwa miesiące. Tą serie zawsze nazywałam podsumowaniem miesięcy, ale jakoś ta nazwa  przestała mi pasować, próbuje wymyśleć coś innego, ale na razie nic mi nie przychodzi do głowy, także chwilowo pozostanie ten tytuł. W maju chyba nic takiego się nie działo za to czerwiec oponował w serie wrażeń.


 Piąte urodziny Szymonka. MASAKRA to już pięć lat... A ja mam wrażenie jakbym wczoraj trzymała go na rękach ucząc się nowej roli życia. Nie mogę taki malutki był ( tu pokazuje kciuk zbliżony do palca wskazującego) A teraz tylko dyskutuje i wszystko wie lepiej :) Jak to dziecko... Ale wspomniałam o pełni wrażeń no to słuchajcie. Zaraz po urodzinach przeżyliśmy wraz z Szymkiem nowe doświadczenia jakim było zakończenie roku przedszkolnego. Aż się łezka w oku kręci. Mój synek od września będzie należał do starszaków ( Dobra no już nie rozczulam się nad jego wiekiem) Na akademii dowiedziałam się od synka, że on także chciałby występować był to drugi raz jak się upominał o wierszyk. W takim razie będę musiała porozmawiać z nasza przedszkolanką, a niech bierze udział w akademiach, konkursach recytatorskich jeśli tylko tego chce :) Oczywiście nie będę go do niczego zmuszać jakby mu się odwidziało, ale mam zamiar go wspierać i gdy tylko we wrześniu nadal będzie twierdził, że chce mówić na scenie wierszyki na pewno mu w tym pomogę :) A teraz coś co zszokowało wszystkich domowników pewnie nie wiecie, ale mieszkam na jednym podwórku z moją mamą. No i ona jest bohaterką tej nowości. Otóż okazało się, że mama wyjeżdża na kilka miesięcy zagranice to była szybko podjęta decyzja i szok dla całej rodziny  bo miała wyjechać jeszcze w czerwcu i tak też zrobiła. Zostaliśmy "sami" yyy to znaczy są dzieci mąż i jeszcze jedna babcia- prababcia. Więc tak znów sami to nie jesteśmy, ale jednak jest inaczej. Chociaż powoli przyzwyczajamy sie do nowej rzeczywistości.


 Atrakcje czerwca się na tym nie kończą bowiem postawiliśmy nowy płot. Ubolewam nad tym, że nie udało i się wam zrobić zdjęcia z przed. Widzielibyście wtedy różnice, że ho ho. Ale możecie przyglądnąć się jeszcze istniejącej bramie... No to w takim stylu był płot tyle, ze jeszcze przechylony trochę bo pękły jego fundamenty czy coś.


Teraz mogę przejść do książek yeah. W czerwcu odkryłam moją nową ulubioną polską autorkę, a jest nią Anna H. Niemczynow.recenzje jednej z je książek mogliście już przeczytać w poprzednim poście. Nie dawno przeczytałam też dziewczynę z warkoczykami i jestem w tej książce zakochana. Mega dawka pozytywnych emocji. Jak mi się uda to niebawem pojawi się jej recenzja (Mam nadzieje, ze nie zginie mi ona w tłumie rzeczy do zrobienia)
Jakby kogoś to interesowało to dodam jeszcze, ze w maju zamówiłam sobie kosmetyki z Rosie, aby je sprawdzić i na razie zapowiadają się świetnie i chyba zostaną ze mną na dłużej :)

A na koniec pochwalę się wam tak pochwalę bo w zasadzie to taki trochę chwalący post, że oczekujemy w lipcu po raz pierwszy od naszej podróży poślubnej wyjazdu na weekend do zakopanego. Nie mogę się już doczekać. Jedziemy wraz z dziećmi więc będę wdzięczna za jakieś informacje o atrakcjach dla dzieci. Wiem jużo istniejącym tam Myszogrodzie i największym akwarium na pewno się tam wybierzemy. Zastanawialiśmy się też nad aquparkiem, ale ostatecznie chyba sobie go odpuścimy. Będę wdzięczna też za jakiekolwiek porady odnośnie poruszania się po Zakopanym, propozycje  fajnych i tanich miejscówek do najedzenia się i wszystko co wam tam przyjdzie do głowy :) Acha jestem też bardzo ciekawa miejsc ważnych dla historii, więc jeżeli takie znacie w Zakopanym czekam tam na dole w komentarzach :)
No tak to ten no... Pochwaliłam się wyjazdem, którego się niesamowicie obawiam bo to pierwszy wyjazd z dziećmi na dłużej niż jeden dzień. Mam jednak nadzieje, że nazbieramy tam więcej pozytywnych wspomnień :) Ja się już dłużej chwalić nie będę i idę kończyć tego posta, a was zapraszam do komentarzy :)