środa, 31 lipca 2019
Milion nowych chwil- Katherine Center
Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Kategoria:Literatura obyczajowa
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 17. 07.2019 r.
Margaret Jacobsen ma przed sobą świetlaną przyszłość. Niedawno skończyła studia i tegoż wieczora miała świętować z ukochanym dobrze przebiegającą rozmowę kwalifikacyjną. Dodatkowo przeczuwała, że Chip chce się jej oświadczyć. To wszystko zrujnował wypadek... Od tej chwili Margaret uczy się jak żyć na nowo przy okazji odkrywając tajemnice rodzinne.
"Jeżeli zamierzasz w tym roku przeczytać tylko jedną książkę wybierz Milion nowych chwil..." Jest to opinia autorki Niny George umieszczona z tyłu książki. Z ręką na sercu przyznaje jej racje. Milion nowych chwil powiedzieć, ze mnie zachwyciło to za mało. Nie jestem nawet wstanie napisać tej recenzji. Zanim sięgnęłam po tą powieść miałam zastój w czytaniu, ona sprawiła że szukałam choć krótkiej chwilki na czytanie. Wciąga bez reszty to jest pewne. Na samym początku akcja toczy się bardzo szybko, udana rozmowa o pracę, randka, lot samolotem, wypadek, szpital. To jest początek książki. Główna bohaterka zostaje sparaliżowana, przez dużą część książki spędzamy w szpitalu. Czytanie o osobie, która przez większość czasu leży na łóżku może zdawać się nudne, ale niech was to nie zmyli. Chociaż akcja trochę się spowalnia i dzieje się głównie w jednym budynku to zawsze coś się dzieje, co nie pozwala nam oderwać się od książki. Katherine Center ma niebywale lekkie pióro. Stworzyła bohaterów, których widzimy, czujemy, stajemy się nimi. Margaret to bardzo silna kobieta od której zawsze oczekiwano bycia najlepszą i taką też była nigdy się nie poddawała. Tak też i w sytuacji w której się znalazła starała się być nie pokonana. Jak się możecie domyślać nie zawsze jej to wychodziło. Ta książka pokazuje jak kruche jest nasze życie w jednej sekundzie możemy stracić niemal wszystko co mieliśmy, ale jednocześnie odkrywamy o wiele ważniejsze rzeczy.
Pojawia nam się pewien trójkąt miłosny, ale nie bójcie się nasza bohaterka nie z tych, które nie mogą się zdecydować. Oprócz Margaret mamy Chipa jej chłopaka, który załamuje się po wypadku i choć jemu nic się nie stało to ogarnia go poczucie winy, które z dnia na dzień go zmieniło. Z porządnego, silnego mężczyzny stał się zagubionym chłopcem. Jeżeli jest trójkąt to trzeba przedstawić mężczyznę numer dwa. Ian, Ian, Ian, fizjoterapeuta naszej bohaterki podobno najgorszy na oddziale, bez energii, milczący, a chwilami burkliwy. Pachnący piernikiem, serio czułam jego zapach czytając książkę. Dlatego zapachu warto ją przeczytać :) To nie jedyni ważni bohaterzy mamy także rodziców i siostrę Margaret. Każdy z tych bohaterów jest na swój sposób wyjątkowy i charakterystyczny. Kitty siostra naszej bohaterki ma buntowniczą, ale przyjazną duszę, za to matka jest bardzo poukładana, ojciec był hmm? bardzo rodzinny, niekonfliktowy. Można by powiedzieć trzymający tą rodzinę w kupie. Dzieje się tu wiele, mamy rodzinne tajemnice, konflikty, tragedie, przemiany. I tak to ostatnie zdecydowanie charakteryzuje książkę bo nie tylko nasza główna bohaterka ją przechodzi, ale także i inni bohaterzy.
Książka pomaga przetrwać ciężka chwile, pokazuje siłę determinacji, siłę miłości, walki o własne życie, pogodzenie się z sytuacją, ale i przekucie ją w sukces. Uczy jak żyć od nowa. Pokazuje, że nasze tragedie prowadzą do dobra.
Są momenty można by powiedzieć tragikomiczne przy których zaszkli się oko i pojawi uśmiech na twarzy. Wydaje mi si,ę że nie jest ona przede wszystkim przewidywalna Chociaż niektórych rzeczy czytając można się domyśleć ale znów innymi potrafi autorka nieźle zaskoczyć zrobiła tutaj wielką robotę fabuła została doskonale rozbudowana wszystko gdzieś tam się ze sobą łączy i ożywa z każdą kolejną stroną.
Milion nowych chwil jest książką, którą warto przeczytać jest lekka, a jednocześnie opowiada o bardzo trudnych sprawach jakim jest choćby inwalidztwo. Daje wiarę na inne życie...
poniedziałek, 29 lipca 2019
O czasie, życiu, realizaji i drugim człowieku
Czas to coś co straciliśmy, mamy i będziemy mieć. Nie wiemy ile go mamy, jak długo i kiedy zostanie nam odebrany. Ciągle zostajemy obsypywani hasłami o tym jak nie tracić czasu tylko działać. Gdzie kolwiek nie spojrzymy, tam mówi nam się, abyśmy ruszyli nasze cztery litery i zaczęli się spełniać. Dlatego też zatracamy się we własnych światach biegnąc do celu zapominając o drugim człowieku. Brakuje nam czasu na zwykłą pogawędkę. Biegniemy ile sił i czasami udaje się dobiec do celu. Tylko wtedy zadajemy sobie pytanie Czy było warto? Czy wszystko co poświęciliśmy było warte celu który osiągnęliśmy? Czasem zdarza się, że straty są zbyt wielkie zwłaszcza jeżeli dotyczą ludzi. Ale wtedy jest już za późno. Musimy przestać biec, zwolnić obroty, przystanąć. Zastanowić, zaśmiać, odpuścić. Zamiast biec pędem życia ściągnij buty i przejdź się po trawie pokrytą rosą, zatop się w cieple promienistego słońca, doceń ciepło rozgrzanego piasku. Gdy tylko to zrobisz zapytaj siebie czy warto jest nadal biec. Bo czasami szkoda czasu na cel, który przestał być dla nas ważny. Swego czasu miałam za cel przeczytanie pięćdziesięciu książek rocznie. Chyba każdy w świecie książkowym słyszał o tym, jak go nazwać, challengu ? Chciałam należeć do tej grupy ludzi, którzy potrafią przeczytać ponad cztery książki w miesiącu. Szczerze mówiąc nie udało mi się. Nie jestem wstanie tyle czytać i jednocześnie realizować inne pasję. Ale w tamtym czasie tak się w to wkręciłam, ze czytałam w każdej wolnej chwili usłyszałam wtedy jedno hasło Ty już w ksiązkoholizm popadasz. Nie było, aż tak źle, ale to mnie ocuciło. Rzeczywiście traciłam swój cenny czas na realizacje swojego celu, który w porównaniu z mile spędzonym czasem z mężem tracił swój sens. Porzuciłam więc swój cel zamieniając gdzieś po drodze na inny. Nie jestem bezbłędna i czasem się gubię w życiu. Ale staram się zatrzymywać i doceniać czas, który mam. Nieraz zadarza mi się narzekać na brak czasu tylko, że w rzeczywistości go mam. Teraz i w tej chwili właśnie na to co muszę zrobić i powinnam wykorzystać go maksymalnie, ale chęć spędzenia go inaczej rozprasza mnie. Później żałujemy, że nie doceniliśmy czasu, który był nam dany i straciliśmy go na mrzonki o czymś innym. A tak naprawdę przecież na wszystko przyjdzie czas. Jestem osobą, która narzeka, nie chcę tego robić, ale w gruncie rzeczy musze przyznać, że jest to moją wadą. Czasem powodem do narzekania staje się właśnie owy brak czasu. W dniu dzisiejszym, mając dwadzieścia siedem lat chce zaufać życiu. Realizować się, ale zobaczyć też co mi przyniesie samo, bez niepotrzebnej spiny, bez stresu, bo przecież nikt nie będzie pamiętał o tym wszystkim za sto lat. Więc dlaczego nie żyć tak, aby każdy dzień przynosił uśmiech? O własnym życiu mogę powiedzieć tyle, że życie chwila teraźniejszą się sprawdza. Myśląc o mojej przeszłości doszłam do stwierdzenia, że właśnie tak cały czas zyłam to co mi życie przynosiło tym się cieszyłam. Nie jest tak, że niczego nie żałuje i wątpię żeby był człowiek na ziem, który niczego nie żałuje. JA żałuje swoje nieśmiałości i niewykorzystanych wielu szans, doświadczeń, przygód. Ale tego czasu już nie odzyskam, straciłam go bezpowrotnie. Pamiętam, że jako nastolatka czułam ten stracony czas, co zniechęcało mnie do dalszych działań.W mojej głowie pojawiło się zdanie Jestem już za stara, aby zacząć coś nowego... Teraz jako dorosła kobieta stwierdzam, ze byłam wtedy głupia. Warto jest próbować, nie zapomnijcie o tym. Pamiętajcie też, ze w życiu nie liczy się tylko realizacja celów, ale też i drugi człowiek. Zauważyła, że teraz nikt nie ma czasu. Każdy zajęty swoim życiem. Rozmowy, spotkania, przekładane sa na kiedyś, ale czy to kiedyś nadejdzie. Przypomniała mi się dzień śmierci mojego dziadka. Tak bardzo pasuje do tematu braku czasu. Mój dziadek robił kosze, musicie wiedzieć, ze ja też coś tam dłubałam. Owego dnia tak jak zawsze mogłam od rana pójść i coś tam zapleść z dziadkiem, ale przełożyłam to na później zajmując się najpierw nauką, której już nie pamiętam ( była to chemia kosmetyczna ble) Niestety to później nie nadeszło... Moja kuzynka powiedziała, że miei przyjechać rano, ale jakoś tak im to zeszło, że nie przyjechali. Będąc u sąsiadki pożyczyć krzesła usłyszałam od niej, że miała podejść do nas zapytać się dziadka o jakieś lekarstwami przy okazji pogawędzić , ale też przekładała to w nieskończoność, Pamiętam, ze ten dzień właśnie był wypełniony takimi historiami miałem zadzwonić, przyjść, przyjechać.... Właśnie miałem... A dlaczego tego nie zrobiłem? Dlaczego ie poszłam w tym dniu robuc tych koszy jak zwykle co rano?
Drugi człowiek. On jest w życiu najważniejszy
Drugi człowiek. On jest w życiu najważniejszy
środa, 10 lipca 2019
Historia Anioła...
Opowiem wam historię aniola, który nie wie, że jest aniołem. Spotkałam go, gdy kierowałam się w kierunku dna, nieskończonej ciemności. Wydawało mi się, że pojawił się nagle jak grom z jasnego nieba, ale tak nie było. Już od kilku miesięcy czaił się szepcząc niepostrzeżenie
-Przyjdę do ciebie... Nie martw się ... Wytrzymaj jeszcze troszkę... -Przyszedł, wziął mnie za rękę i powiedział -Aniele.
Spojrzałam na niego zdziwiona, a z moich ust wyleciały krótkie dwa słowa pełne zdziwienia
-Kto ja?...-Przecież ja nie jestem aniołem... Ja jestem... No właśnie kim ja jestem... ( Nikim?) Nie powiedziałam mu tego, a on i tak wiedział co myślę ścisnął mocno moją dłoń i powiedział
-Zaufaj mi, a wszystko będzie dobrze... -Zaufałam. Ufam po dziś dzień. Zamienił smutek w radość, cierpienie w szczęście, ciemność w jasność... A on nadal nie wie, że jest aniołem. Moim aniołem...
-Przyjdę do ciebie... Nie martw się ... Wytrzymaj jeszcze troszkę... -Przyszedł, wziął mnie za rękę i powiedział -Aniele.
Spojrzałam na niego zdziwiona, a z moich ust wyleciały krótkie dwa słowa pełne zdziwienia
-Kto ja?...-Przecież ja nie jestem aniołem... Ja jestem... No właśnie kim ja jestem... ( Nikim?) Nie powiedziałam mu tego, a on i tak wiedział co myślę ścisnął mocno moją dłoń i powiedział
-Zaufaj mi, a wszystko będzie dobrze... -Zaufałam. Ufam po dziś dzień. Zamienił smutek w radość, cierpienie w szczęście, ciemność w jasność... A on nadal nie wie, że jest aniołem. Moim aniołem...
poniedziałek, 8 lipca 2019
Podsumowanie: Maj, Czerwiec
Skończyła się wiosna, zaczęło się lato od ciekawostek z mojego życia minęły dwa miesiące. Tą serie zawsze nazywałam podsumowaniem miesięcy, ale jakoś ta nazwa przestała mi pasować, próbuje wymyśleć coś innego, ale na razie nic mi nie przychodzi do głowy, także chwilowo pozostanie ten tytuł. W maju chyba nic takiego się nie działo za to czerwiec oponował w serie wrażeń.
Piąte urodziny Szymonka. MASAKRA to już pięć lat... A ja mam wrażenie jakbym wczoraj trzymała go na rękach ucząc się nowej roli życia. Nie mogę taki malutki był ( tu pokazuje kciuk zbliżony do palca wskazującego) A teraz tylko dyskutuje i wszystko wie lepiej :) Jak to dziecko... Ale wspomniałam o pełni wrażeń no to słuchajcie. Zaraz po urodzinach przeżyliśmy wraz z Szymkiem nowe doświadczenia jakim było zakończenie roku przedszkolnego. Aż się łezka w oku kręci. Mój synek od września będzie należał do starszaków ( Dobra no już nie rozczulam się nad jego wiekiem) Na akademii dowiedziałam się od synka, że on także chciałby występować był to drugi raz jak się upominał o wierszyk. W takim razie będę musiała porozmawiać z nasza przedszkolanką, a niech bierze udział w akademiach, konkursach recytatorskich jeśli tylko tego chce :) Oczywiście nie będę go do niczego zmuszać jakby mu się odwidziało, ale mam zamiar go wspierać i gdy tylko we wrześniu nadal będzie twierdził, że chce mówić na scenie wierszyki na pewno mu w tym pomogę :) A teraz coś co zszokowało wszystkich domowników pewnie nie wiecie, ale mieszkam na jednym podwórku z moją mamą. No i ona jest bohaterką tej nowości. Otóż okazało się, że mama wyjeżdża na kilka miesięcy zagranice to była szybko podjęta decyzja i szok dla całej rodziny bo miała wyjechać jeszcze w czerwcu i tak też zrobiła. Zostaliśmy "sami" yyy to znaczy są dzieci mąż i jeszcze jedna babcia- prababcia. Więc tak znów sami to nie jesteśmy, ale jednak jest inaczej. Chociaż powoli przyzwyczajamy sie do nowej rzeczywistości.
Atrakcje czerwca się na tym nie kończą bowiem postawiliśmy nowy płot. Ubolewam nad tym, że nie udało i się wam zrobić zdjęcia z przed. Widzielibyście wtedy różnice, że ho ho. Ale możecie przyglądnąć się jeszcze istniejącej bramie... No to w takim stylu był płot tyle, ze jeszcze przechylony trochę bo pękły jego fundamenty czy coś.
Teraz mogę przejść do książek yeah. W czerwcu odkryłam moją nową ulubioną polską autorkę, a jest nią Anna H. Niemczynow.recenzje jednej z je książek mogliście już przeczytać w poprzednim poście. Nie dawno przeczytałam też dziewczynę z warkoczykami i jestem w tej książce zakochana. Mega dawka pozytywnych emocji. Jak mi się uda to niebawem pojawi się jej recenzja (Mam nadzieje, ze nie zginie mi ona w tłumie rzeczy do zrobienia)
Jakby kogoś to interesowało to dodam jeszcze, ze w maju zamówiłam sobie kosmetyki z Rosie, aby je sprawdzić i na razie zapowiadają się świetnie i chyba zostaną ze mną na dłużej :)
A na koniec pochwalę się wam tak pochwalę bo w zasadzie to taki trochę chwalący post, że oczekujemy w lipcu po raz pierwszy od naszej podróży poślubnej wyjazdu na weekend do zakopanego. Nie mogę się już doczekać. Jedziemy wraz z dziećmi więc będę wdzięczna za jakieś informacje o atrakcjach dla dzieci. Wiem jużo istniejącym tam Myszogrodzie i największym akwarium na pewno się tam wybierzemy. Zastanawialiśmy się też nad aquparkiem, ale ostatecznie chyba sobie go odpuścimy. Będę wdzięczna też za jakiekolwiek porady odnośnie poruszania się po Zakopanym, propozycje fajnych i tanich miejscówek do najedzenia się i wszystko co wam tam przyjdzie do głowy :) Acha jestem też bardzo ciekawa miejsc ważnych dla historii, więc jeżeli takie znacie w Zakopanym czekam tam na dole w komentarzach :)
No tak to ten no... Pochwaliłam się wyjazdem, którego się niesamowicie obawiam bo to pierwszy wyjazd z dziećmi na dłużej niż jeden dzień. Mam jednak nadzieje, że nazbieramy tam więcej pozytywnych wspomnień :) Ja się już dłużej chwalić nie będę i idę kończyć tego posta, a was zapraszam do komentarzy :)
Piąte urodziny Szymonka. MASAKRA to już pięć lat... A ja mam wrażenie jakbym wczoraj trzymała go na rękach ucząc się nowej roli życia. Nie mogę taki malutki był ( tu pokazuje kciuk zbliżony do palca wskazującego) A teraz tylko dyskutuje i wszystko wie lepiej :) Jak to dziecko... Ale wspomniałam o pełni wrażeń no to słuchajcie. Zaraz po urodzinach przeżyliśmy wraz z Szymkiem nowe doświadczenia jakim było zakończenie roku przedszkolnego. Aż się łezka w oku kręci. Mój synek od września będzie należał do starszaków ( Dobra no już nie rozczulam się nad jego wiekiem) Na akademii dowiedziałam się od synka, że on także chciałby występować był to drugi raz jak się upominał o wierszyk. W takim razie będę musiała porozmawiać z nasza przedszkolanką, a niech bierze udział w akademiach, konkursach recytatorskich jeśli tylko tego chce :) Oczywiście nie będę go do niczego zmuszać jakby mu się odwidziało, ale mam zamiar go wspierać i gdy tylko we wrześniu nadal będzie twierdził, że chce mówić na scenie wierszyki na pewno mu w tym pomogę :) A teraz coś co zszokowało wszystkich domowników pewnie nie wiecie, ale mieszkam na jednym podwórku z moją mamą. No i ona jest bohaterką tej nowości. Otóż okazało się, że mama wyjeżdża na kilka miesięcy zagranice to była szybko podjęta decyzja i szok dla całej rodziny bo miała wyjechać jeszcze w czerwcu i tak też zrobiła. Zostaliśmy "sami" yyy to znaczy są dzieci mąż i jeszcze jedna babcia- prababcia. Więc tak znów sami to nie jesteśmy, ale jednak jest inaczej. Chociaż powoli przyzwyczajamy sie do nowej rzeczywistości.
Atrakcje czerwca się na tym nie kończą bowiem postawiliśmy nowy płot. Ubolewam nad tym, że nie udało i się wam zrobić zdjęcia z przed. Widzielibyście wtedy różnice, że ho ho. Ale możecie przyglądnąć się jeszcze istniejącej bramie... No to w takim stylu był płot tyle, ze jeszcze przechylony trochę bo pękły jego fundamenty czy coś.
Teraz mogę przejść do książek yeah. W czerwcu odkryłam moją nową ulubioną polską autorkę, a jest nią Anna H. Niemczynow.recenzje jednej z je książek mogliście już przeczytać w poprzednim poście. Nie dawno przeczytałam też dziewczynę z warkoczykami i jestem w tej książce zakochana. Mega dawka pozytywnych emocji. Jak mi się uda to niebawem pojawi się jej recenzja (Mam nadzieje, ze nie zginie mi ona w tłumie rzeczy do zrobienia)
Jakby kogoś to interesowało to dodam jeszcze, ze w maju zamówiłam sobie kosmetyki z Rosie, aby je sprawdzić i na razie zapowiadają się świetnie i chyba zostaną ze mną na dłużej :)
A na koniec pochwalę się wam tak pochwalę bo w zasadzie to taki trochę chwalący post, że oczekujemy w lipcu po raz pierwszy od naszej podróży poślubnej wyjazdu na weekend do zakopanego. Nie mogę się już doczekać. Jedziemy wraz z dziećmi więc będę wdzięczna za jakieś informacje o atrakcjach dla dzieci. Wiem jużo istniejącym tam Myszogrodzie i największym akwarium na pewno się tam wybierzemy. Zastanawialiśmy się też nad aquparkiem, ale ostatecznie chyba sobie go odpuścimy. Będę wdzięczna też za jakiekolwiek porady odnośnie poruszania się po Zakopanym, propozycje fajnych i tanich miejscówek do najedzenia się i wszystko co wam tam przyjdzie do głowy :) Acha jestem też bardzo ciekawa miejsc ważnych dla historii, więc jeżeli takie znacie w Zakopanym czekam tam na dole w komentarzach :)
No tak to ten no... Pochwaliłam się wyjazdem, którego się niesamowicie obawiam bo to pierwszy wyjazd z dziećmi na dłużej niż jeden dzień. Mam jednak nadzieje, że nazbieramy tam więcej pozytywnych wspomnień :) Ja się już dłużej chwalić nie będę i idę kończyć tego posta, a was zapraszam do komentarzy :)
środa, 26 czerwca 2019
Jej Portret- Anna H. Niemczynow
Tytuł: Jej portret
Autor: Anna H. Niemczynow
Kategoria: Literatura Obyczajowa
Liczba stron: 400
Wydawca: Filia
Data wydania: 30.01.2019
Maja to znana pisarka, która stanęła przed okropnym brakiem pomysłów na nową książkę. Zainspirować też nie miała się już czym. Miała kochającego męża i dzieci. Nic jej nie brakowało nawet finansowo. Mogli sobie z mężem pozwolić na wszystko co chcieli. Mieszkali w Niemczech od kilku dobrych lat tworząc zgraną rodzinę. Maja ponaglana przez wydawców chcąc zainspirować się czymś nowym wyjeżdża samotnie na kilka dni do Polski. Aby poczuć panujący w niej klimat, poobserwować ludzi, podsłuchać rozmowy. Jednocześnie robiąc sobie przerwę od ciągłym byciem idealna mamą. Będąc już w Polsce spotyka swoją największą miłość z przed lat...
Ciężko mi było wgryźć się w tą książkę nie dlatego, że była zła czy nudna tylko dlatego, że zdradzono mi wcześniej bardzo kluczowe sceny, zapewniono mnie także o happy endzie lub jego braku. Zapewne o wiele lepiej czytałoby mi się tą książkę mając po drodze niespodzianki o których dowiedziałam się wcześniej. Myślę, że nie oceniałabym tak naszej bohaterki jak miałam to zwyczaju od pierwszych stron książki. To co teraz piszę wcale nie znaczy, że książka nie jest najlepsza. Wręcz przeciwnie jest warta przeczytania i co więcej polecam ją z ręką na sercu. Jeżeli tylko wczytujesz się w obyczajówkach powinnaś/ powinieneś sięgnąć po tą powieść. Niemczynow wyciska z nas łzy jak uczeń z przemoczonej gąbki do tablicy wodę. Pokazuje nam jak człowiek potrafi się zmienić z dnia na dzień zatapiając się w swej przeszłości. Jeżeli mówię już o przemianach powinnam wspomnieć tu tez o przyjaciółce Mai, ale nie chcąc zdradzić zbyt wiele powiem tylko, że w niej, także nastąpiła wielka przemiana i podziwiałam ten zabieg literacki. Dwie przyjaciółki, które zbiegiem książki zmieniają swoje osobowości o sto osiemdziesiąt stopni.
Jej portret ukazuje także jaki mają wpływ na nas wydawałoby się mało znaczące drobiazgi. Spóźnianie się, nie dotrzymywanie małych obietnic, zapominanie o wielu sprawach. Są to rzeczy na które z reguły machniemy ręką, ale czasem jedna kropla przeleje kielich i nie będzie co zbierać. Nawet najbardziej bliscy sobie ludzie, najbardziej ze sobą zżyci, kochający się na zabój mogą przejść poważny kryzys. To nam mówi Niemczynow, która swoimi książkami rozwala system. Czytam jej druga powieść i jestem zauroczona, na pewno sięgnę "po więcej"
Nie bójcie się sięgać po polskie autorki my tu mamy same perełki. Jeżeli tylko wczytujecie się w obyczajówki nie pomińcie Anny Niemczynow.
środa, 19 czerwca 2019
Moja przygoda z książkami Nicholasa Sparksa
Nicholas Sparks jeden z poczytnych pisarzy książek obyczajowych. Ma wiele oddanych czytelników na świecie jak i w Polsce. Jego książki w pobliskiej bibliotece rozchodzą się jak świeże bułeczki. Dlatego też i ja postanowiłam poznać książki jego autorstwa. Swoją przygodę zaczęłam od książki Dla ciebie wszystko, ale najbardziej ciekawiła mnie Jesienna miłość. Miałam okazję wiele lat wcześniej oglądać adaptacje tej powieści po tytułem Szkoła uczuć. Jak na razie udało mi się poznać pięć historii napisanych przez Sparksa to niewiele w stosunku do ilości wydanych przez Nicholasa Sparksa książek. Ale dostecznie, aby poznać jego styl. Jego książki charakteryzują się przejściem między teraźniejszością, a przeszłością. Ksiązki zaczynają się od chwili obecnej następnie przechodzą do przeszłości i na koniec znowu wracają. Przynajmniej ten schemat zachowany jest we wszystkich pięciu książkach, która ja przeczytała. Niestety według mnie istnieje jeszcze jeden schemat opierający się na odczuciach czytelnika: ciekawi, nudzi, pojawia się wielkie wow i tak w każdej z tych piciu książek. Dlatego też mam mieszane uczucia stosunku do jego książek. Z jednej strony mnie zachwycają z drugiej... Czy warto przemęczyć się przez nudniejsza część książki dla tej niesamowicie, niejednokrotnie doprowadzającej do łez końcówce? Nie wiem. Ale wiem, ze nie żałowałam tego po przeczytaniu Pamiętnika. Ten opis staruszka próbującego dostać się do sali chorej na Alzhaimera kobiety po godzinach odwiedzin. A te jego myśli w stylu jestem młody szybki... załuje, ze nie mogę znaleźć tego fragmentu. A wiem, ze go gdzieś zapisywałam. Bardzo duże oczekiwania miałam w stosunku do Jesiennej miłości. Jako nastolatka pokochałam ekranizacje tej książki i przez wiele lat chciałam sięgnąć po tą powieść. A ona okazała się może nie gorsza, ale nudniejsza od filmu. Chociaż nie czesto się to zdarza. Różnice między książką, a filmem są bardzo znaczące w filmie główny bohater był popularnym buntownikiem, którego wszyscy lubili. A w książce jest on jednak zwykłym chłopakiem nie mającym celu w życiu. Sparks nie poszedł utartym schematem, gdzie popularny buntownik przechodzi przemianę przez dziewczynę którą nikt nie lubi. Stworzył dwójkę przeciętnych bohaterów i złączył ich losy. Jamie w książce była dziewczyną, którą uważano za dziwaczkę i paradoksalnie inni czuli się od niej gorsi. To że uważam książkę za nudniejszą od filmu nie oznacza, że była ona zła. Nadal uważam, że Sparks końcówką swoich książek rozwala system i w tej także to zrobił.
W Jesiennej miłości autor przede wszystkim ukazał obojętność. Obojętność jaką ludzie mają do innych osób i nie tylko w stosunku do Jamie, gdzie ograniczyli opinię o niej do dziwnej osoby, niechcący jej bliżej poznać ale także na wiele innych spraw. Choćby na potrzebę pomocy innym.
Dla ciebie wszystko była miłą książką i także końcówka była płaczliwa. Książki tego autora z reguły chyba są płaczliwe zwłaszcza przy końcowych scenach. Oto mamy dwoje zakochanych ludzi. Dziewczynę z dobrego domu i chłopaka z nizin społecznych. W latach młodzieńczych walczyli o swoją miłość, ale przez rodziców którzy byli przeciwko temu związkowi doszło do tragedii. Ona chciała go spierać. On ją zostawił. Bojąc się, że zniszczy jej życie. Po latach mieli szansę, aby chociaż na chwilę nacieszyć się miłością. Książka wywoływała emocje, gdzieś tam pojawiły się łzy, ale było tez i nudno. Znaczącą część książki trzeba było przenudzić, aby doświadczyć złamanego serca.
Gdzieś po drodze był też Wybór, który trochę przemęczyłam i choć cokolwiek kojarzę z tej książki to szczerze mówiąc nie mogę sobie przypomnieć zakończenia i nie jestem w stanie zbyt dużo o niej napisać. A w zasadzie to mało co pamiętam tylko tyle, że bohaterka wprowadziła się do nowego domu i nie za bardzo polubiła swojego sąsiada, który w rzeczywistości nie był taki zły jak jej się wydawało. Miała też chłopaka, który ją zaniedbywał. A sam sąsiad był weterynarzem i choć wiedział, ze ma chłopaka dość często ją do siebie zapraszał. Nie potrafię sobie przypomnieć jak potoczyły się ich losy. Ale mam wrażenie, że tą książkę po prostu wymęczyłam.
Ostatnia książką po jaką sięgnęłam do tej pory była Bezpieczna Przystań ta książka była ciekawa chociaż też mnie nie porwała. Nicholas Sparks poruszył w niej temat przemocy domowej. Główna bohaterka wprowadza się do nadmorskiego miasteczka oplątana jest tajemniczością. Nie zżywa się z mieszkańcami miasteczka do czasu, aż poznaje Alexa wdowca z dwójką małych dzieci. Książka nie powiem była ciekawa, ale ciągła mi się niemiłosiernie. Dopiero pod koniec akcja nabrała tempa i nie dała od siebie odejść.
Z tych pięciu książek najbardziej w pamięci pozostał mi Pamiętnik i to do niego mam największą słabość mimo że znacząca część książki mnie nudziła. Po prostu... Szczerze mówiąc pokochałam tego staruszka, który pomimo tak ciężkiej choroby jaką jest Alzhaimer odwiedzał swoją przyjaciółkę, opowiadając jej miłosną historię.
Pytanie czy sięgnę jeszcze po książki Nicholasa Sparksa?
Jak na razie zrobiłam sobie dłuższą przerwę od tego autora. Mam już wyrobione zdanie i na pewno nie sięgnę po wszystkie jego książki. Ale są tytuły, które mimo wszystko mnie interesują. A dokładniej są to dwie książki I wciąż ją kocham oraz Ostatnia Piosenka. No może jeszcze sięgnę po Szczęściarza. A reszta? Zobaczymy. Nie mówię nie, ale tez nie jestem już tak nastawiona na czytanie książek Sparksa jak na początku. A ty jakie masz relacje z Nicholasem Sparksem?
piątek, 7 czerwca 2019
Byłbym Zapomniał- Cezary Pazura
Tytuł: Byłbym Zapomniał...
Autor: Cezary Pazura
Kategoria: Autobiografia
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: editio
Data Wydania: 25.10.2017r.
Cezary Pazura któż go nie zna. Aktor głównie komediowy, kabareciarz, reżyser, prezenter, a także youtuber od 2015 roku. Ale o samym kanale może kiedy indziej. Dzisiaj będzie o książce Byłbym zapomniał Cezarego Pazury. Autobiografia, pamiętnik, spis wspomnień i anegdot z życia aktora.
Znajdziemy w niej zarówno zabawne jak i bardzo smutne i tragiczne historie. Czasami tez abstrakcyjne i niedorzeczne. Cóż takie czasy- PRLu. Książka, która zawiera dużą dawkę historii społeczeństwa w latach powojennych, z niej możemy dowiedzieć się jakie życie mieli nasi dziadkowie i rodzice. Jakie dzieciństwo... Czy beztroskie? Chwilami. Na pewno głodne. Życie Cezarego Pazury było pełne absurdów- Znaleźć się w Ameryce jeździć limuzyną, a nie mieć co do garnka włożyć. Tylko te 1000 dolarów. Których ruszyć nie wolno...
Książka mocno mnie wciągnęła, rozśmieszyła, wzruszyła i ścisnęła za serce wywołując szklące się oczy. Dała mi wiele emocji. Prawdziwych bo opisywane są z całkowitą szczerością, prawdziwe wspomnienia.
Nauczyła mnie, że bycie aktorem to nie zawsze znaczy mieć wygodnie pościelone łóżko i pełny brzuch. Że bogactwo nie zawsze idzie w parze z popularnością. Kazała mi spojrzeć na swoich rodziców przez pryzmat lat powojennych. Zastanowić się jak na nich wpłynęło dzieciństwo. Popatrzeć na wszystkie ich wybory, zachowania, pomyłki. Przez pryzmat ich lat młodzieńczych. Uważam, ze lata dziewięćdziesiąte w trakcie których przyszłam na świat są to najlepsze czasy dzieciństwa. Myśmy nie odczuli już strachu przed wojną, ludzie byli dla siebie bardzo życzliwi. W ogóle to w bloku w którym mieszkałam tworzyliśmy wielką rodzinę. Pod każdym numerem same ciotki i wujki. No może trafiła się nam nie jedna zrzędliwa staruszka, ale z nimi także człowiek się zżył. A teraz... Cezary napisał w swojej książce, ze kiedyś wchodziło się do sąsiada jak do siebie bez pukania. Ja liznęłam jeszcze tych lat. A teraz pasuje wcześniej zadzwonić, napisać... Ach już nie istnieją furtki między podwórkami sąsiadów. Jak to ujął mój mąż każdy teraz chroni swoją prywatność. No cóż nie jest to złe, ale jakoś ta życzliwość, sąsiedzka pomoc powoli odchodzą w dal. Chociaż zachowały się jeszcze gdzie nie gdzie unikaty :) Jak widzicie Byłbym zapomniał... Nie tylko pozwala nam poznać życie którego nie znaliśmy, ale i własne powspominać. Wracając do tytułu genialny jest Byłbym zapomniał... - od razu widzę Cezarego Pazurę z wyciągniętą ręką do góry wołającego do nas A Byłbym zapomniał... Chciałem jeszcze coś powiedzieć, zanim... Przestaną mnie słuchać. Tak to sobie wyobraziłam.
Książce odkrywamy także świat teatru, filmu, reżyserii, szkół filmowych to jest nie zła gratka dla osób lubujących się w historii Polskiego kina. Napotkamy tam wiele znanych nazwisk jak Laskowik, Gajos, Linda... Książka idealna dla osób które myślą o aktorstwie czy reżyserce. Możemy dowiedzieć się co nie co o życiu aktora w tamtych czasach, a nie było ono proste. Osoby, które myślą pójść w tym kierunku powinni zainteresować się historią teatru, kina. Ta autobiografia jest dobrym początkiem... Ponadto motywuje do rozmów. Dzięki tej książce dowiedziałam się co nie co o życiu swoich rodziców przez co mogę zagadnąć o jakiś temat. Dowiedzieć się czegoś więcej od nich. Wujku Czarku jeśli to kiedykolwiek przeczytasz Dziękuje ci za tą książkę.
W książce znajdują się także ilustracje. Od zdjęć prywatnych z dzieciństwa przez te z kolegami kończąc na tych z planów zdjęciowych. Co bardzo urozmaica czytanie i czyni książkę bogatszą. Dużo jest o relacjach rodzinnych Cezarego Pazury z pełną szczerością bez ukrywania niewygodnych prawd.
Zaciekawia jak nie jedna powieść. Czytając miałam wrażenie, że rzeczywiście siedzę przed Cezarym Pazura i słucham jego wspomnień i anegdot. Pełna emocji od śmiechu po łzy. Do bólu szczera...
Chcecie czegoś prawdziwego sięgnijcie po Byłbym Zapomniał
Subskrybuj:
Posty (Atom)






